
Dla złomiarza Jonas Redford był bardziej skuteczny i ambitny niż większość. Aby ułatwić sobie wyprawy do ruin Centrum Misji, założył obóz w ładowni numer 3 — tuż przy źródle akcji. Taki pomysł nie mógł jednak długo pozostać tajemnicą, i wkrótce inni poszukiwacze zaczęli rozbijać swoje namioty w pobliżu. Wraz ze wzrostem popularności obozowiska zaczęły się tam zjawiać coraz liczniejsze rzesze handlarzy, prostytutek i innych ludzi szukających okazji, a miejsce to zaczęto postrzegać jako surową, ale wolną alternatywę dla Habitatu — przestrzeni, która oferowała bezpieczeństwo, lecz żądała w zamian posłuszeństwa. W pewnym momencie Jonas zrozumiał, że więcej pieniędzy można zarobić właśnie tutaj, w samym Piekle, jak zaczęto je nazywać, niż w „pustkowiach” poza nim. Otworzył więc Ziemię Obiecaną — najlepszy i jedyny dom publiczny w okolicy — i na dobre osiadł w roli nieformalnego burmistrza tego przygranicznego miasteczka.
Samuel Grayson był zawsze cieniem Jonasa Redforda — nie w tym sensie, że skrywał się w mroku, lecz dlatego, że zawsze był tam, gdzie jego towarzysz mógł potrzebować ochrony. Dawniej służył jako strażnik w Habitatcie, zanim wyrzucono go za brutalność wobec jednego z oficerów. W Piekle znalazł drugie życie — takie, w którym nikt nie pyta o przeszłość, jeśli potrafisz utrzymać porządek.
Grayson to człowiek o posturze dawnego żołnierza: szerokie ramiona, stalowe spojrzenie i twarz poorana bliznami, które sam nazywa „mapą złych decyzji”. Porusza się z tą spokojną pewnością, jaka cechuje ludzi, którzy widzieli śmierć z bliska i wiedzą, że to ona wybiera, kiedy podejdzie. Dla większości mieszkańców Piekła jest uosobieniem prawa i przemocy — jeśli Jonas mówi „nie”, to Grayson sprawia, że słowo to nabiera wagi.
Wiedzą, że nie warto się z nim spierać. Ale wiedzą też, że bez niego Piekło dawno by się rozsypało. To on dba o to, by nocą w kontenerowych alejkach paliły się światła, by straże patrolowały bramy, a nieliczni handlarze mogli otworzyć stoiska bez strachu przed rabunkiem. Choć mówi się, że Jonas jest sercem Piekła, to Grayson bez wątpienia jest jego kośćcem — twardym, zimnym i niezłomnym.
Czasem można go zobaczyć w Ziemi Obiecanej, siedzącego w kącie przy barze, z butelką starego syntetyku i tym samym, niezmiennym spojrzeniem. Nie pije dla przyjemności. Pije, żeby pamiętać.

Doktor Marudin - Doktor Marudin to jedna z tych postaci, które wydają się z innego świata — albo przynajmniej z innego pokładu. W miejscu, gdzie większość ludzi nosi w oczach zmęczenie, a na twarzy blizny po walce o przetrwanie, on zawsze ma uśmiech. Czasem sztuczny, czasem szczery — ale zawsze obecny. Jego mały gabinet, zbudowany w dawnym kontenerze chłodniczym, jest oazą światła i dźwięku — stare radio gra nieustannie zapętloną muzykę sprzed wieków, a nad drzwiami wisi zardzewiała tabliczka z napisem: „Lekarz pierwszej potrzeby. Druga w gratisie.”
Marudin żartuje z każdego, kto przekroczy próg jego „kliniki”. – „Nie martw się, widziałem gorsze przypadki! Choć większość już nie chodziła…” – to jego klasyczne powitanie. Ludzie twierdzą, że jego dowcipy są równie skuteczne jak jego lekarstwa — może dlatego, że w obu przypadkach nigdy nie wiadomo, czy zadziałają.
Pomimo luźnego podejścia, doktor naprawdę zna się na swojej robocie. Jego dłonie, choć drżące po godzinach, potrafią zszyć ranę z chirurgiczną precyzją, a jego znajomość starej medycyny i improwizowanych leków sprawia, że wielu zawdzięcza mu życie. Czasem można zobaczyć, jak rozdaje środki przeciwbólowe za darmo dzieciakom albo opatruje rany robotników po cichu, nie prosząc o zapłatę. Nikt nie wie, skąd się wziął — jedni mówią, że był statkowym medykiem, inni, że chirurgiem wojskowym, a jeszcze inni, że po prostu szczęściarzem, który znalazł apteczkę i dobry humor w tym samym miejscu. Jedno jest pewne: w Piekle, gdzie nadzieja jest towarem deficytowym, doktor Marudin sprzedaje ją w małych dawkach — najczęściej z uśmiechem i niewybrednym żartem.

