Opowieść Gramina Leraga, starszego górnika z Głębokiej Wody
Wraz z odkryciem antylucidu, Głęboka Woda zaczęła się zmieniać. I to gwałtownie. Wprawdzie żaden z nas, zwykłych gnomów, nigdy nawet nie widział tego minerału na oczy, jednak to co inżynierowie z Gildii byli w stanie z nim zrobić dla wielu graniczyło z magią lub zgoła mocami boskimi. Widać było unoszące się nad ziemią pojazdy, pochodnie które nigdy nie gasną, czy silniki, które działały bez węgla. Wiele gnomów zlękło się wtedy tego, co inżynierowie wraz ze Stwórcą Arikiem robili za zamkniętymi wrotami i wyjechało, wybierając niepewną przyszłość zakładając nowe kopalnie. Patrząc wstecz, chwała im za to, bo inaczej żaden z nas by się nie ostał.
Ja, kiedy to się stało, odwiedzałem ciotkę w Wilczym Dole, wtedy jeszcze była to malutka kopalnia. Mój brat za to był wtedy w Głębokiej Wodzie. Nikt nie wie do końca, co się tam stało. Według opowieści, wtedy właśnie wszyscy członkowie Gildii Inżynierów zebrali się w wielkim warsztacie Arika Żelaznorękiego. Niedługo później, dało się odczuć coraz silniejsze drgania ziemi, dobiegające z hal warsztatu. Potem wszystko runęło. W przeciągu zaledwie kilku minut cała Głęboka Woda, jak również obszar na wiele, wiele kilometrów ją otaczający, zostały zrównane z ziemią. Tam, gdzie wcześniej były wysokie, strome szczyty, głębokie na kilometry urwiska, czy doliny wypełnione łąkami, teraz jest tylko drobny, sypki gruz.
Co bardziej bojaźliwi mówili później, że to jakby jakiś wściekły bóg z furią uderzył w skały, i skruszył je na pył. Oczywiście, od razu ruszyliśmy z misjami ratunkowymi. Kiedy jednak weszliśmy na to ogromne, żwirowe pustkowie (później nazwane Srebrnym Uroczyskiem), zobaczyliśmy, że nasze działania są bezcelowe. Na środku pustkowia, tam, gdzie kiedyś górowała nad okolicznymi wzniesieniami Głęboka Woda, widać było tylko rozpalone i dymiące jezioro stopionego w lawę szczytu.