Baron nie byłby sobą, gdyby nie zaprzągł swej ukochanej artylerii jako narzędzia rodowej wendetty. Jako wprawny artylerzysta postanowił terroryzować swych wrogów przy pomocy ciężkiej, oblężniczej bombardy, którą sprowadził z Vermeru, gdy przestała być potrzebna po zakończeniu tamtejszej wojny domowej. Baron używa jej do ostrzeliwania dworów, a nawet willi miejskich należących do Colonnów. W tym celu potajemnie, nocami podciągana jest na odpowiednie, zamaskowane pozycje w pobliżu Montoi, aby z rana huknąć ogniem. Oddaje zawsze tylko jeden, starannie wyliczony strzał, po czym obsługa działa pośpiesznie je składa i ewakuuje, aby uniknąć kontrataku żołnierzy Colonnów, którzy od dawna polują na bombardę, chcąc ja przejąć, lub zniszczyć. Podobno najęli nawet specjalnie do tego celu kilku vermerskich saperów, którzy patrolują okolice Montoi z workami prochu przy siodłach, aby móc błyskawicznie zareagować, gdy "La Vendetta" się znów odezwie. Od czasu ostatniego wezwania biskupa Foscariniego do wstrzymania walk sprzed 4 miesięcy, bombarda jednak milczy. Niektórzy spekulują jednak, że to nie apel biskupa za to odpowiada, a udany kontratak ludzi Colonnów, lub awaria tej złowieszczej broni. Jak dotąd pociski z "La Vendetty" zdołały uszkodzić wiele budynków w Montoi, ale tylko połowa z nich faktycznie należy do Colonnów. Zabiła też dwóch przypadkowych mieszczan, oraz jednego służącego Colonnów.
Leonardo Castelli to postać nietuzinkowa. Dość powiedzieć, że brał udział w wojnie domowej w Vermerze, gdzie dowodził oblężeniem samej stolicy, a jego szczególnym zainteresowaniem jest artyleria, zwłaszcza ciężka artyleria oblężnicza. Baron Leonardo służył bowiem w młodości w wojskach księcia Sirocco, gdzie był świadkiem potężnej nawały ognia z książęcych bombard, co zrobiło na nim gigantyczne wrażenie i odcisnęło piętno na całe życie.
Baron Leonardo rządzi swym rodem żelazną ręką i nic tak go nie motywuje, jak pragnienie wymordowania wszystkich Colonnów. Nie bawi go jednak uganianie się za pojedynczymi wrogami po wąskich uliczkach Montoi. Wolałby rozstrzygnąć sprawę raz a dobrze, w drodze jednej, ostatecznej bitwy, w trakcie której jedna z rodzin - baron oczywiście wierzy, że byliby to jego wrogowie - zostanie całkowicie unicestwiona.
W tym celu od lat gromadzi broń, proch, kule armatnie i urządza "bitwy ćwiczebne" podczas których poddani mu chłopi pełnią rolę "Colonnów", a jego żołnierze z drewnianymi drzewcami od pik i stępionymi mieczami pokonują wrogów w najróżniejszych scenariuszach.
Reszta rodziny Castellich jest sceptycznie nastawiona zarówno do tych "gier wojennych", jak i samej koncepcji wydania przeciwnikom ostatecznej bitwy. Najbardziej sceptyczny jest zaś brat barona, Camillo di Castelli, który miast wielkiej batalii woli po prostu pojedynczo zabijać Colonnów i odniósł nawet na tym polu ogromny "sukces" - o ile tak można nazwać morderstwo, które ściągnęło teraz na niego osobiście nienawiść wszystkich przeciwników.