1. Notes

Henrietta do Livii #2

10 czerwca 1575, Alldare


Droga Livio!

Cieszę się, że mój poprzedni list dotarł do Twych rąk, dostarczając Ci wieści o wydarzeniach mających miejsce tu, w Alldare. Spieszę powiadomić Cię, że twoja przesyłka także już dotarła i wraz z nią powróciły wszystkie moje wspomnienia z młodości spędzonej w Veruggi! Jestem przeszczęsliwa i bardzo, bardzo Ci dziękuję! Tymczasem tu w stolicy miało miejsce wiele wydarzeń, o których warto napisać, a o których być może nie dowiedziałabyś się jeszcze przez wiele, wiele miesięcy, gdyby nie mój list. Prawdę mówiąc obawiam się, że może on do Ciebie nie dotrzeć, gdyż teraz nawet prywatna korespondencja zwykłych mieszkańców Alldare bywa rekwirowana, zresztą niemal nikt nie może wyjechać z Alldare, jeśli nie otrzyma specjalnego zezwolenia wydawanego jedynie na dworze Króla, oraz przez Komendanta Miasta odpowiedzialnego za bezpieczeństwo w stolicy. Ja szczęśliwie wciąż mogę korzystać z przysług mych przyjaciół z dworu i za ich pośrednictwem moje listy jakoś "prześlizgują" się przez bramy miejskie, ale nie mam pojęcia, jak długo to jeszcze potrwa - z każdym dniem wydaje mi się, że paranoja osiąga właśnie szczytowy poziom, aby nazajutrz sytuacja zaskoczyła mnie po raz kolejny!

Ludzie w Alldare chodzą na paluszkach, a najchętniej to wcale nie wychylają nosów z domów, bo spacerowanie ulicami miasta jest dziś naprawdę niebezpieczne - nie żeby kiedykolwiek było "bezpieczne", ale teraz jest znacznie gorzej, niż dwa miesiące temu, gdy to wszystko się zaczynało - i znacznie gorzej, niż kiedykolwiek, odkąd tu mieszkam. Jak wiesz, liczne zamachy na królewskie urzędy i oficjeli dworskich wywołały odwet ze strony dworu i Król poprzysiągł zemstę. Jednak jakby tego nieszczęścia nam było mało, ledwie parę tygodni później nadeszło kolejne! Giordano de la Faranza, Naczelny Kwatermistrz Wojsk Królewskich, został oskarżony o uprawianie praktyk czarnoksięskich. Przez kilka dni krążyły po mieście tylko niestworzone plotki, spekulowano, że hipnotyzował samego Króla, albo jego dowódców, aby szkodzić sprawie Korony, lecz w końcu w stolicy zjawił się sam Legat Papieski, John Wright i on rozpoczął prawdziwy proces. Skandal jest niewyobrażalny i obezwładniający, nawet sobie nie wyobrażasz, co się tutaj dzieje! Legat odkrył, że Kwatermistrz powiązany jest z serią zaginięć młodych, szlachetnie urodzonych mieszkańców miasta, co doprowadziło do odkrycia, że poświęcał ich w ofierze jakiemuś demonicznemu bóstwu ciemności w zamian za pełne składy żywności, prochu i rynsztunku dla armii. Jednocześnie miał przedstawiać Dworowi fałszywe kwity na zakup stosownego wyposażenia i przywłaszczać sobie wielkie sumy pożyczane w tym celu przez Króla od zamorskich bankierów.

Oczywiście szybko zorientowano się, że cały ten proceder wymagał zaangażowania większej liczby osób i że pan Faranza nie mógł sam fałszować wszystkich dokumentów i podpisów, oraz że wielu ludzi musiało przymykać oko na fakt, że magazyny zdawały się wypełniać zapasami z dnia na dzień, bez niczyjej ingerencji, jakby broń czy worki z mąką wyrastały w ich wnętrzach. Fałszowano ponoć i portowe manifesty przewozowe i weksle i kwity magazynowe czy potwierdzenia odbioru wypłat przez nieistniejących tragarzy i woźniców. Jednym słowem: była to operacja zakrojona na ogromną skalę, a co gorsza, kierowana przez czarnoksiężnika.

