Jesteśmy o tam.
Jest:
- Obok Wilhelma wyrosła postać czarna
- Wilhelm w lustrze
- Wilhelm obok nas
Wilhelm w lustrze ma wyraz zaskoczenia na twarzy. Dziejo się rzeczy;
- ciemy Wilhelm unosi ręce do góry i wycofuje się pod scianę ,dalej od nas
- Wilhelm w lustrze krzyczy "NIE PATRZCIE W LUSTRO, ZABIĆ ICH OBU"
- Wilhelm obok nas małpuje tego w lustrze, ale kiedy słyszy krzyki, to wyciąga rapier i obraca się do nas
Inicjatywa. Pobiliśmy. Czarny i zwyczajny poza lustrem zniknęli gdy im przywaliliśmy. Zwykły z lustra wypada i rozmawiamy:
W: To pułapka, Trzeba było zabić, żeby mnie uwolnić. To Darkside Mirror. Tworzy kopię o przeciwnym alinmencie.
H: To czarne uciekało ,było tchórzliwe. Co to było?
B: Trzeba było złapać i przesłuchać. Nie niszczmy lustra, powtórzmy proces, przesłuchajmy
W: To kopia czegoś co siedziało we mnie, pewnie jakaś manifestacja prezencji nauczyciela. Ta kopia nie jest zbyt inteligentna, nie posiada takiej samej wiedzy.
W: W środku były kości wielu istot (teoria - typy się klonowały lustrem i walczyły na ringu)
Chcemy to mieć. Możliwości fajne, może uda się wykorzystać przeciwko bossom. Yullo idzie zbierać kawałki ubrania od załogantów. Przynosi bedrolle. Potem dispeluje lustro na minute i rozmontowujemy. Za lustrem... jest korytarz. Wchodzimy.
Od dawna nieużywany, delikatny spadek. Wilgoć, zaduch. Długi. Zakręca w prawo. Rozbrzmiewa nam głos w głowach "ohoho, a co tam, co tam, a jakże tam się dzieje. A dobrze. Co". Jakby ktoś pił herbatkę albo gadał przez telefon.
W: Kuncirze Pagarze!
KP: A, goście idą!! Zapraszam, zapraszam.
W: Możemy wejść?
K: Tak, korytarze działają tak, że można po nich iść!!
Wszędzie lekki półmrok. Światło rozproszone. Jest typo. 4 metry wrozstu. Chudy jak szkapa. DŁugie nogi. Coś jest z nim nie tak - po całym ciele chodzą mu spazmy, jakby robaki pod nią łaziły. Skórę ma pokrytą runami, jakby wyrytami nożem. Sam pokój - niemal pusty, wyczarowane krzesło, stół, a po drugiej stronie jest portal, typowy jak np w Mieście Chmur, ale zgaszony.
K: Witajcie! W skromnych progach witajcie. Jak tam u babcie (patryz na Yullo)
Y: Nie żyje.
K: Jak tam u dziadków (patrzyna Helgę)
H: Ale z której strony
K: Czego się napijecie?
Podchodzi do ściany, materializuje kubek i materializuje jakąś ciecz.
Y: Do Ciebie wpadamy, co tam u Ciebie?
K: Właśnie co tam u mnie?
W: Z kim tam rozmawiałeś?
Br: No z tą tamtą. Co tam u niej?
K: No właśnie co tam u niej?
W: Troszkę się zgubiliśmy, gdzie jesteśmy?
Mózg mu pulsuje, robale łażą.
K: To nie jest temat na teraz. A gdzie jesteście? Prosty korytarz był
H: Wszystko u Ciebie dobrze? /bada go/
Generalnie jest zwariowany, ale czy magicznie, fizycznie, psychicznie, nie wiadomo.
K: Coś ugotować? Siadajcie /Krzesłą się materializują/
W: Wpadamy do Ciebie, żeby sprawdzić co u CIebie, jak się czujesz?
Y: Chyba dobrze. Siedzę sobie i pilnuję? Czego pilnuję? /Robale mocniej łażą/
W: Masz runy i blizny na rękach, możesz mi przypomnieć o co z nimi chodziło?
K: Chyba mi sie podobały? Fajnie wyglądały.
W: A nie magiczne?
K: A to chyba parałem się magią, dawno temu.
W: Co one robią, też bym takie chciał?
/Siada, rozciera robale pod czaszką, myśli. Im bardziej się zastanawiam, tym bardziej pulsuje./
Wilhelm bada runy po swojemu. Jest to pieczęć, która ma na celu nie pozwolić czemuś wyjść.
W: One miały coś pieczętować, nie?
K: Zatrzymywać, pieczętować, pilnować... coś takiego. /Męczy się/
Helga pokazuje figurkę.
K: Tak, to do ziemniaków, tak.
Br: Shedim NAzom coś ci mówi? Czarna energia
K: Ja pilnuje... pilnuje... Przejście? Oni... lecą
BR: Naucyzciel, Shedim, stacja, Przejście.
Przegrzał go. Kunci dalej myśli, ale całe runy się rozrywają. Wychodzą z nich trzy, na pół przezroczyste stworzenia. Inicjatywa. Cienie. Dookoła nich krążą setki duchów. Jakaś aura 10ft. Kunci cały krwawi (krew innego koloru). Ma jakiegoś okropnego persistent bleeda, ciężko będzie go z tego podnieść.