- Sąd: w wielkiej sali 7 rzędów ławek rozmieszczonych jest na trzech ścianach, na kształt trójkąta. Panuje szum i ożywione rozmowy, bowiem dawno nie potrzebowano przywoływać Trybunału w Iglicy, siedzibie Mistyków w Mezaar. Pod każdą z trzech ścian ustawiony jest podest, liczne kamienie graniczne wirują nad ławkami i oświetlają pomieszczenie. Do sali weszło 3 Mistyków odzianych na biało. Ci Mistycy nie mają żadnych masek, ale są za to identyczni. Każdy z nich stanął na jednym z podestów, a zaraz później wprowadzono innego człowieka, rzucając go wręcz na środek sali. Rozmowy ucichły. Męzczyzna podniósł się, stając, ale zaraz został związany niewidzialną energią, zaciśnięty jak baleron. Zahariasz przyjrzał się człowiekowi i aż go zmroziło. Ten sam osobnik przybył do niego parę dni wcześniej i zasiał ziarno wątpliwości. Dłuższe jasne włosy teraz są posklejane, a gęsta broda wskazuje, że mężczyzna nie miał dostępu do podstawowych udogodnień.
- Stoisz przed Trybunałem. Każde kłamstwo karane jest śmiercią. Mów prawdę, a zostaniesz sprawiedliwie osądzony. Przedstaw się.
- Nazywam się Tyberius.
- Gdzie byłeś dwa dni temu w południe?
- Wraz z moim nauczycielem, studiowaliśmy w prywatnych kwaterach.
- Kim jest Twój nauczyciel?
- Ezekiel - na sali rozległy się szepty, ale wystarczyło, że błysnęły kamienie, a wszyscy ucichli.
- Czy prawdą jest, że odmówiłeś polecenia Ezekiela? Co to było za polecenie?
- Tak zrobiłem. Ezekiel nakazał... opróżnić kamień do cna. W celach pokazowych.
- Dlaczego nie wykonałeś polecenia?
- Ponieważ to złe! Nie widzicie, że to co robicie jest nienaturalne? Wydzieracie dusze z Hal Zmarłych zanim zostaną osądzone tylko po to, żeby spełniać własne zachcianki! Pokazujecie uczniom jak torturować eteryczne stworzenia, jak okiełznać moc, która się im nie należy! Odwiedzacie Woal, który miał pozostać niedostępny dla śmiertelników. Pozbawiacie się uczuć, w imię czego?!
- Mistycy zapewnili dobrobyt mieszkańcom Starego Nidiru. Korzystamy tylko z dostępnych surowców, z odpadów, które nikomu nie służą.
- Nadmuchaliście sztuczną bańkę, która prędzej czy później pęknie. Gdzie Wasze piękne aerostatki, które napędzaliście mocą kamieni? Gdzie mityczne wodne miasta, które miały służyć mieszkańcom Nidiru? Podupadacie z każdym rokiem. Prędzej czy później któryś z bogów zwróci na Was swoją uwagę za te wszystkie dusze, które ukradliście.
- Wystarczy. Co zrobiłeś dalej?
- Zabiłem Ezekiela. - na sali rozległy się podniesione głosy i krzyki. Jeden z sędziów uniósł rękę.
- Nazywasz nas potworami, ale sam dokonałeś mordu z zimną krwią. Mistrz Ezekiel był szanowanym wykładowcą i wybitnym człowiekiem. Wyrok jest następujący: Ty i wszystkie kamienie, z którymi miałeś kontakt, zostajecie skazani na rozszczepienie duszy. Czy pozostali sędziowie potwierdzają mój wyrok?
- Potwierdzamy.
- Nie możecie! Po prostu mnie zabijcie. - sala wybuchła rozmowami i krzykami. Sędziowie opuścili stanowiska i wyszli.
