Wychodzimy na zewnątrz, przygotować statek. Śnieżyca. Załadunek. Fioletowi zajmują się szkatułą. Dar Arsai stoi zaśnieżony.
Wilhelm pokazuje typom jak obsłużyć, najpierw w pełni magicznie, potem kiedy nikt nie rozumie - już tylko mechanicznie. CIĄGNIJ TĄ DŹWIGNIĘ, CIĄGNIJ GO! Odpala. Statek się pionizuje (bo zostawiliśmy go przechylonego).
Trey do obserwatorów: Robi wrażenie, co?
Obserwatorzy: Ano. Pewnie jedyny taki na świecie.
// Dar Arsai - dwa podpokłady. Wywyższony kasztel. Nie ma ogrzewania. ///
Wylatujemy, 5:30, 10.11. Dostaliśmy sprzęt nawigacyjny - sekstant, busola.
Kiedy odlatujemy od gór, niebo się przeciera. Widać rzekę Juone, są na niej szumy (stopnie, gdzie rzeka przyspiesza). Dodatkowe strumyki, które łączą się do głównego. Pojawiają się zwierzęta (ważne, to znaczy nie ma demonów). Pas górski ma tutaj łagodne zbocze, jest znacznie ostrzejszy na zachód. Powoli zmienia się we wzgórza. Zieleni się, większość iglaki, trochę liściastych.
Zaczynamy akcję podmianki zawartości szkatuły.
- Wilhelm uczy obłsugi statku z Arcana
- Helga organizuje siłowanie się na rękę
- Wilhelm organizuje zakłady i jeszcze robi to tak, że zakłady są ustawione, żeby fioletowi wygrywali
- Bronn organizuje zapasy
- Trey organizuje naukę walki z latającym przeciwnikiem
Udało się! Szczurek zniknął na chwilę i ogarnął podmiankę.
Trey do Szczurka: To ile tego jest?
Szczurek: Nie powiem, gadajcie z Zalim.
Helga: A co Zali stosuje na brodę, że ma taką bujną.
Scz: Czego on nie stosuje! Pewnie sam już nie wie, co działa.
Powoli dolatujemy, w oddali widać światło, zaraz przed świtem. Miasto nie płonie, nie jest oblężone.
Miasto - w kontraście do Eastgate Portu jest małe. Town, nie city. Więcej miejsca między budynkami. Kolorowe budynki z drewna, mało kamienia. Ryneczek, gęsto zarościęnty budynkami. Stragany, mimo że zimno i śnieg, przebijają kolorowe baldachimy i parawany. Styl podobny do wyp Galug. Rzeka tutaj się rozszerza (jutu zajmuje deltę rzeki), na jej brzegach jest dużo pomostów, ruch częściowo odbywa się na łodziach. Największy port znajduje się na północy, dawne centrum miasta, nowe centrum przesunęło się raczej ku delcie. Są karczmy nawet z własnymi pomostami. Rozpiętością Jutu może być nawet wielkości Eastgate, ale nie jest tak gęste. Na morzu jest kilka wysepek, które osłaniają miasto od morza. W porcie sa różne statki - od obskurnych łódek, po większe statki handlowe. Jeden konkretny jest osadzony na brzegu i jest zamieniony w tawernę. Dwa ogromne, które mają multum załogi i uzbrojenie.
Miasto jest wolnym portem, który przyjmuje wszystkich. Obecny władca stosuje raczej prawo siły, chociaż generalnie panuje spokój i zasada, zeby nie zarzynać się na ulicach. Jeżeli się obnosisz z kosztownościami i cię okradną, to twoja wina. Jutu działa trochę jak gildia kupiecka, zrzesza statki (zbudowane, ale też zdobyte)
Wilhelm rozgląda się z góry za towarem, przygotowanym dla nas. Nie ma. Wilhelm bierze stery osobiście, przelatuje wzdłuż rzeki (nad nią), zawraca nad morzem. Zanurza trochę w wodzie, przybija do pomostu. Wstrząsnęło statkiem, trzeba przyspieszyć, żeby pokonać opór wody. Niezły flex. Przybijamy o 9:00. Miasto ożyło. Zbiera się tłum widocznie zaaferowany naszym przybyciem, rzucają robotę i patrzą się nas.
Zsiadamy. Czuć morze, stęchłą wodą, rybą. Podchodzi typo, mało zębów, wyświechtany ala admiralski strój. Włosy długie czarne zaczesane do tyłu, spięte klamrą.
On: Krasnoludy! Jak sie spodziewaliśmy, tak i tu jesteśmy.
W: Kasilabh nas przysyła.
On: Wszystko gotowe, spieszy się Wam i ładujemy.
W do fioletowych: Chodźcie i załatwimy płatność.
W do Bronna: Pilnuj załadunku
Szczurek się ulatnia.
T do Helgi: Łał, tyle wody.
H: słona, można odsalać i sprzedawać sól w górach.
Bronn pilnuje. H i T idą na przygodę. T jest obiektem zainteresowania (wygląda inaczej), ale budzi respekt (pasywna aura smoka). Helga zaczyna traktować ją jak księżniczkę ze wschodu, żeby zrobić trochę afery.
