To pole anomalne byłoby może nawet malowniczym i atrakcyjnym miejscem, gdyby nie fakt, że jest też śmiertelnie niebezpieczne. Pomiędzy chatami dawnej wsi Wiasnoje rozciąga się obszar permanentnej zmarzliny - wiesz, coś jakbyś się nagle przeniósł za koło podbiegunowe do Kanady czy na Syberię. Wszystko jest pokryte szronem, lub lodem, a zwłaszcza ziemia. Rozciąga się tu ogromna, popękana tafla lodu usiana kępami kruchej, przemrożonej na szkło, martwej trawy. Wszystko tu wygląda po prostu, jakby ktoś wziął samolot przeznaczony do gaszenia pożarów i zrzucił tu jego ładunek, ale zamiast wody zatankował uprzednio ciekły azot. Pewnie zresztą jeden zrzut by nie wystarczył... Co jakiś czas z któregoś ze złowrogich pęknięć w taflach lodu bucha opar super-zimnego gazu. Jeśli będziesz mieć pecha znaleźć się w zasięgu tego wyziewu, czekają Cię natychmiast ciężkie odmrożenia. Jak oberwiesz lodowatym gazem to tak, jakby ktoś faktycznie chlusnął na Ciebie ciekłym azotem. Nie jeden Stalker tak zresztą zginął. Co gorsza, nawet podziwianie tego miejsca z daleka nie zawsze jest bezpieczne. Jeśli zerwie się nagle silny wiatr - a o to w Zonie nie trudno - to może z łatwością zawiać lodowaty powiew nawet kilkaset metrów od centrum wioski i zmienić pechowego turystę w mrożonkę...