Pracownia należąca do Emisja 469
Lekko przykurzony strych w Kamienica rodziny Lange przy Piotrkowskiej. Zawiera kilka zabezpeiczeń, przez co trudno do niej trafić. Wypełniona rzeczami całej kabały, po środku znajduje się stół i kilka powycieranych foteli oraz masa innych sprzętów. Pachnie kurzem i starością, mimo że miejsce zwykle jest w miarę możliwości wysprzątane.
Niewielkie laboratorium, krąg rytualny. Z sufitu wiszą pęki ziół. Jest także ukryty sejf. Od południowej strony eleganckie okrągłe okno przy którym zawsze stoi teleskop
Sanktuarium znajdowało się na strychu kamienicy Dawida Lange. Drzwi do wnętrza były zabezpieczone zaklęciem w taki sposób, że nie były ani widoczne, ani wyczuwalne dla osób postronnych. W ich miejscu po prostu ciągnęła się drewniana ściana a geometria budynku zakrzywiona magią sprawiała, że osoby spoza kabały nie miały wrażenia jakby w tym miejscu mogło być „brakujące” pomieszczenie, do którego brakowało drzwi. W środku, sanktuarium było bardzo starym, wysprzątanym, lecz nadal przykurzonym strychem. Uprzątnęliśmy gołębie gówno i większość brudu a trochę pozostawionych na strychu rupieci rozłożyliśmy pod ścianami tak, by nie przeszkadzało nam w pracy i naradach. W środku pachniało kurzem i kadzidłem. Pracowania miała jedno, duże okrągłe okno, z zewnątrz przykurzone i brudne, umiejscowione w narożniku dachu kamienicy. Na podłodze ze starych desek ustawiona została stara, czerwona wersalka, którą udało nam się przytargać z piwnicy oraz kilka starych, nieco przykurzonych foteli. Każdy z nas miał tam swój niewielki kąt. Biurko z komputerem, szafę czy kilka doniczek z najpotrzebniejszymi ziołami. Oprócz tego strych był pełen jeszcze przedwojennych rupieci. Stara skrzynia, wielki drewniany globus, przy oknie stał odnowiony mosiężny teleskop z początku wieku, który Tadek znalazł przy sprzątaniu. Między kanapami, na podłodze leżał nieco ponadgryzany, ale wciąż piękny, stary perski dywan a na ścianach wisiało kilka znalezionych na strychu obrazów i gablot ze spreparowanymi motylami. Miejsce ogrzewane było w zimie kominkiem, w którym trzeba było rozpalać ogień i służyło nam jako schronienie, pracownia i miejsce narad. Czasem, jeśli była taka potrzeba, któreś z nas nocowało na miejscu i regularnie sypiała tam Keter – familiar Janka.