De Carette, 10 listopada 1575
Drogi Sergio,
Wiem, że od czasu, gdy ostatnio się widzieliśmy minęło wiele lat, oraz że możesz mnie słabo przez to pamiętać, wszak osoba pokornej służącej Isabeli nie zaprzątała twego umysłu. Wiem jednakże, że byłeś, Panie, bardzo blisko z moją Panią, wspomnianą Isabelą, prawdę mówiąc wiem wszystko o tym, jak ona pomogła Ci ocaleć przed strasznym losem, jaki szykował dla Ciebie jej ojciec, pan Cardinale, oraz ta bestia, któremu on służy, o tym, jak umożliwiła Ci ucieczkę z Zamku Orcivesci i jak potem latami kłamała ojcu, że nic nie wie o twoim zaginięciu i utrzymywała, że runąłeś w lodowatą przepaść na wycieczce po okolicznych górach, podczas gdy Ty tak na prawdę zbiegłeś w głąb Ragady, aby być jak najdalej od Bestii i Zamku.
Pani moja, Isabela wszystko to mi w stosownym czasie dokładnie wyjawiła, jak również wszystkie inne tajemnice Zamku i jej ojca, które były jej znane. Odtąd wiernie trwałam przy niej przez te minione lata na Zamku, a także po tym, jak nagle w Orcivesci zjawił się pan baron Orlando di Castiliogne, aby pojąć Isabelę za żonę i zabrać ją do swego domu. Nie wiem, czy słyszałeś o tym wydarzeniu, czy Isabela znalazła sposób, aby powiadomić Cie o swym ratunku ze szponów Bestii, jeśli nie, to dowiadujesz się o tym teraz. Możny baron Orlando przybył do Zamku w czerwcu 1575 roku z bezpośrednim zamiarem wzięcia sobie Isabeli za żonę i zamiar ten - mimo sprzeciwu jej ojca - zrealizował, po czym już kolejnego dnia wywiózł Isabelę (a za nią pojechałam i ja) do swego pałacu w nizinach.
Tam Isabela przeżyła chyba swe najszczęśliwsze chwile, które przez pewien czas były prawdziwą wolnością, z daleka od ojca i Bestii, oraz więzienia, jakim jest Zamek. Cieszyła się pięknem przyrody, uśmiechami normalnych ludzi i łaską swego męża, który był dla niej dobry. Przynajmniej do czasu, gdy nie odkrył, że Bestia umiała patrzeć oczami Isabeli. Zamiast jednak wydać Isabelę inkwizycji, zawezwał swego kuzyna inkwizytora Flavio, aby ten pomógł wygnać demona w tajemnicy. Isabele w tym czasie uwięziono na strychu pałacu Carette i nastały dla niej znów straszne dni! Jednak Inkwizytor Flavio zdołał przegnać Bestię z oczu Isabeli i znów przywrócono jej wolność oraz szczęście ponownie zakwitło na jej twarzy. Nie na długo jednak!
W połowie lipca Bestia i jej sługa, ojciec Isabeli, zgładzili mą panią podstępem. Wśród odesłanych z Zamku osobistych rzeczy Isabeli, ściślej rzecz biorąc w jej osobistych ciżemkach pokrywali zatrute igły, a pani moja, ku mej rozpaczy i przerażeniu, przymierzając przysłane jej buciki nadziała się na jedną z takich igieł i bardzo szybko zmarła. Nie miała żadnych szans na ocalenie życia, bowiem nie znaliśmy trucizny jakiej użyto, ani nie mogliśmy zdobyć i tak ewentualnej odtrutki, jeżeliby jakaś istniała! Zatem musisz wiedzieć, Sergio, że ta, która niegdyś ocaliła twe życie, sama je utraciła w lipcu tego roku, a ja, jej najwierniejsza służka i powierniczka czuję się w obowiązku Cię o tym powiadomić.
Obecnie przebywam w De Carette, w posiadłości barona Orlando, wdowca po mej pani. Pochował on tutaj swą żonę, a ja każdego dnia ronię łzy nad jej grobem. Gdybyś i Ty chciał pomodlić się nad jej sarkofagiem, wiesz, gdzie należy go szukać.
Ja sama poprzysięgłam dołożyć wszelkich starań, zrobić co w mojej mocy, aby pomścić śmierć mej ukochanej pani. Pierwszą rzeczą, jaka przyszła mi do głowy, było powiadomienie Ciebie, panie Sergio, gdyż wiem, że wiele Isabeli zawdzięczasz i niewykluczone, że i Ty chciałbyś uczynić coś, aby winni jej okrutnej, podłej śmierci zostali ukarani! Jeśli tak jest, będę każdego dnia modliła się, abyś osiągnął sukces w swej zemście. Jeżeli mogłabym Ci w niej jakoś dopomóc, jestem do twej dyspozycji.