Jej wieloletni wierzyciel, kupiec Averardo Corraprara zdecydował się w końcu zaryzykować oświadczyny swojej dłużniczce. Choć on sam miał tu akurat stosunkowo niewiele do stracenia - największe niebezpieczeństwo czekało na baronessę Sofię, która w wyniku takiego mezaliansu mogła stracić całkiem twarz w towarzystwie i zostać wykluczona z kręgów wysoko urodzonych osób godnych utrzymywania znajomości. Gdyby szlachta w księstwie po prostu - zgodnie z obyczajem - uznała ten związek za mezalians, baronessę Terranova czekałby społeczny niebyt. Mogła by co najwyżej odwiedzać przyjaciół męża, czyli innych kupców i mieszczan, na dworach szlacheckich nie miałaby jednak co się pokazywać.
W tym momencie na scenę wkroczył baron Orlando di Castiliogne, który uratował zakochaną baronessę (choć wielu sądzi, że to nie miłość, tylko ogromne długi skłoniły kobietę do przyjęcia oświadczyn kupca) i ryzykując własne, dobre imię, stanął w obronie skandalicznego związku arystokratki ze zwykłym handlarzem ze stanu mieszczańskiego. Sława, szacunek i sympatia, jaką darzony jest najsławniejszy artysta w Selvistrii sprawiły, że baron Orlando zdołał jakimś cudem przekonać dostatecznie wielu wpływowych przyjaciół wśród szlachty, że mezalians nie jest w istocie niczym złym, lecz oznaką nadchodzących przemian - nowych czasów, które nadchodzą szybkimi krokami i że należy je zaakceptować. Wielu kręciło nosami, zgrzytało zębami, czy nawet złorzeczyło zaręczonym, ale ostatecznie większa część szlacheckich dworów dała się uwieść baronowi Orlando i zaakceptowała ten mezalians.
Tak więc 20 listopada 1575 roku, w starym, porodiańskim Pałącyku Tramagoria w Veruggia należącym do Familia Corraprara, baronessa Sofia i Averardo Corraprara wzięli ślub, któremu pobłogosławił baron Orlando, prepozyt kapituły biskupiej Ansaldo di Castiliogne, a obecny był nawet hrabia Giovanni di Firenze i hrabia Amadeus da Orsini, jak również liczna szlachta i mieszczanie. Niemal każdy chciał tam być - jedni z ciekawości, inni licząc na to, że w ostatniej chwili jednak wybuchnie skandal i do ślubu nie dojdzie (a przeciwko temu mezaliansowi opowiedzieli się hrabiowie Vittorio di Stravici i Agostino di Mozzenigo, oraz ich najlojalniejsi stronnicy i dworzanie), a jeszcze inni chcieli się po prostu najeść i napić za darmo. A było co jeść i co pić, bo cały, rodiański gmach wypełniono stołami z jadłem i napitkami i ustrojono tak bogato, że mało kto w Księstwie pamięta tak bogatą ceremonię ślubną. Kupiec Corraprara wydał na to wydarzenie majątek. Byli muzycy, pokaz fechtunku w wykonaniu znakomitych szermierzy, a nawet parada vrmerskich najemników wynajętych od Ludwig Ristermann, który zresztą był jednym z honorowych gości, jako wieloletni przyjaciel kupca.
Oczywiście ten spektakularny sukces barona Orlando, oraz szczęście kupca Corraprary i baronessy Terranova ma także swoje cienie. Złośliwi spekulują, że kupiec znacząco zbiedniał w skutek tego ożenku, gdyż umorzył długi swojej żony, a odpisanie ich z bilansów Familii musiał pokryć z własnej kieszeni. W dodatku sam ślub kosztował go krocie - niektórzy twierdzą, że wydał na tą ceremonię 500 kordinów, a są i tacy, którzy posądzają kupca o przepuszczenie i tysiąca! To jednak nie koniec, gdyż wciąż obsypuje swą żonę prezentami, a jej synowie próbują też coś uszczknąć dla siebie z majątku ojczyma. Wrogowie kupca twierdzą, że afera ze ślubem i jej konsekwencje osłabią jego pozycję w Familii i doprowadzą go ostatecznie do ruiny - ale to chyba po prostu zawiść przez nich przemawia.