Biedny, starszy brat Rocca, Lucio da Volpedo próbował na różne sposoby przekuć awanturnicze zapędy młodszego brata w narzędzie pomocne rodzinie. Gotów był zrobić wiele, byleby Rocco przestał krążyć traktami w poszukiwaniu awantury i robić sobie, oraz całemu rodowi wrogów wszędzie wokoło. Jednym ze sposobów rozwiązania problemu miało być powierzenie Rocco zadanie czuwania nad bezpieczeństwem barona Marco da Volpedo. Przydzielił gorącogłowemu bratu kilku ludzi do pomocy, wręczył sporą sakwę srebra i posłał go śladem ich starszego brata, aby dbał o jego nietykalność i regulował zobowiązania rodziny wobec ludzi, których gościny i pomocy Marco nadużyje. Niestety pomysł ten okazał się fatalny. Wszystko skończyło się tragicznie, gdy Rocco zamordował dwóch ludzi awanturujących się o zapłatę za usługę odrdzewiania kolczugi barona. Uparci rzemieślnicy zbyt długo się targowali, czym rozzłościli Rocca i zapłacili za swa chciwość życiem. Po tej drace Rocco został odwołany do zamku, a śledzenie barona powierzono komuś innemu.
Każda rodzina ma swoją czarną owcę i w rodzie Volpedo jest nią właśnie Rocco. Gdy ojciec zabił się w pogoni za małym Horaciem spadając ze schodów, to Rocco, jako jedyny wykrzyknął: "Dokończmy to, czego nie zdołał zrobić tata!". Na szczęście rodzeństwo i matka nie posłuchali go i pozwolili karłowi żyć.
Horacio da Volpedo do dziś nie zapomniał tamtych słów starszemu bratu i nie odzywa się do niego, ani nie wpuszcza go nawet do swojej części zamku rodzinnego. Bardzo chłodno traktuje go także Porficia da Volpedo, która objęła swą opieką ułomnego brata.
Rocco jednak nie przejmuje się tym, że kaleka i "pomylona aptekarka", jak nazywa Porficię, nie szanują go i unikają. Ma przecież ciekawsze rzeczy w życiu do roboty, niż użeranie się z karłem i litościwą siostrzyczką!
Jednym z ulubionych zajęć Rocca jest podróżowanie pograniczem rodzinnej baronii i szukanie zaczepki wśród szlachty z sąsiednich ziem - zwłaszcza spośród poddanych rodu Bologna. Innym celem brata barona są pasterze z Gór Dervah zimujący na terenie baronii. Rocco uwielbia ich obrażać i mordować w "honorowych" pojedynkach, na które zawsze się godzą, gdyż ich osobliwy kodeks honorowy nie pozwala im puszczać płazem zniewag z ust "doliniarzy", jak nazywają pogardliwie mieszkańców nizin.
Choć mało kto stanowi poważne zagrożenie w pojedynku dla wyrobionego w walkach i szalonego Rocco, znaleźli się tacy, którzy swą śmierć sprzedali drogo - raniąc, a nawet oszpecając szlachcica. Bliznę przecinającą lewą brew i policzek zostawił mu na twarzy narzeczony dziewczyny, którą Rocco porwał i zmusił do spędzenia nocy ze sobą, powołując się na dawno niestosowane, lecz niegdyś znienawidzone "prawo pierwszej nocy". Gdy odwiózł kobietę narzeczonemu i rzucił mu sakiewkę srebra, odważny góral rzucił się na niego z czekanem i byłby go zabił, gdyby nie powstrzymali go inni pasterze. Pojedynek Rocco wygrał i uśmiercił zuchwałego "koźlarza", jak z kolei sam pogardliwie zwie górali, ale dzięki bliźnie zarobionej od jego pałasza, na zawsze zapamięta tę walkę...
Awanturnicze życie Rocco zakończyło się niespodziewanie 10 kwietnia 1575
roku podczas "Rautu Mieszczańskiego" w wyniku dość przypadkowego
pojedynku z jego gospodarzem - baronem Orlando di Castiliogne, który
zaskoczył wszystkich sprytnym wybiegiem polegającym na udawaniu upicia i
przy pomocy cynazyjskich sztuczek szermierczych ugodził Rocca
śmiertelnie w samo serce.