Znacie przysłowie "Strzeż się starego człowieka w zawodzie w którym ludzie umierają młodo"? Conrad jest uosobieniem tego przysłowia. 30 lat temu był spokojnym farmerem w okolicy dawnego Reynold nie wadzącym tak jak jego sąsiedzi nikomu. Oczywiście do czasu. Nie raz zdarzało mu się wraz z ojcem w młodości odpierać ataki małych grupek bandytów z ich farmy, aż do feralnego dnia w lipcu 2233 roku. Conrad miał już wtedy kochającą żonę Heather i dwu letniego syna Daniela. "Sielanka" jednak trwała najwyraźniej za długo, farmę Conrada zaatakowała o wiele większa wędrowna grupa bandytów. Mimo usilnych starań Conrada oraz jego podstarzałego ojca, zostali pokonani. Conrad musiał oglądać jak bandyci zabawiają się z jego ukochaną po czym katują ją wraz z jego synem i ojcem. Conrada niemal też zakatowali. Zdołał on jednak ocaleć z tej masakry i poprzysiągł krwawą zemstę. Po tym jak pochował bliskich rozpoczął krwawą vendettę o której w okolicach Reymond było głośno przez wiele lat. Conrad zdołał dorwać wszystkich członków bandy która brała udział w napaści na jego farmę. Opowieści o tym jak okrutnie obszedł się Conrad z każdym z nich krążą po okolicach Hope Town do dziś. Najstarsi tubylcy przezywają go przez to Rzeźnik.
Po dokonaniu zemsty (a w sumie przed nią) Conrad zaczął szukać innych działających lokalnie grup bandytów likwidując je. Chciał jak najbardziej to możliwe zminimalizować sytuację przez którą sam przeszedł. I tak minęło mu 30 lat działalności. Przez ten czas Conrad zlikwidował wiele bandyckich grup które miały nawiedzić okolicę, większość z nich z przytomnej, bezpiecznej odległości bowiem Conrad jest snajperem samoukiem. Gdy wiek zaczął go spowalniać postanowił przelewać swoją wiedzę na młodych mieszkańców swojej okolicy. I to właśnie z tych pierwotnie przeszkolonych przez Conrada ludzi Nomad tworzył to co dziś jest znane jako Siły Samoobrony Hope Town.
W 2260 roku zupełnym przypadkiem trafił na Nomada i Peppera którzy właśnie kończyli likwidację małego obozowiska bandytów którzy niebezpiecznie blisko Hope Town założyli obóz. Dwójka wojowników zaproponowała osiedlenie się w nowo powstałej osadzie jednak Conrad początkowo odmówił.
Conrad długo się nie zgadzał na dołączenie do wspólnoty Hope Town, bariery stawiał chyba głownie przed samym sobą. W rodzącym się mieście stary wojownik był zawsze mile widziany, a w lokalnym barze nie jeden chciał mu postawić kolejkę.
Po długich namowach przez Nomada Conrad w końcu dołączył do Sił Samoobrony Hope Town jako szef sztabu, kwatermistrz został wtedy również mianowany do stopnia kapitana*.
Conrad szybko zyskał wśród żołnierzy Sił Samoobrony pseudonim Mother ze względu na jego matczyne wręcz podejście względem żołnierzy, bardzo surowe ale zawsze sprawiedliwe. Jest powszechnie szanowany przez wszystkich prawych ludzi w promieniu wielu kilometrów od Hope Town za swoją wieloletnią działalność na rzecz szeroko rozumianego pokoju. Obecnie większość czasu spędza w sztabie Sił Samoobrony (czyt. szkole) doglądając sprzętu czy nadzorując ćwiczeń jakiejś grupy od Hope Town za swoją wieloletnią działalność na rzecz szeroko rozumianego pokoju.