Oto Zielone Księgi - to tu spisano historię państwa Fearannaine.
Kronikę zaczęto w 1002 roku Ery Ognistej - przyp. archiwisty
Wpis Rozpoczynający:
Drugiego dnia pory suchej polecono mi rozpoczęcie pisania relacji tych, którzy przeżyli. Jest nas niewiele, ale jesteśmy zdeterminowani, aby znów żyć tak jak dawniej. Dwa lata opłakiwania zmarłych to wystarczająca ilość.
W momencie zaczęcia kroniki było nas z przeszło stu tysięcy, które było przed Eksplozją, tylko dziesięć tysięcy czterysta trzydzieści dwie osoby. Pięć tysięcy dwustu trzydziestu trzech panów i pięć tysięcy sto dziewięćdziesiąt dziewięć pań. Poczyniliśmy obserwację, że jest to liczba na tyle mała, że grozi nam niebezpieczeństwo wyginięcia. Z tegoż powodu zgromadzenie wszyskich, którzy przeżyli zdecydowało się na następujące kroki:
1. Powołanie Rady Starszych z Lìosą Stiùbhart, która dała początek nam wszystkim, na czele. W Radzie zasiadać będzie czworo druidów wybranych przez Przewodniczącą i jeden nie-druid wybrany przez mieszkańców Międzyrzecza.
2. Rozdzielenie grupy na dwoje; najmniej spokrewnieni ze sobą członkowie plemienia muszą dobrać się w pary i wyruszyć na wschodni kraniec Zielonych Równin, aby tam powić i wychować potomstwo. Będziemy za 20 cykli oczekiwać poselstwa, które zda nam relację z postępu osadnictwa i przywiezie swoich potomków, którzy zapewnią kontynuację gatunkowi bez wad wrodzonych dzięki połączeniu się z naszymi potomkami Międzyrzecza. Po tym czasie małżeństwa przestaną być nadzorowane.
3. Budowa murów obronnych dookoła naszego dotychczasowego obozowiska i założenie miasta, które nazwiemy Rodzinnym Miastem.
Wpis Pierwszy:
Od czasu wybycia ekspedycji na wschód minęły trzy z czterech części cyklu. W Rodzinnym Mieście postawiono mury, ale szybko zorientowano się, że dla szybko rosnącej populacji niedługo staną się za małe. Dlatego zdecydowano o wysłaniu podobnej do poprzedniej ekspedycji, z tym, że na południe. Ta ekspedycja była o wiele mniejsza od poprzedniej, wysłano tylko dwa tysiące osadników. Ich zadaniem będzie przekroczenie Oxusu i założenie osady gdzieś za jego wodami.
W przypadku kolejnego ataku potworów zza Gór będziemy mieli większą szansę przeżyć, jeśli będziemy osiedleni w więcej niż jednym miejscu.
Wpis Drugi:
Od czasu poprzedniego wpisu minęło dziewięć cykli. Nasza liczebność w Rodzinnym Mieście znacząco wzrosła. Cieszymy się, że jest nas z powrotem na tyle wiele, że możemy znów prowadzić nasze gospodarstwa rodzinne.
Średnio na jednych rodziców przypada sześcioro dzieci. Jest to liczba niespotykana wcześniej u Ludzi Kwiatów. Cieszymy się jednak bardzo, że nasz lud odrodzi się w szybkim tempie.
Rada Starszych rozwiązała kilka konfliktów między mieszkańcami Rodzinnego Miasta, z których najbardziej warty przytoczenia był ten, do którego doszło między braćmi Ealarem i Eideardem. Panowie pokłócili się o kilof, którym jeden z nich (nie jest wiadome, który to uczynił, bowiem każdy podaje siebie jako znalazcę) wykopał spory samorodek srebra. Kilof uznali za szczęśliwy, ale wtedy uświadomili sobie, że jest tylko jeden. Skończyło się bójką, która przerwana została przez druida imieniem Teàrlach. Powiódł ich on przed oblicze Rady Starszych, która zdecydowała, że kilof zostanie zniszczony. Po tym zdarzeniu bracia pogodzili się.
Wpis Trzeci:
Przybyło poselstwo z Nowego Miasta. Opóźnione o dziesięć cykli.
