Sortivari, 21 lipca 1575 roku
Do barona Dantego, regenta sprawującego władzę w imieniu hrabiego Castiliogne,
Szanowny Regencie! Tak, jak mnie poprosiliście, kontynuowałem swe dochodzenie w sprawie otrucia waszego kuzyna, hrabiego Castiliogne i zbadałem wątek "osoby trzeciej" - nieznanego nam dotąd truciciela, na którego istnienie wskazują zeznania Julia di Salvini i zebrane dotąd dowody.
Przesłuchałem ponownie wszystkich służących i gwardzistów z pałacu Sortivari, tym rzem nie skupiając się na relacjach hrabiego z żoną, ani na jego kochanicy, tylko na pozostałych osobach z jego otoczenia, a zwłaszcza na osobie kawalera Walkera z Kartiny.
Człowiek ten okazuje się być darzony ogromnym szacunkiem wśród służby hrabiego, ale najbardziej interesujące okazały się zeznania niejakiej Pauliny z Santafero, będącej obecnie osobistą służącą panicza Giovanniego. Kobieta ta przyznała mi się do utrzymywania przed około rokiem stosunków intymnej natury z panem Walkerem. Romans ten miał trwać od września 1573 do lutego 1574 roku. Mimo, że nie był zbyt długi, to jednak z relacji owej kobiety wynika, że była to dość intensywna więź, w trakcie której kawaler Walker otworzył się przed swą kochanką.
Dziewczyna ta opowiedziała mi wszystko, co zapamiętała z rozmów i zwierzeń pana Walkera. Szczególnie interesujące okazały się wątki opowieści Kartińczyka na temat jego kariery jako papieskiego medyka. Jak twierdzi owa Paulina z Santafero, pan Walker miał którejś nocy przechwalać się jej, że jest wielkim znawcą jadów i trucizn i że sam papież miał za pośrednictwem swych zaufanych dworzan zlecać mu wykorzystywanie tej wiedzy w celu eliminowania niewygodnych dla Jego Ekscelencji przeciwników politycznych w Sarancie. Pan Walker miał wówczas być nadwornym lekarzem papieskim o dużej sławie i cieszącym się wielkim wzięciem i proszonym o udzielanie pomocy medycznej nie tylko Papieżowi lecz także innym, zacnym mieszkańcom papieskiej stolicy. Wykorzystywano go więc rzekomo do likwidowania niewygodnych osób.
Oczywiście wątek ten jest potencjalnie śmiertelnie niebezpieczny, więc zobowiązałem ową Paulinę z Santafero do zachowywania na ten temat absolutnego milczenia. Dla nas jednak sama informacja o trucicielskich talentach pana Walkera jest bezcenna, gdyż stanowi kolejną poszlakę pozwalającą powiązać go z okropną śmiercią hrabiego Cassiana.
Upewniłem się zresztą, że poza panem Walkerem, nie było w Sortivari nikogo innego, kto dysponowałby wiedzą pozwalającą dokonać aktu trucicielstwa - pan Walker był przez ostatnie 3 lata jedynym lekarzem nadwornym w pałacu hrabiowskim, a hrabia Cassian ufał mu na tyle, że Walker zajmował się dbaniem o zdrowie wszystkich członków rodziny bez wyjątku.
Dowiedziałem się też od owej Pauliny z Santafero, że Julia Salvini albo nas okłamała, albo sama została wprowadzona w błąd - nie byłby to zresztą pierwszy raz. Chodzi o kwestię niezbędnego instrumentarium aptecznego potrzebnego do sporządzania medykamentów, w tym trucizn. Panna Paulina twierdzi, że bywając nocami w prywatnych pokojach pana Walkera widziała u niego bogato wyposażone "laboratorium alchemiczne", jak to nazwała, a Kartińczyk miał jej opowiadać o przeznaczeniu i zastosowaniu różnych instrumentów aptecznych, składników leków czy substancji narkotycznych. Paulina z Santafero twierdzi, że to bogate wyposażenie ufundował swemu lekarzowi nie kto inny, a sam hrabia Cassian.
