Charlotte
d'Visconti (ur. 1550) - jedyną osobą, która dała bezpośredni wyraz
swojej dezaprobaty wobec dziwacznych eksperymentów Mattea Viscontiego
jest starsza z jego rodzonych sióstr - Charlotte.
Córki Alberta
Viscontiego okazały sie niewiele normalniejsze od jego szalonych synów.
Młodsza, jak już wiecie, targnęła sie skutecznie na własne życie,
rzucając cień na całą rodzinę i dokłądając do i tak bogatej gamy plotek
na temat Viscontich, jakie krążą po księstwie. Starsza natomiast wdała
się charakterem najwyraźniej w Roberto, lecz zamiast uciec na zamorską
eskapadę, została lokalną banitką poszukiwaną za rozboje i napady.
Nim
jednak dołączyła do band niepokojących karawany na szlaku do Vermeru i
rabujących prowincjonalne wsie i folwarki, spróbowała zamordować swego
włąsnego brata.
Ofocjalna wersja głosi, że uczyniła to, aby przerwać
dziwaczne, niezgodne jej zdaniem z naukami wiary i tradycją eksperymenty
społeczne prowadzone przez brata i sama przejąć rządy nad rodowymi
ziemiami. Krążą też inne, dziwaczniejsze pogłoski na temat jej
motywacji, jednak nigdy nie stanęła przed żadnym sądem ani nie
wyspowiadała się żadnemu księdzu, więc możecie tylko snuć domysłu -
przynajmniej dopóki nie zostanie ujęta i zaprowadzona na kaźnie.
Jedyne,
co wiadomo na pewno - gdyż byli przy tym świadkowie - to że pewnego
lipcowego poranka 1571 roku grupa zamaskowanych zbirów urządziła
zasadzkę na Matteo d'Viscontiego, gdy wychodził z kościoła po porannym
nabożeństwie przez siebie odprawianym. Nie wszystko jednak poszło po
myśli napastników i po krótkiej, ale chaotycznej wymianie ognia z
pistoletów, paru ciosach sztyletów i zaciętej szarpaninie, większość
uczestników walki leżała w kałużach krwii umierając przed
prowincjonalnym kościółkiem, a Matteo jak i sama Charlotte - której ktoś
ze świty brata zerwał wwalce chuste z twarzy - zostali ciężko ranni.
Nie mając siły na dalszą walkę, obie strony zbiegły z miejsca wydarzeń -
Matteo do swego dworu, a Charlotte w nieznanym nikomu kierunku.
Przez
jakiś czas przeszukiwano z psami okoliczne lasy i wzgórza w
poszukiwaniu jej ciała, sądząc, że musiała wykrwawić się wkrótce po
odbytej walce. Jednak Jedyny z sobie tylko znanych powodów nie chciał
jej śmierci i wkrótce usłyszano o bandzie grasującej na trakcie do
Vermeru, której przewodziła czarnowłosa szlachcianka-banitka. Charlotte
jakimś cudem zdołała wylizać się z ran, co oznaczałoby, że albo Matteo
kłamie opowiadając, że postrzelił ją w biodro z jednego ze swych
pistoletów, albo że jego siostrę naprawdę ocalił Jedyny, co przecież
byłoby nie do pomyślenia, skoro jest niedoszłą bratobójczynią.
Od
tamtego czasu Charlotte stała się utrapieniem dla karawam Familii kupca
Corraprary oraz innych podróżnych, a także synonimem niespokojnych nocy
dla nadzorców odległych, samotnych folwarków, które padają co kilka
miesięcy łupem jej bandy.
Charlotte raz jeszcze miała spróbować
zamordować swego brata, przed rokiem, gdy zamaskowana grupa oprychów
opadła szlachcica w jednej z wąskich uliczek Veruggi. Zginęło wówczas
dwóch jego towarzyszy oraz służący, lecz sam Matteo ponownie uszedł z
życiem i zarzeka się, że w tumulcie walki mignęły mu czarne włosy i
brązowe oczy siostry. Niemniej jeden z zabitych przez niego napastników
został zidentyfikowany jako znany w mieście radykał frakcji narodowców,
więc niewykluczone, że napad mógł być po prostu dziełem malkawian
nienawidzących Matteo, którego rojalistyczne sympatie sa powszechnie
znane.
------
Jako że od lat Charlotte ukrywa się i jest wyjęta spod prawa, maksymalny poziom więzi, jaki możecie z nią wykupić wynosi 2.
------
Wyjątkiem jest czarnoksiężnik, który może utrzymywać kontakty z Charlotte za pomocą magicznych posłańców.
------
Zbójecka
banda Charlotte składa się podobno z wyzutych z honoru i bezpańskich
szlachciców, byłych owczarzy, którym inni bandyci spalili chałupy i
kilku wygnanych z Veruggi markalian. Szacuje się, że liczynie mniej niż
20 zbirów.
------
Kryjówka Charlotte mieście się gdzieś na obrzeżu Gór Dervah, na samych zachodnim skraju księstwa.
------
Banda Charlotte nigdy nie morduje ludzi chroniących się w kościołach ani nie plądruje i nie niszczy tychże obiektów.