Skandal to oczywiście za mało powiedziane. Po prawdzie, to wybuchła tu niemalże druga, wewnętrzna wojna domowa! Kartińczycy oskarżyli Króla i jego dwór, rojaliści gotowi byli wyrzucić Kartińczyków ze stolicy, a Król groził wszystkim, że powywiesza ich na murach miejskich. W kilka dni wszyscy zapomnieli o narodowcach i ich zamachach i rzucili się sobie do gardeł. Przez pewien czas byłam przekonana, że to spisek samych markalian, którzy skłóciwszy obóz królewski przypuszczą atak, który okazałby się śmiertelny. Szukałam nawet dyskretnie jakiegoś sposobu na ucieczkę z Alldare, ale w chwili, gdy taki znalazłam, zabrakło mi odwagi, aby z niego skorzystać. Pewien przemytnik oferował rejs do Ballingen pod pokładem swego statku, lecz przestraszyłam się, że w razie, gdybym została złapana, uznają mnie za zdrajczynię i stracą, tak jak wielu innych, próbujących "uciekać z tonącego okrętu". Okręt jednak nie zatonął i chyba już nie zatonie - narodowcy przespali swoją szansę, bo sytuacja tutaj, choć z dnia na dzień coraz paskudniejsza dla mieszkańców, w pewnym sensie została opanowana. Papiści pod przywództwem Legata pogodzili się w końcu z Królem, choć podobno jest to rozejm szorstki i pełen zgrzytów, a potem dwór i Kartińczycy wspólnie przystąpili do "oczyszczania" miasta z czarnoksięskich wspólników pana Faranzy. Byłabyś doprawdy zaskoczona, jak wielu ludzi i jak niepozornych okazało się dotąd wspomagać czarownika w jego zbrodniczych rytuałach. A to przecież wcale nie koniec śledztw, przesłuchań, tortur i egzekucji...

Prawdę mówiąc piszę ten list, gdyż sama obawiam się, że mimo swych powiązań z Dworem, a może właśnie z ich powodu, prędzej czy później znajdę się na liście podejrzanych i trafię przed oblicze któregoś z papieskich, lub królewskich siepaczy chodzących od domu do domu. A skoro sama jestem być może stracona, to nic mi nie szkodzi posłanie tego listu, zaś zależy mi ogromnie, abyś uczyniła dla mnie jeszcze jedną rzecz, moja droga przyjaciółko! Otóż jest możliwe, że gdy czytasz tę wiadomość, brat mój, Prospero, pozostaje wciąż w Veruggi, u naszej matki. A jeśli tak jest, to może on jeszcze ocaleć, o ile tylko wstrzyma się ze swym powrotem do stolicy tak długo, aż tu nie skończy się to inkwizycyjne szaleństwo, o czym niezwłocznie go poinformuję, gdy tylko głowy przestaną spadać z pieńków - o ile moją, rzecz jasna, uchowam na własnej szyi. Posłałam oczywiście też list do mego brata innym kanałem, lecz nie mając pewności, czy do niego dotrze, proszę Cię więc, abyś upewniła się, że Prospero zostanie ostrzeżony i przekazała mu treść tego listu!

Tyle ode mnie, moja droga! Napisz co słychać w dalekiej Selvistrii, bo choć brat mój być może jest już w drodze do domu, to nie wiem, czy dostanie się do Stolicy a i Ty możesz mieć do opowiedzenia o sprawach, o których on nic się nie dowie, opiekując się przez ostatnie tygodnie naszą matką. Chodzą pogłoski, że pojechał do Was wysłannik Legata Papieskiego i że zmarł twój starszy kuzyn, hrabia Cassian! Jeżeli ta druga wieść jest prawdą, a nie tylko złośliwą plotką ludzi nieprzychylnych Waszemu rodowi, przyjmij proszę moje kondolencje - ja sama nie znałam osobiście Cassiana, bodaj tylko raz w życiu widziałam go na ulicach Veruggi, jeszcze jako podlotek, ale słyszałam, że był ceniony jako hrabia i że twoja rodzina go lubiła. A jeśli to tylko plotki o jego śmierci, to wybacz mi zamieszanie i sprostuj proszę, abym i ja nie przyczyniała się nieświadomie do ich rozpowszechniania!

Na tym kończę, życząc Tobie i twojemu mężowi zdrowia i powodzenia w odbudowie jego rodowych ziem!

Twoja przyjaciółka,

Henrietta d'Fenestra

Kanka is built by just the two of us. Support our quest and enjoy an ad-free experience for less than the cost of a fancy coffee. Become a member.