Poranek definitywnie nie należał do najprzyjemniejszych. Szare chmury wisiały na niebie, przysłaniając słońce. Może nawet pogoda zapowiada deszcz. Czym więcej, po otwartych polach przebiegał chłody, jak na lato, wiatr. Wśród wysokich traw można było słychać świst, a drzewa leniwie się kołysały wśród wietrznych dróg.
Z tego powodu ranek był bardzo chłodny, niemal zmuszający do założenia czegoś cieplejszego niż koszula, oczywiście tylko tym, którzy tego potrzebowali. Obóz dość leniwie budził się do życia. Szara pogoda definitywnie nie pomagała we wstaniu i cieszeniu się ciepłymi promykami słońca, świecącymi na twarz.