Urbino urodził się w Księstwie Sirocco, nic więc dziwnego, że został wychowany do nienawiści wobec króla i wraz z osiągnięcie wieku męskiego wstąpił do piechoty księcia Strozzy Okrutnego, aby zabijać sługów niesprawiedliwego władcy.

Przez kilka lat Urbino trenował więc marsz i kontrmarsz, ładowanie i strzelanie z arkebuza, oraz przemierzał niezliczone staje drogami, ścieżkami i bezdrożami, idąc za armią księcia tam, gdzie ten sobie zażyczył. Miał tyle szczęścia, że przeżył parę pierwszych bitew i nabrał prawdziwego doświadczenia bojowego. Dosłużył się nawet awansu na stopień sierżanta, co dla urodzonego w gminie chłopaka z prowincji stanowi szczyt kariery wojskowej. Mimo to Urbino zaczynał już powoli marzyć o zostaniu porucznikiem. Jego talent strzelecki i łeb na karku sprawiały, że być może nawet by mu się to jakimś cudem udało...

Życie płata jednak niekiedy figle także prostym żołdakom i podczas ostatniej wyprawy wojennej armii Sirocco na ziemie markiza Barabdoriego, Urbino zakochał się bez pamięci w chłopce w jednej ze wsi, które przyszło mu plądrować celem zdobycia prowiantu dla swego pułku. Dopóki jego oddział stacjonował w pobliżu, Urbino walczył ze sobą, ale gdy nadszedł rozkaz do wymarszu i odwrotu do domu, żołnierz rzucił w trawę polerowany morion z herbem Sirocco i porzucił służbę, to znaczy zdezerterował.

Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że we wsi, którą do niedawna łupił zadźgano by go widłami, więc zaczekał do nocy i w świetle księżyca porwał swą ukochaną. Zresztą słowo to nie do końca oddaje prawdę, gdyż Julietta chętnie uciekła ze swym "rycerzem z bajki".

Bajka skończyła się po kilku miesiącach, gdy Urbino znudził się dziewczyną i po prostu porzucił ją po drodze. Zostawszy sam stwierdził, że jako "prawie porucznik" i nie-najgorszy strzelec ma w ręku niezły fach, więc zaciągnął się do pierwszej, lepszej kompanii najemnej.

Teraz, służąc już pod sztandarem "Białej Kompanii", zabijał nie rojalistów - do których nienawiść dawno mu wyparowała z głowy pod wpływem bliskich kontaktów z Juliettą - tylko swych dawnych towarzyszy broni. Ale wtedy było mu już wszystko jedno!

Armand Salasarielle spotkał go w momencie, gdy Biała Kompania była w rozpadzie, dziesiątkowana epidemią tyfusu - przed którym Urbina szczęśliwie ocalił Jedyny - a najemnik rozglądał się za nowym pracodawcą. Sprytny Urbino nie dał się długo namawiać i ruszył za majętnym Cynazyjczykiem...

Kanka is built by just the two of us. Support our quest and enjoy an ad-free experience for less than the cost of a fancy coffee. Become a member.