Podpytawszy o wątek nordyjski, dowiedziałem się też od Pauliny z Santafero, że jej kochanek sporo opowiadał jej także i o Nordii, w której sam miał przebywać na polecenie Papieża przez kilka lat. Panna Paulina wspomniała, że mówił coś o jakichś "nordyjskich przyjaciołach", ale nie potrafiła przypomnieć sobie żadnych nazwisk ani imion, stwierdzając, że nie wydawały jej się wówczas ani interesujące, ani łatwe do zapamiętania. Pewna natomiast jest, że kawaler Walker doskonale znał język nordyjski w mowie i piśmie, co zresztą potwierdzają moje własne obserwacje, gdyż odkryłem, że zarówno panicz Giovanni, jak i jego siostra, panienka FIlippa, znają podstawy języka nordyjskiego i oboje twierdzą, że nauczył ich tego kawaler Walker.
Mając na względzie powyższe odkrycia, sugeruję uznanie pana Walkera za głównego (i jedynego) podejrzanego w naszej sprawie. Oczywiście dalsze dochodzenie może być bardzo utrudnione przez fakt, że Kartińczyk opóścił nie tylko Sortivari, ale też podobno miał udać się do swej ojczyzny i teraz najpewniej jest albo w drodze do Kartiny, albo już do niej dotarł. Ja sam muszę z przykrością stwierdzić, że władza ani autorytet mój prawny nie sięgają do Państwa Papieskiego, a ponadto brak mi w moim wieku sił na ściganie człowieka na drugim końcu Półwyspu Pazura. Dlatego z przykrością muszę w tym miejscu złożyć broń i przekazać dalsze śledztwo i być może pościg za owym Walkerem do Waszej, baronie Dante, dyspozycji i decyzji. Moja rola w tym śledztwie jest na ten moment zakończona.
Pozostaje, rzecz jasna, kwestia samej Julii Di Salvini, wdowy po hrabim, która co prawda w świetle wszystkich, naszych odkryć wydaje się oczyszczona z zarzutów morderstwa, jednak wciąż ciążą na niej zarzuty: spiskowania przeciwko swemu małżonkowi, oraz nieumyślnego zabójstwa osoby szlachetnie urodzonej z arystokratycznej rodziny hrabiowskiej. Pierwszy z tych zarzutów, gdyby spisek został ujawniony przez jej męża za jego życia, skończyłby się zapewne rozwodem, a jeśliby hrabia okazał nadzwyczajną łaskawość (z czego Cassian Di Castiliogne zdaje się był znany), być może jedynie na areszcie domowym i odseparowaniem żony od spraw politycznych i ważkich. Drugi z zarzutów można potraktować różnorako. Nawet jeśli Julia Salvini nic nie wiedziała o tym, że substancja dodana do poczęstunku dla jej męża będzie miała w rzeczywistości skutki śmiertelne, pozostaje wciąż zabójczynią. Nieumyślny charakter zabójstwa oczywiście jest czynnikiem przemawiającym za złagodzeniem należnej jej kary. Zgodnie z dawnym prawem obyczajowym Ragady, członkowie rodziny mogą za delikt, jakim jest nieumyślne zabójstwo ich krewniaka domagać się trzech rodzajów kary:
1. Śmierci zabójcy (na ogół wybór ten rozpoczyna tradycyjnie wendettę pomiędzy rodziną ofiary a rodziną zabójcy)
2. Wygnania (banicji) zabójcy (w tym przypadku z terenu hrabstwa)
3. Odszkodowania pieniężnego od zabójcy i/lub jego rodziny w wysokości 100 kordinów dla osoby nisko urodzonej, 500 kordinów w przypadku szlachcica i 1000 kordinów za śmierć arystokraty
Decyzja o tym, jakiej kary domaga się rodzina Castiliogne w stosunku do Julii Di Salvini należy do Was, baronie Dante i do reszty krewnych hrabiego Cassiana. Proszę Was przeto, abyście przedstawili tę sprawę pozostałym członkom rodu Castiliogne i dokonawszy wyboru, powiadomili mnie, abym mógł przekazać wyrok Julii Di Salvini. Zmuszony jestem do poinformowania Was, że w każdym przypadku egzekucja wybranej kary należy do Sędziego, jednakże rodzina skarżąca, czyli Castiliogne, mają prawo wspomagać Sędziego w wyegzekwowaniu kary, na przykład, gdyby krewni skazanej próbowali uniemożliwić wykonanie kary, lub migali się od zapłacenia zasądzonego odszkodowania.
Z poważaniem,
Sędzia Książęcy Guido di Caladri