Lokalna społeczność
Oficjalnie miasteczkiem Hope Town zarządza burmistrz McKinley, ale osobą, która w rzeczywistości załatwia większość problemów mieszkańców, rozmawia z nimi, wysłuchuje ich trosk, obiecuje pomoc, a czasem tłumaczy się z niepowodzeń burmistrza przed obywatelami HT, jest nie kto inny, jak Martin. Martina znają w mieście wszyscy i on zna wszystkich i nie ma chyba domu, szałasu, namiotu ani przyczepy kempingowej, do której Spencer nie zajrzałby przynajmniej raz w miesiącu, aby dowiedzieć się, czy mieszkańcom tego miejsca czegoś nie brakuje, ktoś im nie dokucza, albo czy po prostu nie przygotowali czegoś smacznego na lunch. Aż dziw, że Martin zachowuje swoją, raczej szczupłą sylwetkę, na tle liczby obiadków i kolacji, na jakie jest zapraszany przez współobywateli Hope Town - albo pragnących go o coś poprosić, albo mu za coś podziękować.
Liczne znajomości
Tak wygadany i sympatyczny gość, jak Martin ma znajomych na każdym rogu i można by pomyśleć, że dokądkolwiek by nie wyruszył w Stanach, spotkałby tam kogoś, kto powie mu "cześć Martin!" albo "dzień dobry Panie Spencer!". Ten facet prawdopodobnie musi każdego wieczoru przeszczepiać sobie nową dłoń, aby zastąpić poprzednią wyczerpaną całodniowym podawaniem do przywitania.
Wzór do naśladowania
W miasteczku takim, jak Hope Town, twoja reputacja jest wszystkim. Jest najcenniejszą walutą, jaką możesz dysponować. Możesz być bogaty, ale jeśli ludzie uważają Cię za fiuta, to uprzykrzą Ci życie tak, że sam z własnej woli wyprowadzisz się choćby do jakiejś jaskini w pobliskich górach. Martinowi z pewnością to nie grozi, gdyż cieszy się w Hope Town absolutnie nieposzlakowaną opinią. Zawsze uśmiechnięty, pomocny, życzliwy i przyjazny pomocnik Burmistrza jest zarazem religijnym protestantem, który zdaje się nigdy nie grzeszyć przeciwko boskim przykazaniom, a do tego szanuje prawo stanowione przez swego pryncypała i strzeżone przez pannę Fletcher. Ten facet nawet nie pija alkoholu!
Niesłychanie elokwentny
Cóż, gdyby nawet wszystko to, co napisałem o nim powyżej nie przekonało Cię, że Pan Spencer to prawdopodobnie najwspanialszy obywatel Hope Town, to on sam bez trudu przekonałby Cię do tego w ciągu zaledwie 15-minutowej pogawędki. Gdy Spencer z kimś rozmawia, to inni z radością przystają i przysłuchują się, aby móc być świadkami interesującej i zabawnej konwersacji. Z tego samego powodu ludzie lubią po prostu rozmawiać z Martinem, bo on zawsze sprawia, że czują się w trakcie tej rozmowy ważni, lepsi i szczęśliwsi, niż są w rzeczywistości.
Czujny sen
O tym, że Pan Spencer ma niezwykle czujny sen miasteczko przekonało się w wyniku pewnego incydentu. Otóż jak zapewne wiecie, pewna rozwydrzona, żyjąca na pograniczu prawa dziewczyna znana powszechnie jako Hopeless - a tajemnica poliszynela jest, że to rodzona córka samego Burmistrza - dopuszcza się niekiedy w miasteczku różnych aktów wandalizmu i innych, drobnych przestępstw i wykroczeń. Czasem krąży nocami po ulicach i zabawia się rzucaniem kamieniami w okna losowo wybranych budynków. Kiedy indziej włamuje się do kurników, aby ukraść sobie kilka jajek na śniadanie, albo coś podobnego. Za każdym razem jednak, gdy na swój cel obierze dom Martina, kończy się to dla niej albo widokiem lufy jego plazmowego rewolweru wycelowanej w jej kierunku z ganku, albo wizytą w miejskim areszcie, gdzie Pan Spencer ją cierpliwie odprowadza. Nigdy jeszcze nie zdołała go w nocy zaskoczyć i włamać się do jego domu nie budząc go. Niektórzy sądzą z tego powodu, że Spencer może wcale nie śpi...
Lingwista
Gdy do miasteczka zawita czasem jakiś dziwak, z którym nie można się dogadać po ludzku, to najczęściej woła się Spencera. Nie tylko dlatego, że on się wspaniale dogaduje z ludźmi, ale też dlatego, że zna chyba wszystkie, ludzkie języki. No dobra, czerwonoskórzy mówią, że nie zna ich mowy - znaczy się żadnego z ich niezliczonych, indiańskich dialektów - ale poza tym, to jakikolwiek, obcy język byś usłyszał, możesz śmiało zakładać się, że Pan Spencer umiałby Ci przetłumaczyć, co powiedziano.