12-01-10165, Nirihi [drugi dzień dekady, Hiroshii zamiast tygodni używają dziesięciodniowych okresów - p. tłum.]
7:15
dzień rozpoczął się standardowo. Rutynowe rozprowadzenie porannych wart
i patroli odbyło się bez żadnych incydentów. Sumigo zmusza się do
osobistego nadzorowania każdej drobnostki. Budzi to mój podziw. Każdy,
inny oficer na jego miejscu delegowałby nudne zadania na swych
podwładnych, żeby samemu móc odpocząć. Chciałbym być tak sumienny, jak
nasz dowódca.
14:10 tuż po porze obiadu zgłosił się nierejestrowany
lot rządowy na kursie z Karsu. Sumigo otrzymał rozkaz przyjęcia
wizytacji dokonanej przez samego WICEBARONA. Wyczekiwaliśmy tego dnia od
dawna, ale nikt nie wiedział, kiedy to nastąpi. Wszyscy wiedzą, że
Wicebaron odwiedza każdą z baz wkrótce po jej wejściu do służby, ale nas
jakoś omijał. Sumigo bardzo to niepokoiło i teraz ujrzałem jego ogromną
ulgę, gdy dowiedział się, kto przylatuje. Natychmiast zarządziliśmy
najwyższy - 1 - stopień gotowości bojowej w całej bazie. Wszyscy na
stanowiskach, wszyscy w gotowości, inspekcja umundurowania, meldunki
stanu osobowego. Sumigo zaraz mnie wezwie...
17:00 już po wszystkim.
Widziałem Wicebarona na własne oczy z odległości dwóch kroków!
Oczywiście on nawet mnie nie zauważył. Wydawało się, jakby jedyna osoba,
której istnienie dostrzegł, to był nasz dowódca. Sumigo robił, co mógł,
aby zaprezentować siebie i "swoją" bazę jak najlepiej i bardzo dobrze
mu to wyszło - na twarzy Wicebarona widziałem tylko wyraz zadowolenia.
Jestem dumny, że mogę służyć pod kimś takim, jak levenbrech Sumigo!
5-03-10165, Imarihi [piąty dzień dekady - p. tłum]
6:05
od dwudziestu minut baza postawiona jest w stan najwyższej gotowości
bojowej. Rozkaz z Karsu. Wydarzyło się tam coś złego, jakaś eksplozja. W
p. dowodzenia mówią o eksplozji atomowej. Czy to w ogóle możliwe? Całe
szczęście, że Suji z rodziną mieszkają w Padyszachu, a nie w Karsie...
6:25
wygląda na to, że STAŁO SIĘ NAJGORSZE: mamy wojnę, cała łączność
oszalała i stopniowo straciliśmy kontakt ze światem. Nie ma łączności
ani z Karsem, ani z Kirą, ani z innymi bazami, ani nawet z naszymi
własnymi okrętami i patrolami naziemnymi. Zgodnie z procedurami na wypadek W, oznacza to uruchomienie Kodu Czerwonego. Sumigo rozkazał przygotowanie
bazy na uderzenie jądrowe. Wszystkie okręty wychodzą w morze. UZBROJONE.
Niech Bóg ma nas w opiece...
6:30 balony pomiarowe potwierdzają
potężne impulsy elektromagnetyczne w atmosferze. Kanalie odcięły nam
łączność detonacjami atmosferycznymi!
6:35 stacja sejsmograficzna
zarejestrowała wstrząs o sile 6 z epicentrum położonym na północ od nas,
sądzimy, że to skutek uderzenia jądrowego w naszą, siostrzaną bazę X-5.
Sumigo odbiera meldunki o stanie struktury naszej bazy. Jak dotąd nie
wykryto żadnych uszkodzeń. Siedzimy jak na szpilkach, wyczekując
uderzenia w nas. Nasze okręty meldują łącznością U, że nie nawiązały
kontaktu z okrętami z X-5. Czyżby nie zdążyli wypłynąć przed trafieniem?
6:45:
od naszych okrętów przychodzą meldunki o odpaleniu rakiet. Sumigo
dobrze postąpił, dając im zielone światło. Kars, Padyszach ani Kira się
nie odzywa i już się nie odezwą. Biedni nieszczęśnicy. Okręty dostały
rozkaz pozostać na morzu - Sumigo nadal spodziewa się uderzenia
atomowego w naszą bazę. X-5 milczy.
