
Darin stoi tuż za głównym wejściem do Akademii Orpheusa, legendarnej szkoły sztuki, poezji, tańca i śpiewu, a także magii i historii. Akademia znajduje się kilkanaście kilometrów na zachód od Kirtany i jest jednym z pierwszych obiektów, które widzą podróżujący przez Stary Mosiężny Gościniec wędrowcy. Wielka budowla przypomina śnieżny zamek rodem z jakiejś bajki.
W głównym holu studenci i nauczyciele tłumnie przemierzają korytarze i schody, ale Darin wpatruje się w imponujący posąg podpisany jako "Orpheus, założyciel Akademii". Przedstawia on jasnowłosego mężczyznę o bardzo delikatnych, wręcz zniewieściałych rysach z wielkimi anielskimi skrzydłami, ubrany jest w delikatne białe ubranie, ale też lśniący pancerz. Orpheusowi towarzyszy jakiś mały czarny smok, ale ze sceny wynika bardziej jakby mężczyzna go tłamsił, przyciskając stopą do kamienia.
Obok Darina pojawił się nagle młody elf o brązowych włosach, ubrany trochę zbyt kolorowo co do reszty uczniów, z pakietem książek i mandoliną na plecach.
"Za każdym razem jak przechodzę, to oglądam ten posąg. Jesteście tu nowi, prawda? To tak jak ja, przybyłem miesiąc temu. Myślicie, że Orpheus naprawdę był jakimś aniołem, czy po prostu próbował rekompensować co nieco? I ten cały smok, przecież nie ma już takich w Czterech Marchiach..." elf milknie, zawstydzając się.
"Wybaczcie. Mam coś takiego, że jak kogoś nie znam, to dużo gadam. Moja siostra mówi, że powinienem przystopować, bo wpadnę w kłopoty. Ona w sumie się zna, skoro pracuje w policji. Swoją drogą przyjechałem z Pallantis, mieszkamy w okolicach Lasu Etran... znowu to robię."
Elf przyjrzałby się Darinowi i wyciągnąłby rękę. "Jestem Kirdan. Mogę pokazać ci kwatery i Akademię, oczywiście jeśli sobie tego życzysz".