Wierniejszy, niż pies
Malcolm to chyba najbardziej oddany człowiek służący Travisowi McKinleyowi. Najbardziej oddany nie oznacza koniecznie najskuteczniejszy ani najbardziej przydatny, ale jednego urmistrz może być pewny: lojalności swojego poczciwego Malcolma. Facet zrobił karierę w Vault City wyłącznie dzięki pomocy Travisa i dobrze o tym wie. Nie choddzi o to, że Malcolm jest za głupi, aby poradzić sobie sam, ale w polityce bez znaczącego pryncypała jestes nikim. Malcolm został zrekrutowany przez Travisa do pracy w jego Biurze ds. Używek i odtąd podąża za Burmistrzem niemal ślepo słuchając jego poleceń.
Prawdziwy twardziel
Na pierwszy rzut oka spodziewałbyś się, że ktos pokroju Malcolma prędzej da Ci w zęby i skopie, gdy będziesz leżał, niż że okryje Cie ciepłym kocykiem i zrobi herbaty. Niektórzy mówią, że pozory mylą, ale tak chyba nie jest w tym przypadku. Malcolm cechuje się bardzo silnym instynktem "prawości", który nakazuje mu stanowczo i bezwzględnie stać na straży tego, co uważa za dobro - choć złośliwi powiedzieliby, że tak naprawdę chodzi o to, co Burmistrz uzna za dobre. Tak czy inaczej, każdy, kto zajdzie Travisowi za skórę, szybko będzie miał do czynienia z Malcolmem, a uwierz mi: nie chcesz mieć z nim do czynienia, jeśli jest na Ciebie zły. Malcolm nie tylko surowo rozprawia się z wrogami swego prynctypała, ale też jest w ogólności szorstkim typem faceta, który ani nie powie "dzień dobry", ani się nie uśmiechnie - tylko coś burknie od czasu do czasu. Jedyna osoba w towarzystwie której nieco się ożywia, to oczywiście Burmistrz - ci dwaj mają swoje ulubione tematy do rozmów i to chyba jedyna okazja, przy której widziano Malcolma z miną inną, niż "masz jakis problem?".
Rywal
Życie Malcolma byłoby znacznie prostsze, gdyby mógł być jedynym, najbliższym współpracownikiem Burmistrza. Niestety tak nie jest i przypałętał się ten śliski facet - Martin, którego wszędzie pełno. Malcolm oczywiście nie może zrobić Martinowi krzywdy, przynajmniej dopóki ten cieszy się łaską Burmistrza, ale najcheniej pozbyłby się jakoś tego cwaniaka z otoczenia swojego szefa. Nikt tak na prawdę nie wie, czemu Malcolm tak bardzo nie znosi swego "rywala", który zresztą chyba nawet nie stara się jakoś specjalnie mu szkodzić, ale wszyscy już się do tego przyzwyczaili.