18:00 nic się nie stało, nie
zbombardowano nas, wygląda na to, że Corrado wykryli lokalizację X-5,
ale nie odnaleźli naszej bazy. Alternatywnie rakiety, które były
wycelowane w nas, zostały zniszczone przez nasze uderzenia, zanim te
kanalie zdążyły je odpalić. Nie dowiemy się, jak było naprawdę. Grunt,
że żyjemy. W bazie zapanowała chwilowa euforia, jakby wszyscy
zapomnieli, że mamy konflikt atomowy, że Kira, Kars i Padyszach zapewne
wyparowały... Ja sam śmiałem się z innymi, wypiłem sake z Sumigo,
ściskałem dłonie żołnierzy, ale potem uświadomiłem sobie, że teraz
dopiero zrobi się na prawdę strasznie. Jak przeżyć w środowisku skażonym
radioaktywnie? Czy ktokolwiek nas uratuje? Czy wygraliśmy wojnę? A
jeśli nie, to czy Corrado znajdą nas i dorżną? SUMIGO ZWOŁAŁ NARADĘ
WOJENNĄ, muszę iść...
23:03 levenbrech Sumigo ponownie mi
zaimponował, zdołał zwalczyć wszystkie głosy zwątpienia, obawy i
defetyzmu wśród kadry i utrzymać ducha bojowego wśród oficerów! Ja sam
wierzę teraz, że wygramy. To my dorżniemy tych śmieci Corrado! Wszystko
wskazuje na to, że uderzyli pierwsi, niszcząc Kars, a my dokonaliśmy
sprawiedliwego odwetu. Wielka Konwencja jest po naszej stronie, jak mówi
Sumigo. Czyż mając po swojej stronie Landsraad i Imperatora możemy
przegrać? Ale Sumigo mówi, że nie wolno nam czekać na reakcję Imperium. W
nocy wyruszy dalekolot, aby nawiązać kontakt z macierzą, zebrać
informacje o skali zniszczeń i odebrać rozkazy od aktualnego
głównodowodzącego Rodu. Czy Wicebaron żyje? Wciąż nie wiemy...
15-03-10165, Imarihi
17:00
oba, sprawne dalekoloty zawiodły i straciliśmy z nimi kontakt, trzecia
maszyna jest niezdolna do lotu i brak nam części zamiennych niezbędnych
do jej naprawy - nie przypłynęły z macierzy, zanim spadły bomby. Stacje
radiowe odbierają urywki bardzo zniekształconej komunikacji z
pozostałych kontynentów, zarówno naszej jak i Corrado. Są tam zarówno
nerwowe meldunki z walk (coraz rzadszych, jak się zdaje), jak i
przygnębione raporty lub wezwania pomocy. Macierz nikogo do nas nie
przysłała. Czy to możliwe, że wszyscy, którzy wiedzieli o istnieniu
naszej bazy, zginęli od bomb? Sumigo zdecydował się wysłać na Anterię
okręt podwodny w celu próby nawiązania kontaktu z macierzą.
Prawdopodobnie popłynie "Hyei".
31-03-10165, Ichihi [pierwszy dzień dekady - p. tłum]
12:45
fragmentaryczne komunikaty radiowe donoszą o siłach imperialnych
mających wylądować na planecie (wojska rodów Landsraadu czy
Sardaukarzy?), walki toczą się jeszcze sporadycznie, ale wszystkie
odbywają się po tamtej stronie oceanu, a my nadal tkwimy tu bezczynni i
bezradni. Dalekoloty zawiodły, brak łączności z "Hyei" - wciąż czekamy
na raport z ich misji, bądź powrót, ale to może im zająć tygodnie...
18:00
urwanie głowy! Generator uległ trzeciej awarii z rzędu i tym razem nie
udało się go ponownie uruchomić. Technicy rozebrali go i odkryli
mikrouszkodzenia. Jedna z hipotez mówi, że są one wynikiem wstrząsu
sejsmicznego z 5 marca. Nie mamy rezerwowych części, a ich sprowadzenie
potrwa tygodnie, o ile w ogóle będzie możliwe - póki co nie jest. Sumigo
rozkazał przejść na zasilanie z rezerwowych generatorów na wodór.
Rezerwa zmagazynowana w składach pozwoli na funkcjonowanie całego
kompleksu przez tydzień, potem czeka nas kryzys, chyba, że wydarzy się
cud i technicy zdołają jakoś uruchomić podstawowy generator. Instalacja do elektrolizy wymaga zasilania z głównego generatora, więc nie zdołamy wyprodukować sobie więcej wodoru...
20:12 mam już dość narastającej liczby incydentów łamania dyscypliny. Nawet Sumigo traci do nich cierpliwość i zaczął mnie posyłać, abym wysłuchiwał i karał tych kłótliwych głupców wszczynających awantury z byle jakiego powodu. Jak oni mogą w TAKIEJ CHWILI urządzać bójki o muzykę z odtwarzacza, albo skradziona filtromaska? A może źle na to patrze i właśnie w tej chwili są najbardziej podatni na wybuchy agresji?