Wilhelm i fioletowi idą za typem do bosmanatu.
On: Kto odpowiedzialny za płatność?
Fiolet: Ja
On: Podpisać tu i tu. Przeliczymy. Towary są w torbach.
Otwierają skrzynkę, są tam monety krasnoludzkie (mają symbole wskazujące na rok wykucia), dużo kosztowności, zero diamentów.
On = Bosman: Porozdzielajcie na kupki.
Jak jest skończone, bierze i waży.
Bosman: w miarę się zgadza, ale nie ma opłaty za chłopaków, za załadunek
W: jakiej opłaty, o jakiej kwocie mówi
B: Swoich nie przywieźliście, to musiałem zorganizować. 1 sztuka złota od łepka.
W; Nie chcielibyśmy żebyście pomyśleli, że jesteśmy nie wypłacalni. // patrzy na fioletowych // Zrzucamy się! haha, żartowałem. // Wyciąga 10 sztuk złota z sakiewki \\.
W daje Bosmanowi do podpisana manifaest ładunku z dopiskiem "10 szt golda załadunek". Bosman podpisał.
B: Trochę był problem z produktami żywnosciowym, więc macie więcej ryb niż zwykle. I drożej niż zwykle. Za czas się płaci.
Są beczki z produktami na piwo, marynowane rzeczy, kwadratowe skrzynki z płótnem, skrzynki z surowcami do wyrobów. Plus specjalne zamówienie - kluczyk. WIlhelm bierze.
W: Do czego to?
B: Osoby zainteresowane będą wiedziały.
W: Czy dały się demony we znaki?
B: Nie, jedyne co, to że się zamknęliście w mieście.
W: Jakieś przemarsze wojsk, ruchy flot High Kingdom?
B: Nic wielkiego, był jeden z High Kingdom, uzbrojony, ale nie zatrzymał się. Pytajcie w porcie, ludzie gadają. Ale nie ma bardziej zabobonnych ludzi niż żeglarze. A im bardziej jesteś pijany, tym bardziej świat magiczny.
W: Spoko. Im mniej się naprzykrzycie statkom z HK, tym lepiej dla wszystkich.
B: Ostatnio znowu Potwór z Północy zadymił. Wulkan z Wysp Galug. Port świeci pustkami bo wszyscy popłynęli na półnóc. Onyks to dochodowy biznes. Dlatego nie czujemy aż tak bardzo skutków. Ale chcielibyśmy żebyście się otworzyli.
W: No ja na oczy widziałem ze 100 demonów. A taaaaki wielki. A taki bitny. A nic nie dropi jak się zabije. A wiesz co by nam sie przydało, żeby zabić demona? SIlversheen. Nasi to zrobią od ręki, ale srebra potrzeba. Jak żeście nie wysłałi któregoś ładunku, to...
B: Nie mam nic pod ręką. Trzeba by szukać po prywatnych rękach. Nie ma
Tymczasem Helga i Trey. Straganiki ze wszysktim co na świecie. Zapch się zmienił. Mantykory, ludowe szaliki, szale z delikatnych materiałów (9 srebra), miedziane talerze, kapelusze w pirackim stylu, ciupag nie ma bo sa w Górach Spizen, przyprawy, owcze sery z Galug, podobizny bożków, obce języki.
E-pop - elficki POP. Aktualnie jest moda. EDM - Elf Dance Music.
Wilhelm uczy się najpiękniejszej szanty od lokalsów, żeby przywrócić przyjaciela do życia. Szanta opowiada o najbardziej znanej bitwie na wyspach Galug. Pojedynek dówch statków pirackich, jeden to był Szkarłatny Świt, którego kapitan zawsze miał szkarłatną szarfę/opończę/pelerynę z materiału na której miał zawieszone pistolety i amunicjaę. Drugi statek Madonna, dawniej we flocie HK, zdobyty. Zaczęło się od rywalizacji między nimi, ale wciągnęły całe frakcje pirackie w Gulag w wojnę. Madonna wygrała. Drugi późniejszy kapitan Madonny, założył Jutu. Pierwszy kapitan zginął, kiedy załoga go wywaliła za burtę.
Ładujemy się. Szczurek wrócił. Start ponowny 10:30 (przed czasem). Trey zauważa u Szczurka, że korzysta z jakiegoś disguise plus ma poobijane knykcie, jakby kogoś naklepał, dzieli się podejrzeniami z Helgą. Zatrzymujemy się w nocy, czekamy, gramy w gry. Helga dzieli się podejrzeniami z Wilhelmem, Wilhelm planuje śledzić Szczurka po powrocie.
Koniec 11.11. Jest 12.11 poranek.
Dolatujemy ok 17:00, robi się ciemnawo. Rozładunek.
Helga biegem do Zaliego, do przejścia.
Do Wilhelma zagaduje Szczurek, dziękuje za współpracę. Wilhelm na stealth śledzi Szczurka i natychmiast go gubi. Wraca. Pojazd zaparkowany. Przekazuje kluczyk fioletowym, dowiaduje się, że to Feather token Chest. Dowiaduje się, że w Szagen Haven oddadzą mu 10gp na podstawie faktury.
Komu w drogę, temu kilof. Komu w drogę, temu topór.