Bartolo, poza wielką miłością do swej żony, rozkochał się także w pojedynkach. Dawniej nie był ich fanem, lecz po tym, jak odwiedził jego dwór pewien Cynazyjczyk pielgrzymujący do odległej Dorii, stosunek baroneta do tego sportu zmienił się radykalnie. Odtąd chętnie wyzywa do walki każdego, kto będzie miał ochotę zmierzyć się z energicznym szlachcicem. Walczy zawsze do pierwszej krwi i proponuje , aby ograniczano się do ciosów mierzonych w kończyny oraz napierśnik, gdyż, jak mawia, "najprzyjemniejsze w pojedynku nie jest umieranie, tylko krzyżowanie ze sobą ostrzy". Mimo to odniósł już wiele ran, z których jedna sprawiła, że ma lekki niedowład dwóch palców u lewej dłoni, a druga doprowadziła do tego, iż kuleje na prawą nogę. Mimo tego i obaw swej żony, Bartolo nie odpuszcza swej pasji.
Baronet Bartolo może pochwalić się czymś nieczęsto spotykanym wśród ludzi o jego pozycji społecznej: szczęśliwą miłością, która doprowadziła do małżeństwa, które nie zmieniło się po kilku latach w koszmar zdrad i awantur!
Ale Bartolo wiele robi, aby jego żona, pochodząca zresztą z rodu baronów, nie traciła zainteresowania swym małżonkiem. Dba o kondycję fizyczną i umysłową, zaprasza ciekawych gości, z którymi spędzają czas w rodzinnym majątku, zabiera swą ukochaną na bankiety, polowania i prezentuje jej ciekawe zabytki architektury rodiańskiej podczas wspólnych wycieczek po terytorium Księstwa. Cyniczni powiadają, że znaczący wpływ na lojalność kobiety ma rachunek otwarty dla niej przez męża u kupca Corraprary, przez co młoda Eleonora da Pizarro za każdym razem wraca z Veruggi z kufrem pełnym nowych tkanin, sukien i innych dóbr luksusowych.
Mimo że oboje wiodą szczęśliwe pożycie i spędzają wiele czasu w sypialni, baronet wciąż nie doczekał się jeszcze męskiego potomka. Ma za to dwie córki.