Od najmłodszych lat tańczyła i zawsze była pełna gracji i uroku. Piękna niczym kwiat, słodka jak miód i radosna jak skowronek, pełna energii. Pewnego dnia, tato wysłał ją do szkoły tańca, jeszcze we Francji, w której zaaklimatyzowała się natychmiast i równie szybko dostała swoją pierwszą rolę w przedstawieniu. Jej kariera rozwijała się szybko i błyskotliwie, a gdy tylko osiągnęła wiek, w którym mogła zostać dopuszczona do konkursów tanecznych, przyniosła pierwszy tytuł. "Objawienie roku" głosiły gazety po turnieju. "Ta dziewczyna zachwyciła jury, choć pierwszy raz wystąpiła na turnieju. Ostatnio widzieliśmy to w latach 90. poprzedniego wieku."
Dziewczynka szybko przeszła na taniec zawodowy w lidze juniorskiej odnosząc niebywałe sukcesy na kolejnych turniejach. Taniec sprawiał jej ogromną radość, był nie tylko jej hobby, ale również częścią niej samej, poza tym po kilku podejściach z kilkoma partnerami, znalazła jednego, z którym zaskoczyło. On rozumiał ją, ona czuła się w jego objęciach bezpiecznie, a pomiędzy dziećmi zaczęła tworzyć się więź silniejsza od przyjaźni. Trudy nie wiedziała skąd była w niej pewność co do uczuć chłopaka, ale też doskonale odczytywała kiedy było gorzej, kiedy lepiej, a kiedy zwyczajnie fatalnie. Ten właśnie okres przypadł na kilka lat po ich pierwszym spotkaniu, tuż przed finałem stanowego konkursu. Partner Trudy na jakiś czas przed tym turniejem stał się bardziej oschły, choć nadal płonął w nim ten ogień uczucia. Dziewczyna próbowała jakoś mu pomóc, ratować relację – nie byli parą.. znaczy byli, ale nie w kontekście romantycznym. Raz było lepiej, raz gorzej, ale nigdy już nie poczuła takiego uczucia od niego, jak wcześniej. Wiedziała, że coś jest nie tak i to ją dobijało, a pomimo tego, że była wesołą dziewczyną, była również delikatna, podatna na zranienia, lecz najgorsze dopiero miało nadejść.
W dniu finału stanówki wydarzyła się tragedia. Trudy była cały dzień przybita i nie mogła znaleźć swojego partnera, choć wyczuwała w pobliżu ten charakterystyczny dla niej płomień namiętności, który czuła na początku relacji i wtedy zrozumiała. Jej ukochany nie jest już jej, znalazł sobie inną, pewnie ładniejszą i bardziej zdolną. Chciało jej się płakać, ale na każdym kroku było pełno ludzi i kamer, musiała trzymać klasę. Poszła do łazienki, gdzie mogłaby dać sobie chwilę wytchnienia i wtedy ich zobaczyła. Trzymali się za ręce i patrzyli w swoje oczy tak namiętnie, że byliby w stanie zasilić całą halę. Dziewczyna stanęła jak wryta, a z jej ręki wypadła szminka w metalowym sztyfcie, zwracając ich uwagę. Chłopak natychmiast podszedł do niej, mówiąc, że to nie tak jak myśli, że potrzebowała pocieszenia, ale ona wiedziała, że łże. Łzy wystąpiły do jej oczu bez jej woli, a kiedy ramiona, w których czuła się tak bezpiecznie, objęły ją, odepchnęła chłopaka i zapłakana pobiegła do wyjścia. Jeszcze następnego dnia partner Trudy przyszedł do jej domu, żeby ją przeprosić i wyjaśnić, ale dziewczyna nie chciała go nawet widzieć. Odchodząc oddał jej tacie tylko szminkę, którą upuściła na miejscu konkursu. Nigdy już nie wróciła do tańca.
Jakby tego nie wystarczyło, w niecały rok po zerwaniu, kiedy już zaczęła dochodzić do siebie, jej tata uległ wypadkowi samochodowemu. W stanie zagrożenia życia wylądował w szpitalu, a w domu powitał ją wujek, który powiedział jej o całym zdarzeniu. Świat dziewczyny ponownie się załamał, a widok ojca w śpiączce prześladował ją przez kolejne lata aż do dziś. Widząc, jak dziewczyna się męczy, wuj namówił ją na dołączenie do młodzieżowej orkiestry, gdzie wybrała skrzypce. Jej muzyka była wyjątkowa, poruszająca słuchaczy do głębi i prawdziwa, bo dziewczyna też już swoje przeżyła, nic więc dziwnego, że bardzo szybko dostała pierwszą partię solową w świetle jupiterów i na oczach tysiąca ludzi, którzy słuchali jej jak zaczarowani. Po jednym z takich koncertów jej nauczycielka Naranja Khan wzięła Trudy do swojego gabinetu, mówiąc, że ktoś chce ją poznać.