
Szmaragd patrzy oczami innej osoby. Jest to ghoranin, ale trochę inny niż ona. Siedzi w słabo oświetlonym pokoju z dziwnym wystrojem wnętrz, nieco orientalnym. Oprócz niego w pokoju znajduje się inna istota, o wężowej twarzy skrytej za woalem i piaskowych łuskach. Po głosie słychać, że jest to kobieta.
- Nie dasz rady. Wyczerpałeś wszystkie swoje siły, by tutaj dotrzeć i odkryć prawdę. Ile ci zostało? Rok? Półtora?
- Muszę. Muszą się tego dowiedzieć. Wyruszę na południe jutro.
- Sam? Przez piaski? Przez wzgórza? Przez... to miasto?
- Nie musisz mi przypominać, już raz odbyłem tą drogę. Nikt tutaj nie chce nam pomóc, są zbyt stłamszeni by zobaczyć prawdę. Musimy działać, nim będzie za późno. Nim Wielebny zabierze jej wszystko.
- I jak myślisz, ile sadzonek będzie cię to kosztować?
Na to pytanie ghoranin nie odpowiedział, a oczy wężowej kobiety otworzyły się szeroko.
- Nie została ci żadna, prawda?
- Została. Moja własna. Nikt nigdy tego nie robił, ale nie mam wyjścia. Wielebny wyśle za mną kogoś. Muszę kupić sobie tylko trochę czasu. To jedyna opcja, by móc dalej działać. Inny ja zrobi to, co trzeba.
- Ale to nie będzie 'inny ty'. To będzie ktoś nowy. Ktoś nieznany.
- Na początku tak. A potem... zobaczymy.