Zahariasz spojrzał na ławę i zobaczył, że ma zaciśnięte pięści. Tyberius został wyprowadzony. - Odkrycie: Zahariasz osłonił się przed nawiewanym wszędzie piaskiem, używając długiego kija, by zachowywać równowagę. Jeden z służących, niosących wiadra z wodą przewrócił się, rozlewając cenny płyn w piasek. Zahariasz z niesmakiem poklepał go laską.
- Wstawaj! Wracaj do pracy.
Trzeba było wziąć felian, koty przynajmniej nadają się lepiej do takiej ekspedycji. Zahariasz wrócił do swojego namiotu i opłukał twarz w misce z wodą. Przejrzał się <Zahariasz>. Czy to kara za jakieś dziwne przewinienie? Wyraźnie zaznaczał, że interesuje go historia TEORETYCZNA. W zaciszu chłodnych ścian Iglicy. A tymczasem trafił na pustynię, podczas szalejącej burzy, szukając zapewne kolejnych bezużytecznych ruin. Nagle jego namiot po prostu zniknął, kiedy wielka piaskowa istota wbiła się w środek obozu, miażdżąc wielbłądy i ludzi. Piaskowy gigant. Bydlak pewnie chce zemsty za zabitych na potrzeby sierpów krewnych, pomyślał Mistyk.
- Do ruin! - jakiś głos przebił się przez burzę. Zahariasz pognał do zniszczonych zabudowań, a za nim popłynął jego kamień. Wtedy jednak ziemia się rozstąpiła i nadeszła ciemność.
Zahariasz ocknął się jakiś czas później. Kamień delikatnie połyskuje. Pomimo upadku, nie widać żadnych ran, choć kilka osób, które biegły razem z nim, rozbiły się o kamienną posadzkę.
- Utrzymałam Cię przy życiu. Obawiam się jednak, że reszta nie żyje.
- Dlaczego? Nie mówiłem, żebyś to robiła, Avari.
- Prawda. Zrobiłam to z własnej woli. Uznałam to za stosowne.
Zahariasz rozejrzał się po komnacie. Zobaczył jedno ruszające się ciało gnoma. Podbiegł do mężczyzny i nakazał Avari uleczenie go.
- Jesteś cały? Możesz iść? Jak się zwiesz?
- Kerik... chyba mogę.
Zahariasz podszedł do ściany, widząc pęknięcie. Uderzył w nie kawałkiem rozwalonej posadzki, ale bezskutecznie. Kerik podniósł się i kiwnął głową. - Pozwól mi. Po czym pojawił się kamienny żywiołak, który zmiażdżył ścianę.
Zahariasz, Avari i Kerik przemierzali kompleks w poszukiwaniu wyjścia przez wiele godzin. Ruiny były większe niż im się wydawało. W jednej z komnat Zahariasz kątem oka zauważył symbol bardzo podobny do tego, którego używają Mistycy: słońce i księżyc. Ten jednak miał dodatkową gwiazdę po środku. Oczy Zahariasza zaczęły czytać tekst, i choć zrozumiał może co trzecie słowo, uśmiechnął się.
- Keriku, zniszcz tą ścianę. Gnom kiwnął głową i przywołał kolejnego żywiołaka. Krótki korytarz za pęknięciem prowadzi do sali z trzema małymi figurami: dwoma mężczyznami i jedną kobietą. Każde z nich ma inny symbol: jedno słońce, jedno księżyc, jedno gwiazdę. Pośrodku na podwyższeniu leży kamienna tablica, wypolerowana niemal na błysk, z antycznym, choć zrozumiałym pismem.
Zahariasz spojrzał na Kerika. - Znaleźliśmy ich. Znaleźliśmy pionierów. - Wątpliwości: Zahariasz czyści pędzelkiem kamienne tablice, wykopane niedawno podczas wyprawy. Właśnie zapisał ostatnią stronę w dzienniku, a jedyne światło rzuca mu Avari. Odłożył dziennik na kupkę innych i przetarł oczy.
