Jean
de Verier (ur. 1536) - ten pogodny cynazyjski szlachic jest siódmym
(nie przewidziało Wam się, ma sześciu, starszych braci) synem markiza
Veriera z Cynazji.
Jako najmłodsze dziecko, nawet na dworze obleśnie
bogatego markiza nie miał co liczyć na jakiekolwiek ziemie. Jego ojciec
ledwie poświęcał mu jakąkolwiek uwagę, a zadbał o jego przyszłość jego
wuj, Francis de Soigne, który dostrzegłszy bysfrość umysło młodego
chłopaka, ufundował Jeanowi stypendium na Uniwersytecie w Kindle.
Jean
był pilnym uczniem i szczególnie upodobał sobiew szlachetną sztukę
filozofii, którą zgłębiał przez osiem lat z przerwami na zabawy i
swawole za pieniądze wuja. To podczas tych zabaw miał okazje na krótko
zetknąć się z pewnym nadzwyczajnym Ragadańczykiem - Orlando di
Castiliogne.
Trudno powiedzieć, aby obaj żacy jakoś wielce się
wówczas zaprzyjaźnili - ot była to przelotnaraczej znajomość, ale samo
ich spotkanie miało przesądzić o przyszłości Jeana.
Wiele lat po
tamtych zabawach, Jeanowi przyszło stanąć przed najznamienitszymi
doktorami nauk Uniwersytetu w Kindle w celu zaprezentowania i obrony
swej własnej rozprawy doktorskiej z filozofii.
Wydarzenie to okazało
się punktem zwrotnym,jego historii, gdyż tezy tam przez niego
przedstawione zszokowały, wzburzyły i przestraszyły uczonych. Choć Jean
otrzymał dyplom, jego traktat trafił do gabinetu Inkwizytora Kindle,
gdyż zawierał wiele podejrzanych i wątpliwych tez z pogranicza religii,
sztuki i fiolozfii.
Jean doszedł w swych badaniach do obrazoburczych
koncepcji, wedle których artyści doskonalej rozumieją i czują prawdy
wiary i obecność Jedynego, aniżeli duchowni, którzy posługują się nie
"natchniona intuicją" i "wrodzonym zmysłem dobra oraz piekna
pochodzącego od Jedynego", lecz "prostackimi doktrynerskimi zbiorami
intelektualnych dogmatów" oraz "są ślepi na prawdę, zastępując ją sobie
wersetami z ksiąg po tysiąckroć przepisywanych przez podejrzanych
alkocholików zamieszkujących klasztorne skryptoria".
O ile liberalnym
uczonym na Uniwersytecie takie tezy mogły się z jakiegoś powodu
sp;odobać, jako oryginalne i śmiałe, o tyle duchowieństwo zagotowało się
ze wściekłości.
Po zbadaniu sprawy, Inkwizytor Pierre de Sorbineaux
nie miał innego wyjścia, jak uznać Jeana winnym jeśli nie herezji, to
przynajmniej obrazy majestatu kościoła. Jean miał jednak na tyle
szczęścia, że Pierre de Sorbineaux także nie należał do najsurowszych
inkwizytgorów na świecie. Dlatego zamiast do kościelnych lochów i sal
tortur, trafił do Ragady.
Inkwizytor zalecił mu bowiem "udanie się na
obowiązkoy urlop dziekański", najlepiej do Ragady, gdzie nikt nie
przejmuje sie filozofią, gdyż ludzie mordujący sie nawzajem nie mają na
nią czasu.
Trudno orzec, czy to po prostu osobliwe poczucie humoru
inkiwzytora, czy w rzeczywistości świadomie wysłał on Jeana do
najbardziej niebezpiecznego miejsca w Dominium licząc na to, że
niewygodny prawie-heretyk po prostu tam zginie bez wieści. Niemniej Jean
nie mając innego wyboru wyruszył do Ragady. A jako że jedyna personą z
tego kraju, jaką znał, był Orlando di Castiliogne, zaś w podróży
woeidział się w dodatku, że Księstwo Selvistrii to wyjątkowo spokojne i
bezpiewczne miejsce, wybrał Veruggię na cel swojego "wygnania".
W
stolicy Księstwa nie ma nadzwyczajnego popytu na rozprawy z filozofii,
ale uczony absolwent Uniwersytetu Kindle znalazł sobie zajęcie nauczając
młodych mieszczan synów muzyki, logiki, retoryki, filozofii, oraz
geometrii, a więc niemal pełnego zbioru nauk wyzwolonych. Jedynie za
teologię nie miał odwagi się brać, nie chcąc ściągac na siebie uwagi
miejscowego biskupa i jego inkwizytora.
Poza tym, Jean jest
ewidentnie zainteresowany osobą i twórczością Orlando i nie tyle jest
jego wielkim fanem, co bardziej badaczem jego dzieł. Spędza całe dnie
studiując obrazy Orlanda cal po calu, robiąc notatki, anawet mierząc
kąty i odległości między elementami malowideł. Twierdzi, że sztuka
Orlando jest nadzwyczajna z naukowego punktu widzenia i że zbadanie jej
pozwoli mu odgadnąc tajemnicę fenomenu twórczości arstystycznej wogóle.
------
Orlando z oczywistych względów otrzymuje 1 darmowy punkt więzi z tym dziwacznym filozofem.
------
Duchowni mogą rozwinąc z nim więc co najwyżej na 2 poziom.