Ach,
Imperium roku 2510. To jest życie. Wszyscy wrogowie ludzi drżą w posadach. Pogoda jest łagodna, podatki niskie a szlachetni Panowie miłościwi. Lasy są bezpieczne, ludzie żyją w dostatku a korupcji ze świecą szukać.
Tak przynajmniej głosi propaganda.
Każdy człek jednak wie, że lekko nie było, nie jest i pewnie szybko nie będzie.
Może u Krasnoludów z dalekich gór na zachód i wschód. Może u elfów w ich leśnym królestwie na północy. Może nawet u niziołków daleko na południu w Krainie Zgromadzenia.
No ale przecież nie u nas.
Ci co zarabiają złote monety z podobizną Imperatora Karla Franza może mają i dobrze.
To jednak nie wy.
W lasach człowiek może być tak samo łowcą co zwierzyną. Gobliny i potwory leśne gustują w ludzkim mięsie oraz w cierpieniu. Skażeni mocą Niszczycielskich Potęg mutanci oraz Zwierzoludzie czają się aby w dogodnym momencie rzucić się gardła cnym podróżnym. Niektórzy ponoć nawet żyją między nami, w tajemnicy, jątrząc i rozsiewając zgorszenie i zepsucie. Kto wie jakie odrażające mutacje chowa sąsiad pod swoją białą koszulą…
Magia niszczy ten świat. Magia i przesadna emocjonalność. Człowieka najpierw życie dociska… a potem jaki diabeł przechodzi proponując pomoc. I tak traci się duszę. A na tych bez duszy czeka stos. I na tych co magią się parają. I nic dziwnego, bo jedno jest oznaką drugiego. No gdyby było inaczej to Ci z duszą też by czary odprawiać umieli. A przecież nikt, kto dobry tego robić nie potrafi.
Ach,
życie na wsi odbywa się jak tych w przedziwnych i koszmarnie drogich zabawkach, sprzedawanych na Vertragsort raz do roku. Nakręcanych aby potem wykonać kilka takich samych, mechanicznych ruchów. Rok w rok, takich samych. Pogoda tylko rzuca piach w tryby mechanizmu. I zawsze rzuca inaczej, aby nie dało się przyzwyczaić.
Dla wielu to synonim spokoju. Dla innych udręka życiowa i czysta nuda. Szczególnie, że praca nie jest łatwa a od jej wykonania zależy, nie komfort, a życie lub śmierć.
Ach,
No ale to nie u nas. Przynajmniej nie te gorsze rzeczy.
Wieś Babice, położna w (tfu) Middenlandzie zaopatruje miasto Laer w żywność. Zboże, ziemniaki, burak, kapusta i słonina. Luźno rozsiane domostwa zamieszkuje około 20 rodzin. Do tego jeszcze okoliczne mniejsze sioła. Jest też kopalnia i miejsce targowe na Vertragsort. Między wsią a Popielnym Borem wznosi się kamienna ściana Kreiszaun, dając poczucie bezpieczeństwa.
Na jaśnie nam panującą Hugette II von Rosenberg nie można narzekać. Może poza ogromnymi podatkami na produkcję i import alkoholu.
Rzeka Drakwasser, okoliczne strumienie i jeziora dostarczają towarów, ryb i pracy.
Jest lipiec, czas na roli spokojny. Plony dojrzewają i czas najlepiej spędzać szykując się do żniw oraz modląc się do Taal’a i Rhyi o pogodę.
Jest przedzień Gehaimnistag, dnia Tajemnicy. Przerażającego dnia, gdy oba księżyce świecą w pełni jako zły omen. Miasta, miasteczka i wsi urządzają na ten dzień przedziwne obrządki. Wróżenie, tańce i znaki od bogów, złych i dobrych. Aż nie zajdzie słońce obrządki trwają dając uciechę gawiedzi. Gdy jednak słońce chyli się ku zachodowi, nikt nie waży się wyjść z chałupy.
Czeka was więc dzisiaj zabawa we wsi. Ten dzień jest jednak poświęcony Morr’owi, bogowi śmierci. A to łączy was wszystkich w pewien groteskowy sposób. Niczym upiorny i szeroki uśmiech trupiej czaszki.
Cztery lata temu przez Hochland i Middenland przeszła zaraza. Co to było, tylko Władca Much wie. Wzięła ze sobą wielu. Zbyt wielu. Ogrody Morra nie nadążały z pochówkiem i często ludzie musieli sami palić lub chować swoich krewnych.
Tak ja Ty Volker. <opis postaci>
Mijasz chałupę szukając jakiejś pracy do zrobienia. Wpadłeś na pomysł bielenia wapnem ścian chlewa. Że też nie wpadłeś na to wcześniej. Przecież tak trzeba co dwa lata aby zwierzęta były zdrowe.
Gdy tak się kręcisz widzisz cały gang Mokrych Dup pod głazem za chałupą. Stojąc nad grobem Swojego ojca oraz siostry Enki, Aldo Speckmann montuje coś. Jest to drewniany nagrobek, własnego wykonania. Tylna płyta, z daszkiem i bramami Morra. Jeden na każdy grób. Aldo też dostał dotknięty przez zarazę. To przez nią jego rodzina musiała opuścić miasto. <opis postaci>
Ivo Hersch jakby wyraźnie zadowolony z siebie od razu wygląda jak pomysłodawca tego przedsięwzięcia. Rudo-blond długie włosy nadają mu dziewczęcy wygląd. Uśmiech łączy się z łezką w oku.
Jest o kilka centymetrów niższy od swojej siostry. To ten okres gdy dziewczynki dorastają wyraźnie szybciej od chłopców i zaczynają być kobietami. Wandzie jednak jeszcze trochę brakuje. A buzia umazana borówkami nie pomaga w kobiecej aparycji. <opis postaci>
Jako dziewczyna z zamiłowaniem do ziół i roślin sadzi bluszcz obok nagrobków aby kiedyś zarosły je i otuliły miejsca spoczynku członków rodziny.
Do grobów przywiązane też są poroża zdobyte przez młodego trapera Godfreya. Groby wuja i kuzynki postanowił przyozdobić symbolami bogów aby Ci mieli zmarłych w ofierze. Im więcej bogów tym lepiej. Boskiej łaski w końcu nigdy dość. Poroża, wilcze łapy, snopek siana, gołębie pióra, rybie ości.
Bogobojność ma twarz i jest to Godfrey. <opis postaci>
Widzisz ich nad grobami, uwijając się przed Nocą Tajemnicy, honorując zmarłych.