1. Notes

Livia do Henriety #1

Dr o g a p r z y j a c a c i o l k o !


Wybacz, że tak długo musiałaś czekać na moją odpowiedź. Sprawy na ziemiach
rodu di Castiglione pochłaniają mnie tak doszczętnie, że nie miałam czasu by usiąść i
odpisać Ci na Twój pierwszy list. Zaczynałam go już pół tuzina razy, a potem gnana
obowiązkami znikałam z domu i gdy wracałam, okazywało się, że znów jestem gdzieś
niezbędnie potrzebna. Doprawdy, wydaje mi się, że na froncie potrafiło być spokojniej!
Tak, informacje o śmierci hrabiego Cassiana są prawdziwe, niestety przyszło nam
pochować go przedwcześnie. Jak zawsze w takich sytuacjach pojawiło się mnóstwo
niedokończonych, a pilnych spraw, którymi teraz zajmujemy się wspólnie z moim
rodzeństwem i kuzynami. Zawsze uważałam, że mogę nie nadawać się do politykowania i
teraz tylko utwierdzam się w tym przekonaniu. O ile łatwiej jest być jedynie prostym
żołnierzem! Tak, może trochę przesadzam, bo z kolejnymi tytułami przychodziło więcej
obowiązków, a może to nostalgia przeze mnie przemawia i brak mi zimnych namiotów,
błota, smrodu pola bitew i zapachu ogniska. Oczywiście żartuję! Jednak jedno pozostaje
prawdą – mogę się całkowicie nie nadawać do szlacheckiej polityki. Czuję się w tej
dziedzinie obco, a nagle przychodzi mi decydować o sprawach, które nie zajmowały mnie
ostatnie dziesięciolecie w najmniejszym nawet stopniu. Szczęśliwie mam wsparcie
swojego brata, barona Orlando, który odnajduje się w tych niuansach o wiele lepiej niż ja.
Z czasem i mi powinno być łatwiej.
Cieszy mnie, że przekazana książka sprawiła Ci tak wielką radość, tym bardziej w
tym trudnym czasie. Signiore Corsa dobrze wspominał Twoje wizyty w bibliotece i chętnie
przekazał wolumin w ramach prezentu. Twoje kordiny leżą więc nietknięte pod opieką
Averado Corraprary. Przekazałam za to niewielką donację, by wesprzeć sprawę Signiore
Corsy – nie musisz się więc martwić, że Signiore jedynie stracił cenną księgę ze swojego
zbioru. Przyznam też, ze nie powstrzymałam się przed zajrzeniem do tomu i masz rację –
ilustracje są niesamowite. Mam nadzieję, że będą dla Ciebie doskonałym natchnieniem.
Po tym co piszesz, może się okazać, że wojna wcale nie jest tak odległa jak
mogłoby się niektórym wydawać. Błagam Cię – dbaj o swoje bezpieczeństwo. Gdy teraz
myślę o Twoim poprzednim liście, być może to Ty powinnaś jechać do swojej matki, do
Veruggi, bo o ile trakty są niebezpieczne, to najwyraźniej nadal bardziej bezpieczne niż
sama Stolica. Tym bardziej po tych rewelacjach z kwatermistrzem! Myślisz, ze to
naprawdę jego dzieło czy był jedynie pionkiem w czyjejś większej grze? Co zamierzał
zrobić z tymi wszystkimi ukradzionymi kordinami?! To będzie miało naprawdę ogromne
konsekwencje, gdy posypią się głowy wszystkich zaangażowanych w ten zbrodniczy
proceder.


