Gdy kupiec Corraprara szukał partnerów do robienia interesów w stolicy hrabstwa Firenze, jego zainteresowanie wzbudził energiczny i pracowity urzędnik ratusza w Cortoledzie, Lucio Solimoria. Lucio to bardzo ambitny i rzetelny człowiek, który wysługiwał się wówczas samemu hrabiemu Giovanniemu, oraz prowadził aktywna kampanię na rzecz instalacji stałego oświetlenia ulicznego w mieście. Sam zdołał zorganizować zbiórkę pieniędzy wśród cortoledzkich mieszczan na ten cel i zatrudnić cieślów oraz robotników, którzy wznieśli 30, przypominających nieco szubienice, latarni ulokowanych w najważniejszych punktach miasta, na kluczowych skrzyżowaniach ulic, skwerach i kościołach. Ten wyczyn stanowił najlepszy dowód dla Averarda Corraprary, że to właśnie Solimoria najlepiej nadaje się na jego współpracownika w Cortoldzie. Corraprara podkupił więc bystrego urzędnika i zaproponował mu stanowisko lokalnego przedstawiciela Familli Corraprara. Wkrótce Lucio prowadził już lokalny kantor kupiecki i doglądał tutejszego składu towarów Familii. Dziś przedstawicielstwo w Cortoledzie jest drugą, największą placówką Corraprary poza Verugią i najbardziej dochodową agencją spośród miejskich kantorów Familii w Księstwie. Mówi się, że biuro pana Solimori nigdy nie jest puste i że interesanci muszą byc umawiani z wyprzedzeniem, aby mieć pewność, że przedstawiciel Familii znajdzie dla nich czas. Nikt tak naprawdę nie wie, jakie kwoty przepływają przez ręce tego człowieka, ale widuje się regularnie kursujące między jego kantorem a Verugią konne furgony pozbawione okien eskortowane przez liczny oddział najemników Ludwiga Ristermanna. Furgony z pewnością nie wożą powietrza... Prywatnie Lucio Solimoria ma znacznie mniej szczęśćia, niż w życiu biznesowym, gdyż mimo jego niewątpliwej zamożności, pozostaje wciąż samotny. Ci, którzy mu współczują ,mówią, że byłoby inaczej, gdyby zdarzało mu się czasem opuszczać kantor kupiecki i spotykać z sąsiadami. Złośliwi natomiast żartują, że Solimoria będzie miał żonę dopiero, gdy któryś z jego klientów nie będzie miał już czym zapłacić oprocentowania od pożyczki i odda mu w zamian swą córkę, lub siostrę. Jakby tego było mało, Luccio Solimoria nie jest lubiany przez lokalny kler, który głośno krytykuje go i oskarża o "lichwiarstwo". Wiadomo jednak, że wynika to z zawiści, gdyż zanim w Cortoledzie powstało przedstawicielstwo Familii, pożyczek udzielał głównie lokalny kościół.