Nauczyciel
Mustafa siedzi przy ognisku w towarzystwie kilku osób. Jest dość wesoła atmosfera i ciepła letnia pogoda. Ktoś podał kubek z napojem, a z ogniska dobiegają zapachy grillowanego jedzenia. Mały łysy niziołek uniósł ręce i zaśmiał się, wskazując na Mustafę. Niziołek o imieniu Fastred był liderem pieszej karawany, która podróżowała od miasteczka Mortan przy Piaskowych Halach do sekretnej doliny w górach, gdzie akurat trwała misja archeologiczna.
- Gdyby nie nasz muskularny przyjaciel, nie przebylibyśmy Popękanych Szczytów. Powiedz Mustafa, nie myślałeś żeby gdzieś osiąść na dłużej, ustatkować się? Pomogłeś cholernie wielu osobom. Każdy kogo znam w biznesie zna Twoje imię. Jesteś cholernie dobrym przewodnikiem. Choć gotować bym Ci nie dał, nie nie.
<odpowiedź>
Dzień później, podczas okropnej ulewy, mała wyprawa przebywa ostrożnie linowy most. Mustafa w ostatniej chwili zaobserwował rozplątującą się linę i jednym zwinnym ruchem owinął ją wokół siebie i zaparł się o błotnistą drogę.
- Szybko!
Grupa przyspieszyła kroku, ale wtedy piorun uderzył w drzewo, które zwaliło się na most. Druga lina pękła. Mustafa chwycił bicz i zamachnął się, łapiąc kawałek liny i przyciągając go do siebie. Fastred obejrzał się w połowie drogi, ale Mustafa pokręcił głową.
- Znajdę inną drogę! Idźcie dalej. Został Wam tylko kawałek!
Fastred kiwnął głową, a Mustafa ostatkiem sił dotrwał do momentu, kiedy niziołek przekroczył rozpadlinę i puścił liny, zrzucając most ze swojej strony.
Popękane szczyty noszą swoją nazwę od licznych dziur i kanionów, rozpadlin i sekretnych jaskiń. Mustafa dotarł do ślepego zaułku i spojrzał w górę. Kojarzył ścieżkę kilkaset stóp powyżej. Zatarł dłonie i zaczął się wspinać. Wiatr smagał go po plecach a kamienie raniły palce. Kiedy miał chwycić się i podciągnąć, skała złamała się i Mustafa zawisł na jednej ręce. Usłyszał wołanie z góry i zobaczył kudłaty łeb starca.
- Patrz no na tego szaleńca. Wspina się jak robak po ścianie. Złap linę i się nie wydurniaj!
Ocalony Mustafa podciągnął się na górską ścieżkę, gdzie na głazach siedzą dwie osoby. Jeden jest dość młody, młodzieniec ubrany jak na pustynię z małą szparką na czujne oczy, z dziwnym okrągłym ostrzem - chakramem. Drugi wygląda bardzo staro, choć rusza się sprawnie. Podał ciepłą herbatę Mustafie, a ten zobaczył, że dziadek ma zielono-fioletowe oczy, dość nieswojo wyglądające.
- Ten tutaj to Darim. Szkoli się w... powiedzmy, że w sztuce przetrwania. A ja, cóż... Powiedziałbym Ci, ale Darim zna mnie jako Nauczyciela, więc niech tak pozostanie. Zmierzamy do Monasterium Popiołów. Jesteś zaznajomiony z tą nazwą?
Mustafa pokręcił głową.
- Cóż, jeśli chcesz możesz nam potowarzyszyć. Albo możemy rozdzielić się przy przełęczy. Twoja wola. Jak cię zwą?