1. Characters

Albert

This character is dead.
Wizard

Albert to młody czarodziej, który zostawił swój rodzinny dom w Tandrze, aby odkryć sekrety Mistyków Kamieni - organizacji ze Starego Nidiru, która skupia się na antycznej magii. Towarzyszy mu mobilny kociołek Archibald.

Podczas swoich podróży po wyspach, Albert przetrwał wyprawę na pustynię, ataki doppelgangerów i smoczych bestii, piratów i gang alchemików, ale tego szczęścia nie mieli jego towarzysze. Albert jest jedynym oryginalnym członkiem pierwszej inkarnacji Drużyny.

Podczas potyczki z Rachaelem Bollivarem, został zabity w krypcie w Synagodze Wiernego Słońca, ale dzięki wysiłkom reszty grupy został przywrócony do życia jako goblin.

Albert dowiedział się o swoim pochodzeniu już na wyspach - według słów jego biologicznej matki, jego prawdziwy ojciec to Mistyk Tyberiusz.

Albert stracił swoje życie drugi raz, kiedy został zdezintegrowany zaraz po wejściu do centrum Spiralnego Miasta, z ręki Gidarhana.

 

Kanka is built by just the two of us. Support our quest and enjoy an ad-free experience for less than the cost of a fancy coffee. Become a member.

Retrospekcje Alberta

  • Nauczyciel: przenieśmy się do malowniczej Tandry, na zachodzie Orthanu, kilka lat temu; choć młody Albert jest inteligentnym dzieckiem, nie jeden raz wprawiał swoich rodziców w konsternację, psocąc zarówno w domu, jak i poza nim. Młody Wittelstein w to piękne południe kręci się w okolicach zamkniętych drzwi do salonu, gdzie jego rodzice przyjmują gościa. Nie wypada podsłuchiwać, dlatego Albert zabrał książkę ze sobą, czytając akurat pod drzwiami. Po szczęku odkładanej filiżanki odzywa się kobiecy głos: czy mógłby pan jeszcze raz przedstawić swoją... prośbę,? ofertę? wydaje mi się, że nie bardzo rozumiem.
    Odzywa się lekko zachrypnięty głos męski: -Albert jest wyjątkowym dzieckiem. Praktycznie każdy może nauczyć się magii w mniejszym lub większym stopniu... ale mało kto ma zadatki na Arcymaga. Chciałbym wziąć Alberta na szkolenie. Pokazać niekonwencjonalną magię. Objechać świat w poszukiwaniu wiedzy. 4-5 lat, nie więcej. Tyle, ile trwałaby nauka w tej waszej "szkole". Pomimo wyglądu starca, nosi się jak silny mężczyzna i ubrany jest w granatową szatę, a kostur oparł o stojak na parasol. Co rzuca się w oczy, to niewielkie rogi wystające z głowy - osoba ta jest tieflingiem.
     - (inny męski głos) Absolutnie nie! Naprawdę myśli pan, że oddamy nasze dziecko w ręce pierwszego lepszego włóczęgi z kosturem? Poza tym, te "szkoły" to renomowane miejsca nauki magicznej. Wszystkie rody z nich korzystają: Favriere, Pasteur, nawet rodzina królewska!
     - Ze wszystkich ludzi to właśnie w Tandrze powinni mieć trochę oleju w głowie! Zapomnieliście już o swoich nekromantach? O magach, którzy oddawali się złu bo nie miał ich kto uczyć? O talentach, zmarnowanych przez nadgorliwych rodziców? Czy będziecie w stanie spojrzeć sobie w oczy, jeśli Albert zbrata się z nekromantami czy jakimiś niegodziwymi przywoływaczami? 
     - Skończyliśmy tą wizytę. Służący odprowadzi pana do drzwi.
     - Wydaje mi się, że pamiętam drogę
    Drzwi do korytarza otwarły się, ale Albert niepozornie czyta książkę siedząc w pobliskim fotelu. Osobnik wyszedł i spojrzał na dzieciaka. Wygląda na mężczyznę w starszym wieku, a wyróżniają go dwa małe rogi - ma w sobie krew tieflingów.
     - Paniczu Albercie, mam nadzieję że jeszcze się spotkamy. Proszę zapamiętać sobie imię: Erendel - i wtedy jego oczy zmieniły kolor z brązowego na dwa różne: zielony i fioletowy.
  • Pierwsza podróż: Albert zatrzymał się w połowie trapu na statek. Przed sobą - "Kormoran", który zabierze go do odległych ziem Imperium Tairos, a potem na Nidir. Za sobą - wielkie miasto przybrzeżne Tanport, klejnot Tandry. Choć w życiu Alberta wiele się wydarzyło w bardzo krótkim czasie, zawsze był w domu. Nawet Aranthir, stolica kraju, gdzie miesiące przekopywania się przez biblioteki dały mizerne rezultaty, były swojego rodzaju ekskluzywną wycieczką. Kilka kroków w przód i Albert będzie tak daleko od domu, jak jeszcze nigdy. Matka, ojciec, szkoła... Laura... to wszystko zostaje w tyle. Być może na zawsze. Albert powoli pokonał ostatni odcinek kładki. Kiwnęła mu blond włosa kobieta, ubrana trochę jak żeglarz.
    - Pierwszy raz, ai? Widać od razu. Ty jesteś tym tajemniczym gościem. Zazwyczaj Kormoran nie bierze pasażerów, chyba że ci lubią spać ze świniami... Widząc przerażoną minę czarodzieja, kobieta zaśmiała się. Jestem Lizzie. Nie daj się przestraszyć załodze - udają twardzieli, a na widok pierwszej lepszej harpii srają pod siebie. Słyszałeś o harpiach, prawda? Będziemy też przepływać przez tereny morskich diabłów, to dopiero ścierwa. Rzadko atakują statki, ale jak już to doszczętnie. Miejmy też nadzieję, że nie napatoczymy się na druidów z Veltic, jeszcze jakieś plagi ześlą za "niszczenie morskich ekosystemów". Co tak pobladłeś? 
    Albert wtoczył się na pokład. "Ostatnia szansa, żeby zawrócić", powiedział sobie w myślach. Lizzie klasnęła w dłonie. 
    - No dobra, szubrawcy! Wychodzimy w morze. Darmozjad, zerknij no na tego dzieciaka, wygląda jakby miał wpaść do wody. Kurs na Rubię!
  • Rodzina: Młody Albert trzasnął grubą księgą i wysmarkał się w chusteczkę. - Skończyłem. Ojcze? Słyszysz? Skończyłem tą książkę, którą mi kupiłeś. 
    Ojciec Alberta westchnął ciężko, nie przerywając studiowania zwoju magicznego. - Już? Minęły dopiero 3 dni. Zbankrutujemy przez Ciebie, chłopcze, jeśli w takim tempie będziesz pochłaniał literaturę - zaśmiał się cicho. Albert zakaszlał.
    - Dlaczego nie możemy wynająć kapłana, żeby mnie uleczył? 
    - Ponieważ może przyjść taki moment, że będziesz sam, daleko, bez pieniędzy i kontaktów. Co wtedy zrobisz? Nie wszędzie służą uzdrowiciele. Przykładowo w świątyniach Zon-Kuthona prędzej stracisz nogę i rękę niż ozdrowiejesz.
    - Sam się będę leczył. Bez magii, o! Poza tym, gdzie miałbym wyjeżdżać? Wszystko jest tutaj. Dom, książki, 100 gatunków herbaty... Czy w naszej rodzinie ktoś podróżował? zapytał młodzieniec. Ojciec ściągnął okulary i pokręcił głową. 
    - Większość z nas stąpa po ziemiach Tandry od pokoleń. Brat twojego dziadka, Perkus, miał nieślubną córkę, która pływała trochę po świecie. Widziałem ją tylko kilka razy. Nigdy nie przyjęła naszego nazwiska. Arkadia, tak się zwała. To bardzo... niefrasobliwa osoba. Niestała, roztrzepana. Nie ma jej nawet na naszym rodowym gobelinie. Ostatnim razem jak ją widziałem, oczekiwała dziecka z jakimś marynarzem. Kompletna nieodpowiedzialność. 
    - Pokażesz mi ten gobelin, ojcze? I opowiesz o tym, jak pradziadek walczył ze Ścieżką Szeptów na Wybrzeżu?
    Ojciec zaśmiał się głośno. - Słyszałeś tą historię tysiąc razy, ale niech Ci będzie.
  • Koszmary: Jedna rzecz to wykucie na pamięć wszystkich ważniejszych dzielnic, jakie znajdują się w Aranthir, stolicę Tandry, ale zobaczenie tego wielkiego miasta to coś zupełnie innego. Albert przeszedł przez białą bramę, oglądając fontanny i place, wesołych ludzi, elfów i niziołków, a nawet psopodobnych shoony. Albert otwiera wielkie wrota do Biblioteki Królowej, drugiej największej skarbnicy wiedzy w kraju. Klątwa czy nie, ktoś musi wiedzieć coś o dziwnej magii, której nie mógł zatrzymać.

