Matteo d'Visconti (ur. 1543) - spośród wszystkich synów Alberto Viscontiego, żyje dziś tylko jeden - najmłodszy i chyba najbardziej szalony z nich. A pozostali wcale nie należeli do normalnych. Najstarszy postradał zmysły jeszcze jako kilkunastoletni chłopak i szybko skończył w jednym z prowadzonych przez zakonników miejsc odosobnienia dla obłąkanych. Typowany na przyszłego dziedzica fortuny Roberto postanowił któregoś lata spakować bogaty ekwipunek, zebrać swych młodych przyjaciół i wypłynął z jednego z ragadzkich portów na wynajętym galleoni w zamorską podróż. Po kilku latach zaczęły nadpływać z Kordu dziwaczne listy, w których Roberto opisywał, że odnalazł Raj, gdzie tubylcy obrali go swoium królem i że zamierza tam pozostać, a tytułu i ziem zrzeka się na rzecz trzeciego z braci.
Tym trzecim synem jest właśnie Matteo. Trzeci syn, zgodnie ze szlachecką tradycją ukończył seminarium duchowne w Veruggii i sposobiono go do objęcia parafii a w przyszłości zostania dziekanem lub kariery kanonika. Nieoczekiwana decyzja starszego brata zmusiła rodzinę do zmiany planów i niespodziewanie Matteo wrócił do rodzimego majątku. Jedną z pierwszych rzeczy, którą przyszło mu uczynić, było wyprawienie pogrzebu ojcu, który zmarł podobno ze zgryzoty wywołanej utratą dwóch z trzech synów, oraz jednej z dwóch córek - młodsza z sióstr Mattea, Alberta, rzuciła się z wysokiego urwiska na ostre skały mając zaledwie 14 lat. W jej decyzji nie było chyba jednak szaleństwa, lecz rozpacz, gdyż rodzice planowali wydać ją za mąż za starego hrabiego Firenze, o trzydzieści lat od niej starszego.
Pogrzebawszy ojca, Matteo nie załamał się i nie pogrążył w pijaństwie - a liczne winnice należące do jego rodu zapewniają mu bogate zapasy trunków - lecz zabrał się za reorganizację funkcjonowania rodowych lenn, którą to reorganizację nazywa "reformą".
Niby to niczyja sprawa, co szlachcic robi ze swoimi ziemiami, lecz to, co wyczynia od lat Matteo nie pozostawia nikogo obojętnym. Postawienie szeregu latarni na drogach i ścieżkach wiejskich, malowanie chłopskich chałup i wiatraków na dziwne, jaskrawe kolory, oraz wtrącanie się przez dziedzica majątku w zawierane przez jego poddanych małżeństwa wydaje się niegroźnym dziwactwem, tudzież marnotrawstwem czasu i pieniędzy. Ale już inne projekty Mattea budzą u wielu zrozumiały niepokój a nawet skłaniają ich do otwartej krytyki.
Matteo ubzdurał sobie bowiem, że zmusi wiejskie dzieci na swych ziemiach do nauki w budowanych przez siebie szkołach. Nie są to jednak zwykłe, powszechne w całym Dominium szkółki przyparafialne, gdzie naucza się katechizmu, lecz jakiś osobliwy eksperyment społeczny zrodzony w głowie niedoszłego kanonika. Szkółki parafialne Matteo pozamykał, a proboszczom rozkazał, aby wybierali co zdolniejsze z wiejskich dzieci i przysyłali do jego szkół, gdzie zatrudnieni przez niego osobiście nauczyciele - podobni do guwernerów nauczających szlacheckich synów i córki - uczą chłopskie dzieci czytania i pisania, liczenia i religii. Co gorsza, uczą się tam nie tylko chłopcy, ale i dziewczynki. Wielu chłopów posyła tam swe dzieci bardzo niechętnie, gdyż słusznie uważają oni, że ich potomkowie winni pomagać im w gospodarstwie, zamiast trwonić czas w dusznych izbach z jakimiś cudacznymi nauczycielami z dalekich regionów kraju. Tylko nieliczni wieśniacy żywią nadzieję, że edukacja pozwoli ich synom znaleźć dobrze wynagradzaną pracę w mieście jako pisarczyk lub pomocnik kupca.
Najbardziej oburzeni eksperymentami Mattea są oczywiście inni szlachcice, którzy z niepokojem przyglądają się tym dziwactwom i na ogół uważają, że są to niebezpieczne bzdury i że nic dobrego z edukowania wiejskich dzieci nie może dla nikogo wyniknąć. Narzekają też i oczywiście proboszczowie we wsiach należących do rodu Visconti, którzy woleliby sami wychowywać chłopskie dzieci w zgodzie z tradycją i instrukcjami z diecezji. Niemniej obawiają się sprzeciwić panu dziedzicowi, podobnie jak jego sąsiedzi, którzy zdają sobie doskonale sprawę, że choć Matteo jest księdzem, to księdzem niebezpiecznym, biegłym w sztuce strzelania z pistoletów i do tego nieulęknionym.
Jedyną osobą, która otwarcie sprzeciwiła się szaleństwom Mattea jest jego młodsza siostra, Charlotta, lecz tę historię już wkrótce poznacie w osobnej opowieści, jej specjalnie poświęconej.
------
Matteo jest jawnym stronnikiem obozu rojalistów i wierzy podobno, żegdy król Herman wygra wojnę, jego dziwaczny system szkół chłopskich zostanie wprowadzony w całej Ragadzie.
------
Podobno Matteo nie wpadł na ten szalony pomysł zupełnie sam, lecz usłyszał o nim od jakiegoś uczonego z Kordu, który gościł w Veruggi podczas pielgrzymki do Sarantu.
------
Żaden właściciel Folwarku nie może nawiązać z Matto więzi wyższych, niż 2.
------
Duchowni otrzymują z nim darmową więź na 1 - znają go z seminarium duchownego w Veruggi.
------
Matteo pojedynkował się już trzykrotnie na pistolety i szystkie pojedynki wygrał. Jednego przeciwnika ranił w łydkę, drugiego w ramię, a trzeciego zabił postrrzałem w szyję. Odtąd nikt nie chce się już z nim więcej pojedynkować.

Kanka is built by just the two of us. Support our quest and enjoy an ad-free experience for less than the cost of a fancy coffee. Become a member.