Miało niezwykłe wręcz wiadomości do przekazania. Otóż na wschodzie, daleko od domu, gdzieś na krańcach znanego nam świata żyje naród, który potrafi okiełznać światło. Poselstwo przybyło jednak opóźnione z powodu bardziej przyziemnych spraw, albowiem kontakt z narodem Aotrom nastąpił przed dwoma tygodniami, i z tego właśnie powodu przysłano poselstwo. Nie wiemy, jak nazywa siebie sam ten naród, albowiem nie rozumiemy ni słowa z ich mowy, dlatego tymczasowo nazywać ich będziemy Aotrom.
Rada Starszych zdecydowała o wysłaniu dysponującej wielką mocą Przewodniczącej Lìosy Stiùbhart do Nowego Miasta, aby tam, razem z mędrcami Aotromu przystąpiła do pisania słownika naszych dwóch języków.
W trzy dni ekspedycja wyruszyła na wschód.
Zakończyło się nadzorowanie małżeństw ze względu na wzrastającą liczbę przedstawicieli naszego gatunku.
Wpis Czwarty:
Z wielkim żalem, smutkiem i rozpaczą zawiadamiamy wszem i wobec, że nasza Matka i Przewodnicząca Rady Starszych Lìosa Stiùbhart odeszła na łono Natury i Czerwonego Zbawcy. Dzięki jej staraniom przez ostatnie dziesięć cykli stworzono część Słownika Kwiatowy-Solis na tyle wystarczający, by się porozumiewać, ale wymagający udoskonaleń. Dzięki jej staraniom i przywództwu udało się przywrócić naszemu ludowi liczebność. Ona była wykonawczym ramieniem Czerwonego Zbawcy, zbawiła nas od wyginięcia.
Nowym przewodniczącym Rady Starszych został Tasgall, orędownik pojednania z Ognistymi Elfami, druid zajmujący się magią drzew.
Wpis Piąty:
Rada Starszych z Tasgallem na czele zdecydowała o podjęciu próby nawiązania kontaktów dyplomatycznych z Ognistymi Elfami za pośrednictwem tłumacza - samego Czerwonego Zbawcy. Obawiano się wyprawy przez Wielkie Góry. Zdecydowano więc o próbie obejścia Gór od północy.
Na wyprawę wysłano delegację z prezentami z Pięknego Kruszcu złożoną z dziesięciu przedstawicieli naszego narodu, w tym dwoje członków Rady Starszych. Tasgallowi Rada nie pozwoliła wybrać się z nimi, albowiem bezpieczeństwo całego Miasta byłoby zagrożone bez niego.
Wpis Szósty [26 Dzień Zatracenia 1058 roku Ery Ognistej]:
Posłańcy powrócili po jednym cyklu.
Przywieźli, co dziwne, same dobre informacje. Gdy przybyli do północnego krańca Gór okazało się, że wpadają one prosto do morza. Zdecydowali się rozbić tam małe obozowisko. Zbudowali szałasy, a gdy wypływali, zostawili je w całości. Planowane jest zbudowanie w tym miejscu miasta w niedalekiej przyszłości na chwałę przyjaźni Ognia i Kwiatu.
Wypłynęli w wyjątkowo spokojną pogodę na morskie wody, aby ominąć Wielkie Góry. Z brzegu widzieli już przerażająco wyglądającą wieżę, która majaczyła w oddali. Okazała się być jednym z mniejszych miast Świętego Państwa Ognistego Ludu, czyli tego, co stworzyły Elfy z konglomeratu kilku miast.
W wieży, zdawało się, nikogo nie było. Jednak w momencie, w którym nasi delegaci postawili stopy na czarnej ziemi Elfów nagle jak spod ziemi ukazał się na wejściu do wieży komitet powitalny. Na jego czele stał miło machający ręką brodacz. Ten brodacz okazał się być Arcykapłanem Chinuą, odpowiednikiem naszego Przewodniczącego Rady Starszych Tasgalla.
Wielebny Chinua wytłumaczył naszym przedstawicielom kulisy ich destrukcyjnego najazdu sprzed sześciu dekad. Okazało się, że poprzedni Arcykapłan, Muunokhoi był opętanym złoczyńcą, który dla własnych celów wymyślił tę inwazję. Nie było to w interesie wszystkich Elfów, żeby nas zabijać. A i również pozostałe Elfy bardzo stanowczo potępiły to zdarzenie. W ramach zadośćuczynienia Chinua zobowiązał się nauczyć naszych druidów magii ognia i przekazać czterysta ton złota na odbudowę starych miast i budowę nowych. Nie przyjęliśmy ani jednego, ani drugiego podarku. Magia ognia służy wyłącznie destrukcji, natomiast złoto nie jest uznawane za wartościowe w naszych stronach. Nie mieliśmy po co przyjmować tych darów.
