Jest 12.11 godzina 18:00
Helga poszła do Zaliego powiedzieć o podejrzeniach o Szczurku (że go podmienili). Przyjął, sprawdzi, do widzenia.
Pozostała trójka ląduje statkiem i ukrywa go. Znajdujemy poprzednie miejsce. Z północy obserwuje nas demon - decydujemy się wrócić statkiem pod mury. Demon leci za nami, poza zasięgiem (dziwne, że pojedynczy). Dolatujemy, stawiamy statek pod murem, pod głównymi wrotami.
/// Woda butelkowana w Kasilabhu - Caligniczanka. ///
Idziemy do karczmy. Nastroje jakieś markotne, pewnie bo braki jedzenia i piwa. Bijemy w dzwon, trochę się ożywia. Zakhal jest w Szagen Haven, idziemy tam.
/// Helga ma problemy wychowawcze z Peppą, bo nie chce wychodzić na zewnątrz z różdżki. Ta dzisiejsza młodzież, ledwo oczy otworzy i już do różdżki. Nic na zewnątrz nie wychodzą. ///
W Szagen Haven.
Helga idzie leczyć - poprzedniej nocy demony (5, pewnie na drugim piętrze) dostały się do środka Kasilabhu, mnóstwo rannych cywilów i 20 martwych. Demony już pobite. W Szagen Haven ranni, głównie przez demoniczną aurę. Wypytuje o atak demonów (Opisane niżej u Zakhala). Wraca do karczmy.
Reszta do Zakhala w Sali Głównej. Jest zajęty ożywioną dyskusją z filetowymi, gadają o artefakcie ("F: Musimy go użyć!", "Poczekajmy aż będzie to bezpieczne!", "F: I na jutro raport!")
W do Zakhala: Co to za typo ta brzydko mówi? (Wilhelm rozpoznaje typa z wysoką rangą wojskową)
Z: Rośnie niezadowolenie: atak demonów, brak jedzenia. Duża presja by kontratakować. Artefakt - jest nowe odkrycie, pogadajcie z jajogłowymi. Zwiększona aktywność na zewnątrz Kasilabhu, dzisiejsze warty są wzmożone. Dobrze że demony trafiły w miejsce z ludźmi, jakkolwiek bezdusznie by to nie brzmiało, dzięki temu udało się je szybko wytropić, cywile są porozstawiani jako czujki. Pojawiły się przy miejscu do wydawania posiłków. Ewidentnie chaotyczna akcja, nie zniszczyły nic.
Br: To jak z tym planem kontrataku?
Z: Będzie. To trochę PRowy ruch, ku pokrzepieniu serc. Fioletowi nalegają by użyć artefaktu, ja nie jestem przekonany, zagadajcie z nimi i jajogłowymi. Rano atak, grupa desantowa, mnóstwo sprzętu srebrnego.
Idziemy do jajogłowych, artefaktu. Są nowi Strażnicy Artefaktu, są nowi jajogłowi (nie ma Kalara, ani Xarnoha), starsi. Kulka jest w klatce pokrytej runami = stelażu dotykającym jej.
W: Witam
Jajo1: Czy to oni?
Jajo2: To oni, chyba tak.
Jajo1: Ledarsi? Ja nazywam się Jorn, a to Le, obaj Lepharowie.
Jorn: Pytania?
W, Br: Co odkryliście?
/// BR widzi kulkę, wow. W: oczyściło cię, a może ten stelaż pomaga ///
Jorn: A więc - ten artefakt, kulka znaleziona przez ród Ledarsów. Według Kalara Udlana jest to obiekt "nie magiczny", a magicznopodobny. Jego obecność w tej obecności jest stanem nienaturalnym. Teoria którą zdołaliśmy skonstruować zakłada, że jest to obiekt pochodzący z innego wymiaru, innej rzeczywistości, dlatego trudno jest go badać, ciężko poddać naturalnym regułom, którymi nasz świat podąża.
W: A z jakiego wymiaru?
J: No właśnie z jakiego. Jak wiemy są wymiary bliższe nam i dalsze. I przez kogo zostały przyniesione. Skonstruowaliśmy tą klatkę, która pozwoliła ustabilizować Artefakt w naszej rzeczywistości. Spowodowało to kilka nieprzewidzianych efektów:
- artefakt jest łatwiej zauważalny ALE
Le: Klatka uwydatniła wyjątkowość tego artefaktu i zbliżyła do siebie wymiary. Co spowodowało reakcję obronną.
J: Spowodowało niechęć artefaktu do zachowania się w obecnym stanie. Klatka tworzy ekran, który rozdziela artefakt od reszty pokoju. W momencie w którym nałożyliśmy pierwszy prototyp klatki, ponieśliśmy straty materialne i w personelu. Osoby zakładające osprzęt zniknęły. Oraz przestrzeń dookoła niej.
W: Dobra, ale słyszałem, że są głosy, żeby użyć, ale czy mamy sposób jak?
