Zawsze
był inny. Porywczy, nieokrzesany, grubiański. Odstawał charakterem od
reszty klanu, dumnych spadkobierców lodowych smoków. Zimnych i
wyniosłych, gardzących emocjami. Klan ponad wszystko? Nie dla niego.
Wygnanie było kwestią czasu. Pewnego dnia po prostu nie wrócił. Nie miał
po co. Wszystko co się dla niego liczyło to on sam. Parę lat kręcił się
po Górach Miecza, łapiąc się wszelkiej dostępnej roboty. Nie gardził
też tą nie idącą w parze z prawem.
Szlak szybko nauczył go pokory i
szacunku do zasad rządzących tym światem. A może jedynie obudził w nim
długo skrywany charakter przodków? Nie miało to większego znaczenia.
Silni przetrwają, słabi muszą zginąć. No i była jeszcze władza. Słowo
jakże kuszące dla każdej istoty która ma w sobie choć cząstkę smoczej
krwi. Stanie na czele, prowadzenie, przywództwo. Jak wilk prowadzący
watahę. Siła i władza. Bardzo kuszące.
No ale kim władać w taki
razie? Bo przecież nie każdym. Czasem można spotkać tych dla których
warto się starać, dla których poświęcenie nie jest wygórowaną ceną. Mały
krąg wartościowych osób. To dobry początek. Od tego można zacząć.
Pierwszy
przyjaciel pojawił się sam. Dokładniej to spadł z drzewa w nieudanej
próbie szpiegowania. Przed pyskiem drakona wylądowała w pyle i kurzu
rudowłosa postać niewielkich rozmiarów. Przez chwilę mierzył kupkę
nieszczęścia podejrzliwym wzrokiem, drugą ręką starając się wymacać
topór wiszący u pasa. Nim jednak dobył broni usłyszał imię. Fezim. Stary
znajomy z Waterdeep. Czasami wysyłał do niego ludzi i towary, który
trzeba było szybko przemycić przez Góry Miecza. Że jak? Ma się nią
zająć? Cholerne długi trzeba spłacać.
-Jak Cię zwą? - spytał jaszczur
- Nerna. - odpowiedziała niziołczyca
- Że jak? Nerka? -
- NERNA! - powtórzyła groźnym jak jej się wydawało
-
Dobra, niech będzie. Staraj się nie przeszkadzać, poza tym możesz iść
ze mną. Tylko cicho! - akurat to potrafiła, jak i tuzin innych
przydatnych rzeczy. Czas pokazał, że stanowili całkiem zgrany duet.