    Albert zostaje wyrwany ze snu poprzez lekkie potrząśnięcie. To był już szósty tom i nic ciekawego nie znalazł. Ściągał książki po tytułach korzystając z magicznej dłoni, ale może warto by było kogoś zapytać. Ponuro wyglądający młody bibliotekarz spojrzał na tytuły na stole. "Klątwy trudne i trudniejsze". "Zdejmowanie uroków". "Jak pokonać swoich wrogów i nie dać się przy tym zabić". "Magia nieoczywista - szkoły czarów okiem profesjonalnego nekromanty". 
    - Trudna lektura. Szuka panicz czegoś konkretnego? 
    Tak
    Bibliotekarz kiwa głową i przynosi parę innych tomów i pergaminów. - Nie mamy o tym wiele, ale jest grupa czarodziejów, którzy wykorzystują niecodzienne zaklęcia. Mają zaledwie garstkę przybrzeżnych gorących miast, ale ponoć to istne dzieła sztuki, stworzone przez magię ich tajemniczych kamieni.
    Albert poczekał, aż bibliotekarz odejdzie i schwycił księgę. Ale tom jest pusty. Złapał kolejny, ale tu też nic nie ma na stronach. Nagle zaczęły pojawiać się słowa. "Widzę Cię". Albert odsunął się i złapał księgę, ale na stronach jest normalny tekst i wyłuszczona nazwa - Nidir . Ruszył między półki do bibliotekarza. Mężczyzna odwrócił się od przeglądania ksiąg, pokazując zimną twarz z małymi rogami i bródką, dwukolorowymi oczami.
    - Teraz jesteś mój. Umarłeś, ale powróciłeś. Przeszedłeś przez Woal i teraz zawsze będę wiedział, gdzie jesteś. Wkrótce się spotkamy. Podejmiesz wtedy wybór, od którego będzie zależeć wszystko.

Herb

Herb_le_Fevre_von_Wittelstein.png