Ogniste Elfy pokazały nam też coś, co przyjęliśmy z otwartymi ramionami. Otóż skonstruowały coś, co nazwały "Kalendarzem". To urządzenie pozwala na dokładne określenie czasu w dobach. Od tego momentu posługiwać się będziemy kalendarzem Ognistych Elfów. Jest to wielki przełom w naszych relacjach.
Po nawiązaniu relacji delegacja odpłynęła w stronę domu i opowiedziała powyższe Radzie Starszych i skrybom.
Wpis Siódmy [1 Dzień Stworzenia 1070 roku Ery Ognistej]:
Według założeń założono miasto na wybrzeżu morza, które w nomenklaturze Elfów znane jest jako Gniewne, jednak my dobrze wiemy, ze jest ono spokojne, dlatego nazywamy je Spokojnym. Nazwaliśmy je Beanntan Mara, co idealnie opisuje jego położenie. Stanowić będzie port do wymiany towarów między nami a Elfami. Okazało się, że w ich kopalni w Uurkhai wykopywany jest bazalt, który idealnie nadaje się do wzmacniania fundamentów naszych domów. Ich natomiast interesuje nasze drewno i piękny kruszec. Ograniczamy jednak dostawy drewna do Państwa Ognia. Nie chcemy wyciąć Zielonych Równin, które dają nam życie.
Wpis Ósmy [26 Dzień Stworzenia 1085 roku Ery Ognistej]:
Tego dnia, po niemal dziewięćdziesięciu latach przybyło do nas poselstwo z miejsca, które obecnie nazywa się Protektoratem Złotego Kwiatu. Okazuje się, że ci, którzy przed laty zostali wysłani na południe oddzielili się od nas zupełnie, a ponadto założyli kolejny w okolicy twór nazwany państwem. Ten, który przybył nas powitać przedstawił się jako Baghdasar, Pierwszy Lord Protektor Złotego Kwiatu. Wypowiedział to wszystko w naszym języku, jednakże powiedział, że reprezentuje lud Bambaków. Może rzeczywiście zostawienie ich samym sobie było nierozważne, niestety ta decyzja nie podlegała już odwołaniu.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby Lord Protektor Baghdasar nie zaczął upierać się przy stanowisku, że granice jego państwa kończą się na północ od Oxusu. Przecież nasi ludzie, i to tacy, o których wiedzieliśmy przez ostatnie 90 lat mieszkają jeszcze na południe od Oxusu!
Stało się wiadome, że jeśli chcemy zachować swoje rodowite ziemie też musimy założyć "Państwo".
Wpis Dziewiąty [50 Dzień Stworzenia 1085 roku Ery Ognistej]:
Delegacja z Protektoratu Złotego Kwiatu bawiła u nas w Rodzinnym Mieście dłużej niż sądziliśmy. Rada Starszych przez dwa tygodnie dniem i nocą negocjowała przebieg granicy Protektoratu. Przedstawiciele Protektoratu i sam Lord Protektor nie chcieli zgodzić się na ustanowienie granicy z czymś, czego nie ma.
Dlatego Rada Starszych zadecydowała, że państwo Ludzi Kwiatów nazywać się będzie Fearannaine.
Delegacja Protektoratu ostatecznie przystała na ugodę, wedle której granica między Fearannaine a Protektoratem Złotego Kwiatu przebiegać będzie środkiem rzeki Oxus.
Relacje Fearannaine z Protektoratem Złotego Kwiatu pozostały chłodne, ale pokojowe. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że Protektorat jest od kilku lat w bardzo dobrych stosunkach ze Świętym Państwem, jednak wiemy, że Arcykapłanowi Chinule można ufać, jak dowiedzieliśmy się po zeszłorocznym wybuchu Wielkiej Góry, kiedy wysłał do nas wielki kontyngent z pomocą w usuwaniu skutków wielomiesięcznego zaćmienia słońca.