1. Characters

Marco del Marideri

Baronet

Baronet Marideri to ostatni z trzech braci Mariderich, którzy walczyli razem na wszystkich frontach. Bracia zawarli przymierze, które miało różnić ich od pokolenia ich ojców, którzy toczyli wewnątrz rodziny wojnę o to, którą stronę w wojnie domowej poprzeć.

Marco to najstarszy z trzech członków owego przymierza i zarazem jedyny, który żyje do dziś. Wziął na swoje barki odchowanie osieroconych dzieci swych braci i utrzymanie wdów po nich, co mocno obciąża jego budżet i dawno już rozpuścił na krewnych i powinowatych zyski z łupów wojennych, jakich dorobił się w Vermerze.

Marco walczył w Vermerze, podobnie jak jego bracia, nie ze względów przekonań, tylko dla pieniędzy. Jedyne, co dobrze potrafi robić, to zabijanie, którego nauczył się jeszcze za młodu, gdy trzeba było bronić rodzinnych majątków przed sąsiadami, plądrującymi Księstwo bezrobotnymi najemnikami i Jedyny tylko wie kim jeszcze.

Wojna odcisnęła piętno na Marco - jest to człowiek szorstki, na ogół milczący i bardzo praktyczny. Nie lubi zbędnej gadaniny ani marnowania czasu na uprzejmości. Jego skłonność do bezpośredniego przechodzenia do sedna jest ceniona w Ragadzie, choć zdarzyło się też, że przysporzyła mu problemów. Jedną z takich sytuacji było wezwanie od samego króla do walki w imię Korony w wojnie domowej, na które baronet miał rzekomo odpisać  krótkim zapytaniem: "A ile mi zapłacicie?". Odtąd nikt w Alldare nie wspomina nawet nazwiska Mardieri, a sam król miał ponoć zażyczyć sobie śmierci baroneta. Nie znalazł się jednak dotąd nikt, kto chciałby ryzykować obleganie zamku Coragio aby dostarczyć do stolicy głowę jego gospodarza...

Kanka is built by just the two of us. Support our quest and enjoy an ad-free experience for less than the cost of a fancy coffee. Become a member.

Raubritterzy

Marco i jego zamek leżący na trakcie kupieckim łączącym miasta Veruggia i Salicenza przysparzają ogromnych problemów kupcowi Averardo Corraprara i jego Familia Corraprara. Baronet żąda prowizji od każdego transportu, dyliżansu kurierskiego czy choćby gońca wiozącego weksle za sam fakt, że przejeżdżają drogą nieopodal jego zamku. Ciężkozbrojni jeźdźcy w służbie baroneta z arkebuzami patrolują fragment traktu przebiegający przez jego ziemie i bezwzględnie łupią kupieckie karawany. Averardo Corraprara próbował wynegocjować z hersztem tych zbójców jakieś korzystne dla obu stron warunki ugody i opłacać być może baronetowi stałą, coroczną prowizję za wolny przejazd, ale Marco uważa, że kupiec chce go w ten sposób oszukać, a on woli sam pobierać "myto" od każdego, faktycznego transportu. To bandyckie praktyki barona Marideri były główna przyczyną, dla której Corraprara zaczął obstawiać swoje transporty vermerskimi najemnikami Ludwig Ristermann. Vermerczycy niekiedy odstraszają rabusiów z zamku Coragio, a innym razem dochodzi do walki, którą raz wygrywa eskorta kupiecka, a raz raubritterzy. Poza kupcami, nikogo innego poza tym ludzie baroneta nie napastują.

Wszystkie dzieci baroneta

Marco sam spłodził dotąd trzech synów (Lucio (25), Lorenzo (18) i Pietro (16)) i dwie córki (Damietta (15) i Patrizia (11)), ale poza nimi opiekuje się też sforą dzieci swych, poległych braci. Tak więc w Coragio mieszkają też trzej synowie (Anselmo (20), Patrizio (17) i Alberto (14)) i cztery córki (Anna (17), Dulcinea (14), Julia (14) i Fiorentina (10)) jego młodszych braci. Bratankowie są przez niego przyuczani do rycerskiego rzemiosła, czyli jedynej rzeczy, na której się Marco zna. Bratanice natomiast planuje on stopniowo pożenić, lub oddać pod opiekę jakichś zakonów żeńskich. Niemniej żal mu się z nimi rozstawać, bo są to dzieci jego ukochanych i nieodżałowanych braci.


Braterskie przymierze

Marco, wraz ze swymi braćmi - Aureliem i Giordanem - stanowili zawsze nierozłączne trio. Jako dzieci siali postrach wśród chłopskich synów zamieszkujących w pobliżu rodzinnego zamku, a gdy dorastali, wspólnie uczyli się walki pieszej i w siodle, strzelectwa i rapiera. Ojciec szykował ich, aby poszli w jego ślady i do pewnego stopnia tak uczynili. To, w czym nie naśladowali starego baroneta było mordowanie się z własnymi braćmi. Strwożeni tym, jak ojciec ich stoczył dwie wojny z ich wujami i na ich oczach udusił jednego z własnych braci, Marco, Aurelio i Giordano poprzysięgli sobie, że oni będą trzymali się razem. Tak zawiązało się ich małe przymierze, które przetrwało wszystkie zawieruchy w Księstwie i rozpadło się dopiero wraz ze śmiercią Aurelia i Giordana. Nie ponieśli jej jednak z ręki swego brata, a w walkach w Vermerze, gdzie bili się w tamtejszej wojnie domowej za pieniądze rabowane przez frakcję chłopską z plądrowanych dworów i pałaców. Marco, Aurelio i Giordano nie musieli osobiście plądrować pałaców - vermerscy dowódcy chłopskiej rebelii płacili im za udział w bitwach, w których oni bili się ochoczo o ile zaproponowana stawka była atrakcyjna. Niestety szczęście w końcu opuściło młodszych braci Marca i polegli w dwóch, następujących po sobie bitwach. Wtedy Marco powrócił do domu. Poczucie winy i obowiązku wobec rodzin swych braci skłoniło go do przygarnięcia ich do swego zamku, gdzie postawił też masywne grobowce do których sprowadził z Vermeru kości swych braci, aby złożyć je do grobu w ojczyźnie.