Marco i jego zamek leżący na trakcie kupieckim łączącym miasta Veruggia i Salicenza przysparzają ogromnych problemów kupcowi Averardo Corraprara i jego Familia Corraprara. Baronet żąda prowizji od każdego transportu, dyliżansu kurierskiego czy choćby gońca wiozącego weksle za sam fakt, że przejeżdżają drogą nieopodal jego zamku. Ciężkozbrojni jeźdźcy w służbie baroneta z arkebuzami patrolują fragment traktu przebiegający przez jego ziemie i bezwzględnie łupią kupieckie karawany. Averardo Corraprara próbował wynegocjować z hersztem tych zbójców jakieś korzystne dla obu stron warunki ugody i opłacać być może baronetowi stałą, coroczną prowizję za wolny przejazd, ale Marco uważa, że kupiec chce go w ten sposób oszukać, a on woli sam pobierać "myto" od każdego, faktycznego transportu. To bandyckie praktyki barona Marideri były główna przyczyną, dla której Corraprara zaczął obstawiać swoje transporty vermerskimi najemnikami Ludwig Ristermann. Vermerczycy niekiedy odstraszają rabusiów z zamku Coragio, a innym razem dochodzi do walki, którą raz wygrywa eskorta kupiecka, a raz raubritterzy. Poza kupcami, nikogo innego poza tym ludzie baroneta nie napastują.
Baronet Marideri to ostatni z trzech braci Mariderich, którzy walczyli razem na wszystkich frontach. Bracia zawarli przymierze, które miało różnić ich od pokolenia ich ojców, którzy toczyli wewnątrz rodziny wojnę o to, którą stronę w wojnie domowej poprzeć.
Marco to najstarszy z trzech członków owego przymierza i zarazem jedyny, który żyje do dziś. Wziął na swoje barki odchowanie osieroconych dzieci swych braci i utrzymanie wdów po nich, co mocno obciąża jego budżet i dawno już rozpuścił na krewnych i powinowatych zyski z łupów wojennych, jakich dorobił się w Vermerze.
Marco walczył w Vermerze, podobnie jak jego bracia, nie ze względów przekonań, tylko dla pieniędzy. Jedyne, co dobrze potrafi robić, to zabijanie, którego nauczył się jeszcze za młodu, gdy trzeba było bronić rodzinnych majątków przed sąsiadami, plądrującymi Księstwo bezrobotnymi najemnikami i Jedyny tylko wie kim jeszcze.
Wojna odcisnęła piętno na Marco - jest to człowiek szorstki, na ogół milczący i bardzo praktyczny. Nie lubi zbędnej gadaniny ani marnowania czasu na uprzejmości. Jego skłonność do bezpośredniego przechodzenia do sedna jest ceniona w Ragadzie, choć zdarzyło się też, że przysporzyła mu problemów. Jedną z takich sytuacji było wezwanie od samego króla do walki w imię Korony w wojnie domowej, na które baronet miał rzekomo odpisać krótkim zapytaniem: "A ile mi zapłacicie?". Odtąd nikt w Alldare nie wspomina nawet nazwiska Mardieri, a sam król miał ponoć zażyczyć sobie śmierci baroneta. Nie znalazł się jednak dotąd nikt, kto chciałby ryzykować obleganie zamku Coragio aby dostarczyć do stolicy głowę jego gospodarza...