Zimą na Wielkich Stepach wszystko ścina mróz. Rzeki pokrywa kra, wieje lodowaty wiatr, czasem spada śnieg. Po stepie wędrują tylko zimowi drapieżcy i wychudzone stepowe bawoły.
Latem na Wielkich Stepach ziemia potrafi parzyć. Rzeki zamieniają się w błotniste rowy, ziemię jak okiem sięgnąć porasta twarda, brązowa trawa. Stepowe bawoły są osowiałe, a wilki i szakale wychodzą pod wieczór, kiedy upał odrobinę zelżeje, by szukać pożywienia. Latem na Una Warna to noc jest czasem aktywności. Kto wędruje za dnia, wędruje w grubych szatach i z przenośnym cieniem.
Jesień i wiosna to czas życia i wielkich deszczów. W rwących rzekach można się utopić, bawoły są grube i zadowolone, a stepy soczyście zielone. To również czas, kiedy widać jak zmieniły się Stepy, podczas Wielkiej Nocy. Kiedyś mieszkali tu jedynie nomadzi, wędrujący konno za stadami bawołów. Palii ich łajnem, chronili je przed drapieżnikami i sami zabijali i zjadali, gdy była taka potrzeba. Zimą i latem zostawali w swoich namiotach, by jesienią i wiosną odnaleźć stada, czasem stoczyć o nie walki i znowu wędrować.
Teraz na stepie stanęły miasta, pojawiły się drogi i jest coraz mniej miejsca. Tradycyjnie żyjące plemię Varnatii wykorzystuje lotność swoich wojowników, by napadać karawany lub stałe osiedla i żyć coraz bardziej z łupiestwa.
Podobno, by ich uspokoić, Czerwony Zakon wciela coraz więcej miejscowych do armii i wysyła w dalekie rejony Imperium, na ich miejsce sprowadzając innych wraz z rodzinami.
Wśród wielu magicznych przed miotów zagubionych gdzieś na Una Varna jest Misa Deszczu - żelazne naczynie, w którego dno wprawiono spory szafir. Gdy naleje się do niej wody, a potem wyrzuci w niebo, wypowiadając zaklęcie, od rzucającego w stronę nieba pojawi się pęknięcie rzeczywistości. Wypłyną z niego chmury i deszcz. Z chmur poza wodą, zaczną spadać w stronę ziemie niezwykle długie, chude kończyny.
Chimera, którą można w ten sposób przyzwać, to prawdziwy behemot z dawnych czasów. Zwana była kiedyś Burzowym Ponurakiem. To plątanina szarych odnóży o wielu stawach, grubych jak zamkowa wieża, zakończonych zdeformowanymi, pazurzastymi łapami wielkości donżonu. Kończyny chimery potrafią się zaskakująco wyginać w różnych kierunkach i nie wiadomo tak naprawdę, czy potrzebuje ona podpierać się o ziemię. Na końcach części odnóży są paszcze i tam trafia większość zabitych, ale część jest podnoszona ku górze.
Gdy pojawia się Burzowy Ponurak, niebo zasnuwają ciemne burzowe chmury, z których leje się deszcz i spadają błyskawice. To w tych chmurach znajduje się ciało, z którego wychodzą kończyny. Ciało pokryte gołą skórą, w której kończyny mogą chować się jak w worku, lub też z niego wyłazić. Gdzieś w środku pewnie też znajduje się to, co trawi ciała ofiar chimery - oraz z całą pewnością kryształ.