- Ile czasu minęło od tamtego znaleziska?
- Sześć miesięcy i 5 dni
- Jestem zmęczony, Avari...
- Nie jestem zdziwiona. Spędziłeś drugi dzień bez snu, przepisując symbole i odszyfrowując znaki
- Nie o to chodzi...
- Zmęczony odkryciem? Czyż nie zależało Ci na porzuceniu stopnia Magistra i ruszeniu w górę? Zawsze chciałeś zostać Primusem.
Zahariasz prychnął.
- Przekazałem swoje odkrycie Primusowi Ludiusowi. Do dziś nie dostałem odpowiedzi. Nadęte błazny rządzą tym narodem, ale cała odpowiedzialność spada na nas...
Minęło kilka chwil ciszy
- Od pół roku nie użyłeś żadnego poważniejszego zaklęcia przy mojej pomocy. O ile jestem niezmiernie wdzięczna, że przedłużasz moje istnienie, ośmielę się zapytać, czy jest ku temu jakiś konkretny powód?
- Szkolili nas tak, abyśmy nie przywiązywali się do nikogo - zwykłych ludzi, innych Mistyków, kamieni... Jak tak można? W ruinach ocaliłaś mi życie, sama z siebie. Dzięki Tobie wróciłem do Mezaar z tym wspaniałym odkryciem. Być może... Być może jesteście drugą szansą. Ci, którym nie wyszło za życia, wracają, by doradzać Mistykom?
- To bardziej skomplikowane niż myślisz. Nie chcieliśmy tego. Nie w takiej formie.
- Wiem. Być może... mam rozwiązanie. Po powrocie odwiedził mnie jeden Mistyk, Tyberiusz. Wspominał coś o nadużywaniu kamieni, ale zahaczało to o herezję, więc go zbyłem. Może miał trochę racji...
Do drzwi rozległo się pukanie. Zaraz potem wszedł przez nie korpulentny, niski mężczyzna z białym kamieniem przy głowie. Zahariasz pochylił głowę.
- Egzarcha Volus.
- Primus Ludius wyraził zainteresowanie Waszymi badaniami.
- Naprawdę? To fantastyczna wiadomość! Kiedy... ale Volus uciszył go gestem.
- Primus przesyła wyrazy podziękowania. Rzadko kiedy zwracają uwagę na skromnych Magistrów, czujcie się zatem zaszczyceni. Niemniej jednak, badania te są niebezpieczne. Zwłaszcza fragmenty o... Harmonii. Lokalizacja tego miejsca nie powinna być ujawniona nikomu, zwłaszcza po historii, jaką ma to miasto. Wszystkie badania zostaną przekazane Szkarłatnemu Oku ze skutkiem natychmiastowym.
Zahariasz zaniemówił, kiedy grupka młodych Mistyków weszła do jego komnat i zaczęła pakować dzienniki, tablice, malowidła i inne odkrycia z pustyni.
- Nie traktujcie tego, jako obelgi. Wręcz przeciwnie. Jesteście teraz pod specjalnym nadzorem. A, zostawcie tą jedną tablicę o Pionierach. Jest dość bezpieczna, może posłużyć do nauki nowicjuszy.
Prosi by mówić do niej Sha.
Oficjalnie młoda Elfka z Belirii - tak naprawdę Chodzący w Zmierzchu, odrodzony mistyk Zahariasz. Powróciła za sprawa Atropos, ushera Psychopomp, by uwolnić Bezwolnych z Kamieni Dusz i zakończyć działalność Mistyków Kamieni. Zna się na magii związanej ze snami, leczeniem i wróżeniem.
Wyglądem nie przypomina klasycznego elfa, z nieco innym kolorem skóry i dziwnymi oczami.
Wspomnienia Zahariasza wracają do niej w wizjach i snach.
Zginęła w Piaskowe Hale w Nowym Pałacu.
