Scena przedstawia Pasaż Schillera przy ul. Piotrkowskiej. Kąt jest dość duży, miejsce filmowane jest z wysoka. Obraz cały czas się trzęsie, tak jakby kamera była trzymana w ręku. Ulicą idzie kobieta w beżowym płaszczu, kamera wychwytuje ją i koncentruje się na niej. Idzie szybkim krokiem niosąc ciężką torbę na ramię, co jakiś czas nerwowo rozglądając się na boki. Nagle staje jak wryta. Scena jest jak z sennego koszmaru - wszyscy przechodnie nagle zatrzymali się i spojrzeli w jej stronę. Kobieta pchająca wózek dziecięcy stanęła po środku przejścia dla pieszych, jakaś para pijąca kawę zamarła z filiżankami w powietrzu, nastolatki pijące piwo na murku zamarły z butelką powoli wylewającą płyn na chodnik. "O kurwa" - słyszysz gdzieś zza kadru męski głos. Słyszysz jakiś elektroniczny pisk i do obrazu dołącza dźwięk. Jakiś rodzaj mikrofonu kierunkowego, łapiącego wszystkie odgłosy dookoła kobiety, nawet szum wody z pobliskiej fontanny.
- Naprawdę wydawało ci się, że nie zorientuję się co robisz? - mówi dziewczynka w bluzie z kapturem siedząca na murku, pusta butelka po piwie wciąż wisząca w pobliżu jej ust. Kobieta rozgląda się dookoła, wygląda o dziwo na spokojniejszą niż przed chwilą.
- Kurwa mać, Zenon, nie tak się umawialiśmy. To miała być obserwacja w polu, a nie Auschwitz dla dzieciaków. Pakiet miał zastymulować kilka osób i zamknąć się w gnieździe, a nie robić rzeźnię.
- Sama wiesz sze Pszebudzenia potlafią być blutalne. - sepleni dziecko z wózka.
- Ale nie to! Chryste Panie, dwa samobójstwa, jeden pożar. Trzy śmierć łóżeczkowe. Śmierci łóżeczkowe! To popierdoleństwo próbowało obudzić niemowlaki!
- Dlatego cały czas męczyłaś Sanepid? Liczyłaś, że łowcy w końcu zauważą i zlikwidują projekt który męczę od lat 50.? - mówi wesołym tonem dziewczyna z kawiarni.
- Obiecałeś, że to będzie bezpieczne! Na litość boską, ja tam własne dzieci posłałam! Obraz odsuwa się nieco. Ze stolika obok wstaje starszy mężczyzna w szarej koszuli i spodniach na szelki. Kładzie na stole banknot i zakłada leżący na stole kaszkiet. Wydaje się być jedynym nie będącym pod wpływem zaklęcia.
- Ze zdumiewającymi rezultatami - ma stary, zwodniczo uprzejmy głos - twój syn jest magiem Mirciu, gratulacje. Słabym bo słabym, ale obiecującym. Widać, że szuka odpowiedzi za wszelką cenę. Pasowałby do nas.
- Nie dotkniesz go! - krzyczy kobieta obracając się do mężczyzny - obiecałeś, skurwysynu!
Mężczyzna podnosi ręce w geście pojednania.
- Moje ręce są związane! Zerwałaś warunki naszej umowy. Przenosimy cię w miejsce bez... dystrakcji. Twoje przywileje zostały anulowane, w tym ochrona twojej rodziny. Zresztą, wolałabyś żeby dostał go Pentagram? Grabowski, Jackowski i reszta świrów?
- Sam zdecyduje - cedzi przez zęby kobieta - a tobie radziłabym uważać. Nie groź mnie ani mojej rodzinie, bo Panoptikon zmiecie ciebie i cały twój filar z powierzchni ziemi.
- Grozisz mi, Mirciu? - mówi rozbawiony - Jesteś pewna, że dasz radę zrobić cokolwiek zanim wywlekę twój mózg i rozprostuję ci zwoje stąd na księżyc?
- Spróbuj. A może boisz się, że coś pójdzie nie tak? Nie rozczytasz moich notatek albo jakaś martwa dźwignia pośle wiadomość do Mordechaja? Może przez lata naszych gierek nauczyłam się dostatecznie dużo, żeby ominąć twoje procedury? Kto wie? Jesteś gotów zaryzykować pięćdziesiąt lat badań dla szansy pół na pół? - Mężczyzna roześmiał i wykonał niedbały gest ręką. Z pobliskiej taksówski wysiadł pasażer i stanął obok na chodniku, zostawiając drzwi otwarte. Kobieta spokojnym krokiem wsiada do samochodu.
- Mogę mówić tylko w imieniu Hegemonii, nie odpowiadam za pozostałe piramidy. Zresztą... Sam nas znajdzie. To naturalne, że będzie szukał odpowiedzi, a my mamy je wszystkie... W tym momencie mężczyzna podnosi wzrok i patrzy z lekkim uśmiechem prosto w obiektyw kamery. Obraz zatrząsł się, widzisz rozmazaną podłogę jakiegoś mieszkania. Słychać męski głos w tle "kurwa kurwa kurwa". Film urywa się.