Historia Wojny Ognistej (in progress)
Spisana przez kronikarza królewskiego Bilgrima Salwasera roku dwieście dziesiątego naszej ery
Historię tę należy zacząć od roku sto pięćdziesiątego
drugiego, kiedy to na marmurowy tron wstąpił Farrin II,
nazywany później Gniewnym. Przejął on władzę po śmierci
swojego brata, Enikoriona Zamyślonego, jako że zmarły król
nie posiadał potomka. Wtedy to właśnie, niecały miesiąc po
koronacji, Oświecony Prorok Sinros ujrzał wizję od Wietrznego Przewodnika, który w swojej nieskończonej mądrości polecił
budować statki, większe i trwalsze niż cokolwiek, co dotychczas
powstało w stoczniach Miedzianego Grodu,
aby następnie wypłynęli na nich, prowadzeni światłem Stwórcy.
Tak więc wypłynęła na nieznane wody Pierwsza Oświecona Wyprawa,
składająca się z pięciu galeonów,
każdy z nich mierzący prawie dwieście stóp długości i ponad
osiemset osób załogi i pasażerów. Bez mała cztery tysiące
gnomów wyruszyło wtedy z portu, zawierzając swój los
Przewodnikowi.
Po długiej żegludze, której trudy i nieszczęścia próżno byłoby tutaj opisywać, wyprawa dotarła do brzegu nowego lądu daleko za morzem, gdzie wreszcie zsiedli ze statków, aby założyć Alabeidan- pierwszą osadę wielkiego Królestwa Okretonu na nowych ziemiach. Ciężkie były te pierwsze lata, ale i nie skąpe w dary Stwórcy. Wspólnym wysiłkiem kolonistom udało się wykuć w stromych klifach wybrzeża port oraz poszerzyć ujście lokalnej rzeki Pyrii, co pozwoliło na sprawniejszą wymianę handlową z Ortanem. W mieście powstawały coraz to kolejne zabudowania, zaś okoliczne ziemie okazały się trudne do uprawy, ale dające obfite plony po zagospodarowaniu. Wtedy właśnie, kiedy Alabeidańczycy myśleli, że Przewodnik wynagrodził ich za trudy, przybyli Bazaltowi.
Siódmego dnia czwartego miesiąca roku sto sześćdziesiątego trzeciego, do bram Alabeidanu przybyła siódemka przybyszy- sześciu czarnych gigantów, wielkich jak domy, całych okutych w zbroje i tarcze, oraz siódmy, mniej postawny od reszty, lecz emanowała od niego dziwna energia, poruszająca aż do głębi. Prorocy mówili później, że było to uczucie podobne, jak przy otrzymywaniu wizji od Stwórcy, jednak wypełnione ciężkim ogniem, nie zaś zwiewnymi obrazami przyszłości. Przybysze ci próbowali wygnać Alabeidańczyków z ich domów, pozbawić ich miejsca do życia. Mieszkańcy dumnie przeciwstawili się intruzom, a kiedy stało się jasne, że gnomy nie zamierzają opuścić swojej rodowitej ziemi, przybysze ujawnili swoją prawdziwą naturę i zaczęli wściekły szturm na miasto.
Warto tutaj przyjrzeć się dokładnie sześciu gigantom, którzy zaatakowali ludność Alabeidanu. Mieli oni około dwudziestu pięciu stóp wzrostu, nosili zaś na sobie niesamowicie grubą zbroję płytową, która jednak później okazała się średniej twardości, główna wartość obronna wynikała z faktu, że płyty pancerza miały miejscami nawet pół stopy grubości. Podobnie wykonane były ich tarcze, pokryte nieznanymi runami i symbolami. Zarówno zbroje, jak i tarcze najeżone były ze wszystkich stron kolcami, a ich oczy pod ciężkimi hełmami płonęły głębokim, czerwonym blaskiem.
Olbrzymi walczyli zaciekle, nieustająco, jednakże powoli, co pozwoliło obrońcom utrzymać się przez pierwszy dzień, kiedy to murów broniło tylko stu dwudziestu regularnych żołnierzy, ostrzeliwując opancerzonych przeciwników z kusz czy balist, dając czas reszcie miasta na organizację i uzbrojenie się. Szczególnie skuteczne okazały się wyrzutnie sieci i harpunów, bronie stworzone do zestrzeliwania z nieba Wielkich Smoków okazały się również sprawdzać w chwilowym unieruchamianiu olbrzymów i odciąganiu ich od murów miejskich. Drugiego dnia ataku do nielicznych już żołnierzy zaczęła dołączać milicja miejska, a więc właściwie każdy gnom zdolny do noszenia broni. O ile obrona nie upadła, Alabeidańczycy ponieśli silne straty, a część dystryktu południowego uległa zniszczeniu. Jednakże nastąpił przełom- pod koniec dnia, kiedy słońce kryło się już za górami na dalekim zachodzie, grupie obrońców udało się powalić jednego z gigantów, a następnie zabić go wieloma strzałami z kuszy dwuręcznych prosto w jego czerwone oczodoły.
Wydarzenie nie tylko podniosło morale walczących, ale i pokazało jedyny nieosłoniony punkt w pancerzu olbrzymów. Trzeciego dnia, pomimo ogromnych strat, udało się powalić jeszcze cztery giganty, ostatni zaś, ciężko raniony, oddalił się na zachód. Nie było jednak powodu do świętowania- z wielkiego miasta, o populacji ponad siedmiu tysięcy gnomów, został niecały tysiąc żywych, w tym wielu umierających lub rannych.
Należy tutaj wspomnieć o legendarnym pojedynku Najwyższego Przewodnika z Ognistym Władcą. Bowiem gdy nieugięci obrońcy bronili swoich domów przed kolosalnymi wojownikami, tuż za południową bramą mierzyli się ze sobą bogowie. W starciu tym uwolniły się wielkie moce tego świata, moce które w stanie są przenosić góry, osuszać oceany, i niszczyć całe cywilizacje. Nikt, kto zbliżył się na tyle, aby ujrzeć coś w wielkim wirze huraganu i stopionych skał, rozciągającym się na wiele mil w niebo, nie wrócił aby opowiedzieć co ujrzał. Dość, że trzeciego dnia, po niewyobrażalnym wybuchu na niebie, kiedy opadły już pył, skały, i zwęglone drzewa porozrywane na drzazgi, plac boju był pusty, a Alabeidan przetrwał Bitwę Gigantów, pierwsze starcie Ognistej Wojny.