J: W tym momencie kulka jest zapieczętowana, są podtrzymywane czary. Możemy np odpuścić czar, kulka prawdopodobnie zacznie znikać przestrzeń dookoła siebie, może tak zabić wrogów. Czas byłbym lontem bomby. Nie jesteśmy w stanie zdjąć czarów natychmiast, najwcześniej w okolicach jutra.
J: Dalej są spory skąd pochodzi artefakt.
W: Ja mam teorię. Nie wiem przez kogo (ale się domyślam, że Shedim). Ale pochodzi od jego patrona, z jego wymiaru.
Br: A Wy widzieliście te wielkie kolumny u Calignich gdzie znaleźliśmy Artefakt? Ewin Gerre ma opis tego miejsca.
J: Spoko, zagadamy, a w czasie zorganizujemy ekspedycję naukową.
J: Tak jak inne czary nie mają wpływu na kulkę, tak magia przestrzenna ma chaotyczne działanie. Zagina się w otoczeniu.
W podchodzi, dotyka czarną ręką i chce złapać więź z wymiarem (tak jak zrobił to ostatnio). Bo ma teorię, że przedmiot nienawidzi być w tym stelażu, nienawidzi organizacji.
BR i TR widzą, że kulka zmienia pozycję i wskakuje mu do ręki. Przez chwilę WI jakby... miał te same właściwości co kulka, zniknął, nie istniał, a nam ciężko było pamiętać o jego istnieniu. Ale rzeczywistość wraca do normalności. Nagle Wilhelm stoi o krok dalej, a klatki w ogóle nie ma. Br znowu nie widzi.
W: Ten artefakt ma coś w rodzaju własnej woli. Jest częścią planu istoty, która sama jest manifesacją chaosu. Więc próby okiełznania są wbrew jego naturze.
W: Wkroczyłem w ten wymiar, po czym aby tu wrócić zerwałem to połączenie.
W: Prawdopodobnie mogę powtórzyć ten trik. Nie widziałem w tym wymiarze ludzi którzy zniknęli. Poruszanie się w tamtym wymiarze było bardzo trudne, wymagało skupienia. Wszystko wydawało się wolne, byłem w mentalnej smole.
Br: Wejdź tam jeszcze raz i poszukaj znikniętych.
W: Dobra, spróbujmy jeszcze raz. /// patrzy na przedmiot, skupia się, próbuje wprowadzić się w ten sam stan, zestroić z Artefaktem ///
My widzimy to samo. Po chwili Wilhelm wraca, upada, Artefakt upada. Szok. Br leczy, Wilhelm się budzi.
W: ALE TRZEPŁO. Innych też może trzepnąć. Próbowałem dokonać wymiary w której efektem byłoby przywrócenie zaginionych. Nie znalazłem ich, ale wydaje mi się, że przy odpowiedniej ilości energii? mocy? chęci? zdołałbym ich przywrócić, ale ja ewidentnie miałem tego za mało.
W: Sory za sprzęt który skasowałem.
J: Zrobimy nowy, ale nie do jutra.
W: Ja bym tego nie robił, chyba że jesteście w stanie zasilić klatkę chaosem? Więcej chaosu = Artefakt nie będzie miał nic przeciwko. Więc generalnie żaden stelaż nie zadziała. Podczas pierwszej próby zagadałem do Artefaktu, że stelaż mu przeszkadza, on się zgodził i go usunął. Moim zdaniem będę w stanie go kontrolować, bo aktualnie to my jesteśmy stroną przegrywającą, więc zwiększamy chaos walcząc z demonami. To się może zmienić. Kontrola Artefaktu wymaga pewnej mocy, której ja nie posiadam aktualnie, nie wiem dokładnie co to jest, ale mam parę pomysłów na jutro do spróbowania. Jutra wbita na demony, potem dalsze badania.
Wilhelm bierze Artefakt w rękę i odkłada na piedestał. Opowiada Lepharom, ale unika info o Nauczycielu, Teduhu i byciu powiązanym z Artefaktem. Mówi im mniej więcej, że artefakt ma nie tyle alignment, a sposób bycia. Wychodzimy.
Wilhelm zagaduje do fioletowych, ustala szczegóły jutrzejszego wypadu.
Br na mury pilnować statku. Więcej demonów na niebie, nie atakują.
Budzimy się. 13.11 poranek.
Trey idzie się pomodlić do Pharasmy.
Rano zbierają się przy statku. Brak wiatru, mgła pod szczytami gór. Prócz nas są 3 składy fioletowych.
Wilhelm wita się z kapitanem i ustala taktykę. Decyzja żeby zeskautować z góry, potem zawrócić, wyładować ekipę, osobiście podlecieć bliżej, wyjść sami i wpierdolić. Dolatujemy nad nawis, schodzimy ostrym łukiem w dół, leci Fortunate Son. Wysadzamy fioletowych. Czekamy aż podejdą bliżej i oddadzą salwę. Zielona flara, znaczy, że atak się zaczął. Wychylamy się statkiem nad grań. Widać wielką ciemność w jaskini (pewnie scastowały Darkness)
Wilhelm używa kulki rozumienia języków - mówią przekleństwa. Zabijamy. Nic specjalnego nie jesteśmy w stanie znaleźć. Zabieramy głowy i skrzydła.