10:20 sytuacja w bazie stała się beznadziejna... "Hyei" nie wrócił, ani nie nadesłał żadnego meldunku. Od trzech dekad nie działa już komunikacja naszego Rodu - wszystkie stacje nadawcze, których meldunki dotąd udawało się nam czasem wychwycić, zamilkły. Z ostatnich strzępków komunikatów radiowych dowiedzieliśmy się, że na planecie wylądowali Imperialni Sardaukarzy. Tydzień temu byliśmy zmuszeni odciąć wszystkie stacje radiowe dalekiego zasięgu, mając do wyboru je, albo instalację do oczyszczania wody i pompy systemu wentylacyjnego. Morale jest bardzo niskie. Ledwie wczoraj na rozkaz Sumigo wykonałem kolejną egzekucję defetystów - tym razem było to dziesięciu żołnierzy, którzy agitowali towarzyszy do poddania się "Siłom Pokojowym". Sumigo i większość pozostałych oficerów uważa, że nie ma mowy o składaniu broni, dopóki nie otrzymamy rozkazu od batora Miranogiego, albo wprost od Wicebarona. Zgadzam się z tym - te psy Corrado mogą tylko czekać, aż opuścimy gardę. Kto wie, czy nie próbują nas zwieść, abyśmy myśleli, że Imperator przysłał tu swoich Sardaukarów, aby skłonić nas do odsłonięcia się? Na szczęście w oczach Sumigo widzę tylko nieustępliwą determinację i wolę dalszej walki. Nasz dowódca nie zamierza przed nikim kapitulować!
15-04-10165, Senhi [dziewiąty dzień dekady - p. tłum]
9:30 Sumigo zwołał kolejną naradę wojenną. Jego decyzje spowodował meldunek techników, którzy oznajmili, że z powodu braku zasilania wkróce przestanie działać system wentylacji, a pompy odwadniające nie będą już dłużej zdolne usuwać wody i dwie, z trzech kondygnacji bazy zostaną nieuchronnie zalane przez wodę morską i wody gruntowe. Było więcej argumentów za opuszczeniem bazy: wyczerpujące się zapasy żywności i wody pitnej, spadające morale, przypadki obłędu u żołnierzy uwięzionych w klaustrofobicznej przestrzeni, oraz brak jakiegokolwiek kontaktu z macierzą. Sumigo po konsultacji z pozostałymi oficerami podjął decyzję o ewakuacji personelu i wysadzeniu wszystkich, kluczowych instalacji w kompleksie, włącznie z trzema, pozostałymi okrętami podwodnymi - cóż za strata! Jest mi ciężko na sercu ze świadomością, że to zrobimy - od pierwszego dnia, gdy przydzielono mnie tu do służby byłem dumny, że spotkał mnie ten zaszczyt - a z drugiej strony czuje dziwną ulgę. Skończy się to upiorne wyczekiwanie, coś w końcu zrobimy, choć szkoda, że nie będzie to walka z wrogiem. Wprawdzie na zewnątrz, w puszczach tego, dzikiego kontynentu czeka nas wiele nieznanych zagrożeń, ale przecież musi dać się tu przetrwać - wiemy, że kilkaset kilometrów na zachód stąd są niewielkie osady renegatów lub raczej ich potomków. Sumigo twierdzi, że znajdziemy sposób, aby wrócić do naszych i ja mu ufam. Teraz muszę zabrać się do pakowania najpotrzebniejszych rzeczy...
17:25 pół godziny temu młody kapral z 2 plutonu kompanii ochrony zastrzelił czterech kolegów, po czym zaryglował się w składziku, a następnie popełnił samobójstwo. Wedle świadków miał krzyczeć, że porzucenie bazy to "tchórzostwo". A czy nie jest tchórzostwem walnięcie sobie w łeb ze służbowej broni? Żandarmeria ledwie rozdzieliła i z wielkim trudem uspokoiła uczestników bijatyki, która wybuchła na 2 poziomie, gdy wieść o tym samobójstwie się rozeszła. Czy oni nie rozumieją, że to tylko opóźni naszą ewakuację? Może Sumigo powinien jeszcze bardziej zaostrzyć kary i powinniśmy zacząć rozstrzeliwać każdego, kto wszczyna awanturę?
21:10 baza gotowa do ewakuacji. Saperzy zmienili bazę w jedną, wielką bombę, wszędzie ciągną się przewody wiodące do detonatorów, ostatni żołnierze i marynarze w pośpiechu opuszczają kompleks. Sumigo pewnie zaraz mnie wezwie na ostatnia odprawę dla oficerów przed wymarszem wgłąb lądu. Ciekawe czy [tu tekst się urywa - p. tłum].