Amari - Amari to kobieta, której głos słychać, zanim się ją zobaczy — niski, dźwięczny, z nutą chrypki i spokojem kogoś, kto przeżył zbyt wiele, by się jeszcze czymkolwiek przejmować. Jej bar, „Klatka”, to jedno z najstarszych miejsc w Piekle. Zbudowany z trzech połączonych kontenerów i obłożony resztkami stalowej siatki, wygląda dokładnie tak, jak brzmi jego nazwa — ciasny, zadymiony, a jednocześnie dziwnie przytulny. To tutaj schodzą się wszyscy: nurkowie po udanych (lub nieudanych) wyprawach, handlarze po zakończonym dniu, a nawet ludzie z wyższych pokładów, którzy chcą na chwilę poczuć „prawdziwe życie”.
Amari jest wysoka, postawna i ma spojrzenie, które potrafi przeciąć stal. Ciemna skóra błyszczy w świetle migoczących lamp, a włosy ma splecione w grube warkocze, związane z tyłu w praktyczny kok. Mówi mało, ale każde jej słowo waży więcej niż cała beczka syntetyku, który leje za ladą. Plotka głosi, że kiedyś była oficerem ochrony na wyższych pokładach — i że to ona uratowała Jonasa, gdy został ciężko ranny podczas jednej z pierwszych wypraw. Od tamtej pory między nimi panuje wzajemny, cichy szacunek, choć oboje udają, że to tylko biznes.
W „Klatce” nie ma reguł — poza jedną: nie prowokuj Amari. Widziano, jak potrafiła wbić szklankę w blat z taką siłą, że pękł metal pod spodem. Ale to tylko wtedy, gdy ktoś przekroczy granicę. Na co dzień jest opanowana, a jej bar to azyl dla tych, którzy nie mają gdzie się podziać. Zawsze znajdzie się tu miejsce, ciepły napój i kilka słów otuchy.
Amari jest wielką fanką brutalnych walk na arenie.

Właścicielka sklepu „Spark” – jednego z najbardziej znanych punktów w całym Piekle. Jej lokal, wciśnięty między dwa kontenery, błyszczy światłem neonów i pachnie ozonem oraz nowym plastikiem. W środku półki uginają się od dronów zwiadowczych, naprawionych chipów, przetworników i dziwnych gadżetów, których przeznaczenia nikt poza nią nie rozumie.
Yoko jest perfekcyjnie zorganizowana i zawsze elegancka — nawet w środku chaosu The Pit. Zawsze nosi różowe okulary przeciwsłoneczne, które podobno filtrują nie tylko światło, ale i głupotę rozmówcy. Potrafi rozmawiać z każdym — od złomiarzy po technomagów — i ma dar wyszukiwania rzeczy, które wydawały się zaginione.
Choć większość mieszkańców piekła widzi w niej tylko handlarza, Yoko ma reputację osoby, która potrafi „załatwić” prawie wszystko… jeśli tylko wiesz, jak zapytać. Plotka mówi, że część jej sprzętu pochodzi z zamkniętych poziomów kontrolnych — a inne z jeszcze niższych, gdzie nikt rozsądny już nie schodzi.

Mathew Miller
Były oficer Bractwa Wolności, człowiek, który wierzył, że potrafi zmienić układ sił — i prawie mu się udało. Jego próba przejęcia dowództwa zakończyła się jednak katastrofą: zdrada wśród własnych ludzi, nieudany przewrót, chaos. Gdy kurz opadł, Miller został bez armii, bez zaplecza i bez honoru. Razem z garstką lojalnych najemników uciekł do Piekła — miejsca, gdzie przetrwać można tylko wtedy, gdy potrafi się walczyć o każdy oddech.
Teraz pracuje jako najemnik, przyjmując zlecenia od każdego, kto płaci w gotówce, technice lub broni. Jest zimny, opanowany i zawsze perfekcyjnie ubrany — w czarny garnitur, jakby ironicznie chciał udowodnić, że wciąż jest kimś więcej niż zwykłym zabójcą do wynajęcia. Świecący implant przy jego skroni to pamiątka po Bractwie — tak samo jak umiejętność dowodzenia ludźmi, nawet jeśli dziś to tylko grupa desperatów z The Pit.
Choć udaje, że nie obchodzi go przeszłość, wielu mówi, że wciąż śni mu się moment zdrady — ten sam, gdy jego „bracia” odwrócili się i zostawili go na pastwę losu.
Teraz jedyne, czemu ufa, to broń w jego dłoniach i własny osąd sytuacji.

