Alfonso nie potrzebował wcale dużo czasu, aby zadomowić się w Veruggi, a jego kancelaria rozkwitła, zapełniła klientami, a on sam zyskał sobie duży szacunek mieszczan, jak i szlachty żyjącej w stolicy Księstwa. W efekcie, po roku zaproponowano mu dołączenie do Rada miejska Veruggi, w której jest jednym z dwóch reprezentantów interesów miejskiej szlachty.
Młodszy brat barona Leonello od zawsze wiedział, że nie będzie mu dane objąć władzy nad rodowymi włościami, dlatego pilnie się uczył, aby zostać w przyszłości kimś, kto nie będzie musiał polegać na dochodach z rent ziemskich.
Jego ojciec podzielał zapał syna i posłał go nawet do dalekiego Alldare, aby Alfonso postudiował na królewskim uniwersytecie. W ten sposób młodzieniec został magistrem prawa i został biegłym adwokatem. Przez kilka lat pracował w stolicy dla tamtejszej szlachty uwikłanej w niekończących się sporach o prawa do majątków zdobywanych na ziemiach wydartych wrogom króla.
Jednak po śmierci pierwszej żony swego brata i długim, przygnębiającym pogrzebie, na którym baron nie był obecny, bo w tym czasie szalał z rozpaczy w swej komnacie, a medyk próbował go jakoś uspokajać, Alfonso postanowił pozostać "przez jakiś czas" w rodzinnym domu, aby wesprzeć brata i pomóc mu znów stanąc na nogach.
To on zaaranżował ślub barona z Petronella de la Vanzina, co nie okazało się niestety szczęśliwym pomysłem. Próbował też zmuszać brata do odstawienia lub przynajmniej ograniczenia ilości wypijanych trunków, ale i to się nie udało.
W ten sposób z "jakiegoś czasu" zrobiły się nagle cztery, długie lata, a środki finansowe Alfonsa w postaci oszczędności zgromadzonych w Aldare wyczerpały się. Nie chcąc "pasożytować" na majątku brata, wyprowadził się do miasta Veruggia, gdzie mieszka do dziś i prowadzi kancelarie adwokacką. Wciąz odwiedza rodzinny dom i spotyka się z bratem, ale skupia się już na swoim życiu.