Jeśli chcesz wyjechać z Alldare najbezpieczniej będzie to zrobić oficjalnie i z
papierami od Króla i Komendanta. Myślę, że z Twoją pozycją i umiejętnościami jesteś w
stanie wyjaśnić jak bardzo niebezpiecznie zrobiło się w Aldare i Ty – jako kobieta,
szlachcianka – nie powinnaś narażać swojego życia. Wiem, że wygląda to dziwnie
wychodząc spod mojego pióra, kobiety i szlachcianki, która spędziła tyle czasu z piką i
rapierem w ręku, lecz zwyczajnie martwię się o Ciebie! Po prawdzie nie wiem jednak gdzie
miałabyś się udać, bo w Selvistrii wcale nie jest ostatnimi czasy spokojniej, a to między
innymi dzięki działaniom mojego kuzyna, Krwawego Barona Dantego, który wyraźnie nie
nawojował się dostatecznie w Vermerze i na Froncie Agaryjskim i brak mu smrodu
umierających kamratów. Długo by opowiadać, ale wystarczy zawrzeć to w kilku słowach:
Krwawy Baron jest uparty jak osioł, ale jeszcze nie znalazłam osła tak głupiego jak on.
Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że te sprawy ułożą się jakkolwiek na korzyść mojego
rodu i młodego hrabiego Giovanniego.


Oczywiście zgodnie z Twoją prośbą poslałam gońca do Prospero, który ma go
szukać w Veruggi i poza nią, jeśli Twój brat już wyruszył. Poinformowałam go, by w razie
potrzeby większych wyjaśnień zawitał w de Carette i jestem pewna, że Baron Orlando
ugości go na swoich ziemiach. Mam również nadzieję, że zrozumie powagę wysłanej mu
krótkiej wiadomości, gdyż nie chciałam się wdawać w niej w detale.


Salvestria po powrocie nas, to jest żołnierzy, wydaje się nieznacznie chwiać. Wielu
ludzi wróciło, nie mając co teraz ze sobą począć. To często początek bardzo, bardzo
niefortunnych pomysłów. Mam nadzieję, że nadchodzące żniwa dadzą jednak ludziom
dość pracy, by odwieść ich od wszelkich nieostrożnych działań.


Jeśli chodzi o odbudowę rodowych ziem mojego drogiego męża – postanowiliśmy
wstrzymać się z tym do czasu, aż sytuacja w Księstwie nie będzie się wydawać bardziej
stabilna. Wiem, że Lucio ogromnie zależy na tym, by w końcu żyć i mieszkać „na swoim”
niż pod hojną opieką mojego brata, ale równocześnie rozumie jak nieszczęśliwy mógłby to
być obecnie ruch. Niestety Lucio czuje się też tu kompletnie nie na miejscu, co smuci mnie
okropnie, ale nie przywykł kompletnie do życia między baronami, hrabiami i inkwizytorami,
nad czym ja zazwyczaj nie zastanawiałam się zupełnie, uznając to za całkowicie normalny
i odpowiedni stan rzeczy. Orlando, będący Orlando, dogryza mu (mnie też zresztą)
zupełnie radośnie i swobodnie, zgodnie z Cynazyjską sztuką. Ja już do tego przywykłam,
mogę też bez skrepowania odgryźć mu się, ale Lucio, jako kawaler ma wrażenie, że nie
może sobie na takie ekscesy względem swojego dobrodzieja pozwolić. Błagam tylko,
nigdy mu o tym nie wspominaj, gdybyśmy kiedyś się spotkali! Jego duma ucierpi jeszcze
bardziej. Ostatnimi czasy jednak zaczyna powoli odnajdywać się w sytuacji, nadrabia
zaległości powstałe przez to ile czasu przebywał na Froncie i wydaje się, że przestaje czuć
się tak nieadekwatnie. Przynajmniej taką mam nadzieję! Naprawdę nie chcę, by czuł się w
jakikolwiek sposób gorszy będąc między moją rodziną – w końcu jest jej częścią czy mu
się to obecnie podoba czy nie!


Twoja zatroskana przyjaciółka,
Livia del Volpi

Kanka is built by just the two of us. Support our quest and enjoy an ad-free experience for less than the cost of a fancy coffee. Become a member.