Były żołnierz Obrońców Misji – formacji, która kiedyś pilnowała porządku na pokładach Fabryki. Walczył w imię stabilności i bezpieczeństwa, dopóki nie zrozumiał, że cały system, którego bronił, to tylko zardzewiała maszyna mieląca ludzi na tryby. W końcu miał dość rozkazów wydawanych przez polityków zza stalowych drzwi i płacy, która nie starczała nawet na nowe naboje.
Dziś Bernard jest najemnikiem w Piekle, człowiekiem, którego imię wciąż wywołuje respekt wśród dawnych żołnierzy. W ciężkim pancerzu, z mechanicznym okiem świecącym czerwoną poświatą, wygląda jak relikt wojny – i w pewnym sensie nim jest. Mało kto pamięta, że to właśnie on dowodził obroną sektora Delta-17, gdy Bractwo Wolności próbowało przebić się przez tunele. Gdyby nie Cox i jego oddział, The Pit byłoby dziś tylko kolejnym kraterem w historii.
Choć nie mówi o tym głośno, tamta bitwa zostawiła w nim ślad – nie tylko bliznę na twarzy. Od tamtej pory ma problem z zaufaniem i lojalnością wobec kogokolwiek poza sobą. Nie szuka przyjaciół, tylko ludzi, którzy mogą przetrwać razem z nim.
W Piekle uchodzi za człowieka praktycznego, który nie boi się brudnej roboty, o ile zapłata jest uczciwa. Nie pije, nie żartuje, nie traci czasu. Ale jeśli ktoś zagrozi jego ekipie – nawet tymczasowej – w jednej chwili zamienia się w precyzyjną maszynę do zabijania.

Dla jednych – fanatyczka. Dla innych – święta wojowniczka. W Piekle nazywają ją „Sierotą Krzyża”, bo jej ojciec wychowywał ją jak żołnierza Boga, a ona jego nauki zamieniła w czyn. Mercy od dziecka żyła w przekonaniu, że została wybrana, by oczyścić ludzkość z plugastwa, które zrodziło się po katastrofie. Każdy dzień jej życia był modlitwą, ćwiczeniem i próbą siły – aż w końcu, po śmierci ojca, wzięła jego krucjatę za własną.
Teraz dowodzi fortem „Sanctum”, położonym na obrzeżach Piekła. To zrujnowany kompleks przemysłowy przerobiony na twierdzę – z kaplicą zbudowaną z części maszyn i ołtarzem z kawałków zbroi. Tam Mercy gromadzi tych, którzy wciąż wierzą, że świat można oczyścić – ogniem, żelazem i modlitwą.
Nie jest tyranką – raczej przewodniczką. Jej ludzie wierzą, że gdy mówi o Bogu, to On naprawdę mówi przez nią. A kiedy wchodzi na pole walki z krzyżem na piersi i karabinem w dłoniach, wielu przysięga, że widziało, jak kule odbijają się od niej, jakby sama wiara chroniła jej ciało.
Mercy nie znosi kompromisów. Dla niej nie ma „szarości” – jest tylko światło i ciemność. Ci, którzy odrzucają jej wiarę, są wrogami. Ale nawet wśród tych, którzy z nią walczyli, niektórzy mówią o niej z szacunkiem — bo Mercy nigdy nie zabija bez powodu.

W świecie, w którym większość zapomniała o Bogu, on nadal nosi sutannę. Diakon Benedictus to nie tylko duchowny – to filar wiary i porządku w Piekle. Jego kościół, zbudowany z pospawanych kontenerów i odzyskanych szyb pancernych, jest jednym z niewielu miejsc, gdzie człowiek może uklęknąć, oddychać spokojnie i wierzyć, że ktoś nad nim czuwa.
Benedictus mówi mało, ale każde jego słowo waży więcej niż ołów. W kazaniach łączy surowość starego świata z realizmem nowego – nie głosi miłosierdzia, lecz pokutę. Uczy, że przetrwanie to również forma łaski, a każdy grzech można odkupić działaniem, nie słowem. Niektórzy mówią, że jego oczy – zimne, niebieskie, jak wypalone światłem – potrafią przeniknąć duszę i zobaczyć to, co człowiek próbuje ukryć.
W jego cieniu rośnie Zakon Krzyżowców – zbrojna ręka wiary. To nie są święci ludzie. To byli żołnierze, złodzieje, mutanci – ludzie, którzy przysięgli, że odkupią swoje winy, służąc pod sztandarem krzyża. Benedictus nie rozlicza ich z przeszłości; rozlicza z uczynków.
Mimo że Sanctum Mercy Gray jest bardziej widowiskowe, to właśnie do Benedictusa przychodzą ci, którzy chcą oczyścić sumienie.. Wśród handlarzy, zabójców i wygnańców jego kontenerowy kościół jest miejscem gdzie każdy znajdzie chwile na modlitwę.
Niektórzy szeptem nazywają go „Cieniem Boga” – bo gdziekolwiek pojawia się Benedictus, tam zło traci pewność siebie. A jego obecność przypomina, że nawet w Piekle jest nadzieja na odkupienie.